„Ballada o Busterze