„303. Bitwa o Anglię” – Hacksaw Ridge na miarę naszych możliwości – Recenzja

Polskie wzmożenie patriotyczne od kilku lat jest faktem i przejawia się bardzo mocno zwłaszcza na polu kultury masowej. Przyozdobiona symbolami PW odzież i inne gadżety doskonale się sprzedają, nie inaczej jest też z filmami poruszającymi taką tematykę, które gwarantują pełne sale kinowe. Miłość do ojczyzny czy szacunek dla dokonań dawnych bohaterów nieczęsto jednak idzie w parze z wysokim poziomem artystycznym takiej kinematografii, by nie rzec wręcz, że niemal sprzężona jest ona z kiczem. Czy więc Anglik David Blair, który teoretycznie powinien być w stanie spojrzeć na polskich lotników z dystansem umożliwiającym rzetelne ich sportretowanie zdołał przełamać ten trend w 303. Bitwa o Anglię? Odpowiedzi postaram się udzielić poniżej.

Skład dywizjonu przy myśliwcach z filmu "303. Bitwa o Anglię"
Kadr z filmu „303. Bitwa o Anglię”

Film wydaje się być skrojonym na miarę oczekiwań kogoś, kogo nazwalibyśmy stereotypowym polskim patriotą dzisiejszych czasów. Oto bowiem Ramsay Bolton, syn Martina RiggsaJack Strong jako polscy piloci posyłający niemieckie Messerchmitty w diabły, w glorii bohaterów wojennych i otoczeni przez piękne, retro wystylizowane kobiety. No i wciąż żywy wśród Polaków temat alianckiej zdrady jałtańskiej, której zapomniana później ofiarność Dywizjonu 303 jest doskonałą egzemplifikacją. Te wszystkie podniosłe motywy wydają się być jednocześnie prawdziwym polem minowym trudnych do uniknięcia patetycznych scen, przy których mniej podatny na patriotyczne uniesienia widz będzie chciał odwrócić wzrok od ekranu. Brytyjsko-polska koprodukcja wychodzi z tej przeprawy mocno poobijana, a nawet bez jednej czy dwóch kończyn, ale jednak żywa.

Zobacz również: „Trzy Twarze” – Recenzja

Przede wszystkim dzięki swojej kameralności. Polscy piloci w tym przedstawieniu to ludzie prości, skupiający się na codziennych żartach i relacjach towarzyskich, a nie na patetycznych przemowach motywujących do walki (oczywiście one tutaj oczywiście od czasu do czasu występują). Chociaż fakt, że przypominają oni raczej bandę pubowych zakapiorów wiedzie reżysera w pułapkę kilku niezręcznych scen, to zdecydowanie wolę takich wyluzowanych lotników, niż do bólu sztywnych bojowników o wolność. Tylko tak absurdalne sceny, jak niechęć bohaterów do przejścia szkolenia i zapał do latania już teraz, natychmiast, choćby „na drzwiach od stodoły” mógł sobie reżyser darować.

Wszystkie postacie dobrze wypadają również aktorsko. Stephanie Martini jako „female lead” wywiązuje się dobrze z trudnego zadania, jakim jest wcielenie się w mocno stereotypową, nieco frywolną „dziewczynę pilota”. Gdyby nie jej charyzma, protekcjonalne traktowanie przez reżysera tej bohaterki dostarczałoby zdecydowanie więcej zgrzytu zębów. Wiele krzywdy robi Iwanowi Rheonowi, skądinąd bardzo solidnemu w roli Jana Zumbacha, polski dubbing, kompletnie nie pasujący do jego prawdziwego głosu, który słychać podczas rozmów tej postaci z brytyjskimi oficerami. Także dialogi po polsku wydają się być zdecydowanie słabiej napisane, niż te po angielsku.

Zobacz również: „Człowiek Delfin” – Recenzja

Było już o pozytywach, teraz czas na słabości, a mam wrażenie, że ich lista jest trochę dłuższa niż ta mocnych stron, jakimi może się pochwalić „303”. Przede wszystkim, największe wyzwanie przy każdej tego typu produkcji, czyli sfilmowanie walk powietrznych, niestety mocno kuleje. Odwiecznym problemem kina lotniczego jest fakt, że zdolne do lotu egzemplarze Hurricane’ów czy Messerschmittów Bf 109 można policzyć na palcach jednej ręki, a nakręcenie tych samolotów w powietrzu podczas symulowanego pojedynku jest niezwykle drogie i trudne. Kiedyś obchodzono ten problem przerabiając awionetki na historyczne myśliwce, dzisiaj z pomocą przychodzi oczywiście CGI. I o ile nie wygląda ono fatalnie, tak fizyka ruchów tych maszyn jest komiczna i kompletnie nieadekwatna. Latają one i manewrują zbyt szybko, tak jakby ktoś zamiast prawdziwych myśliwców chciał symulować ich zabawkowe modele. W wielu przypadkach daje to groteskowy efekt, kompletnie niekorespondujący z podniosłą muzyką towarzyszącą tym scenom.

Skład dywizjonu z filmu "303. Bitwa o Anglię"
Kadr z filmu „303. Bitwa o Anglię”

Powietrzne pojedynki z Niemcami są też dosyć monotonne i prowadzone według tego samego schematu szybkich zmian ujęć, ze słabym dramatyzmem. Pod tym względem Christopher NolanDunkierce wycisnął zdecydowanie więcej z jednego samolotu niż Blair z całego dywizjonu. Niestety, te słabe sceny powietrzne to coś więcej niż technikalia na które można przymknąć oko, w filmie o tak podniosłym temacie powinno się zadbać o to, by sceny batalistyczne nie będą popadały w śmieszność. Zwłaszcza, że scenografia „na ziemi”, gdzie często widzimy stojące na lotnisku prawdziwe Hurricane’y czy samochody z epoki, prezentuje się naprawdę nieźle. Ewidentnie zabrakło budżetu, no ale gdy nie ma pieniędzy, to trzeba się starać jakoś maskować te słabości, zamiast je eksponować.

Zobacz również: „Krzysiu, gdzie jesteś?” – Recenzja

Z dwóch celów filmu, jakimi było poruszenie trudnego historycznie tematu i dostarczenie wrażeń typowych dla akcyjniaka, to drugie zadanie zostało zdecydowanie gorzej zrealizowane. Docenić jednak należy Blaira i scenarzystów za próbę wplecenia kilku odcieni szarości w postawy Polaków i z początku gardzących nimi Anglików. Jak i za przedstawienie wojny nie jako obozu skautów, na którym prawdziwi macho mogą się wykazać, a raczej tej jej okrutnej, odkładającej człowieczeństwo na bok strony. Choć cały czas są to raczej starania niż konkretne efekty w postaci dojrzałych refleksji płynących z ekranu.

Stefanie Martini i Iwan Rheon w filmie "303. Bitwa o Anglię".
Kadr z filmu „303. Bitwa o Anglię”

Na pewno jednak 303. Bitwa o Anglię jest krokiem do przodu względem takich produkcji jak chociażby Historia Roja. Być może odniesie jakiś pozytywny edukacyjny skutek wśród młodych Brytyjczyków, poszerzając ich wiedzę na temat udziału Polaków w alianckim wysiłku wojennym. Choć na przeszkodzie może stanąć tu nieco pretensjonalny ton wyrzutów o „zdradę” i słaby poziom rozrywki, dostarczanej przez walki powietrzne. Przede wszystkim jednak podstawowym zagranicznym targetem tego filmu będzie polska emigracja na Wyspach. Można więc rzec, że mamy tutaj do czynienia raczej z fanservicingiem, niż promowaniem naszej historii wśród innych narodów. Nie od razu Rzym zbudowano, choć 303 ma więcej cieni niż blasków, to może ta brytyjsko-rodzima koprodukcja okaże się małym krokiem naprzód w obszarze podnoszenia poziomu patriotycznych „dzieł” o polskiej historii. Okazja do przekonania się, jaki ten poziom faktycznie jest, już za dwa tygodnie, gdy do kin wejdzie drugi film o tej samej jednostce.

2/5

 

Jestem studentem. Oceniam filmy obiektywnie. Lubie, gdy filmy są Coenowskie i Cohenowskie. Ironicznie urodziłem się w niewłaściwym pokoleniu, bo moje ulubione filmy i muzyka mają 40+ lat. W dziele filmowym zwracam szczególną uwagę na reżyserię i montaż dźwięku. I’m not a drowining man! And I’m not a burning building!


One thought on “„303. Bitwa o Anglię” – Hacksaw Ridge na miarę naszych możliwości – Recenzja

  1. Czy Pan wie o jakim filmie Pan pisze? Mam wrażenie po tym „Nie od razu Rzym zbudowano, choć 303 ma więcej cieni niż blasków, to może okaże się małym krokiem naprzód w obszarze podnoszenia poziomu polskich produkcji patriotycznych. Okazja do przekonania się, jaki ten poziom faktycznie jest, już za dwa tygodnie, gdy do kin wejdzie drugi film o tej samej jednostce.”
    a wcześniej wstawka o Roju. Sugeruje Pan to, że film jest ten produkcją polską, a tak nie jest. Wypadałoby to podkreślić, że „do kin wejdzie drugi film o tej samej jednostce. .. i tu bym dodał polskiej produkcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.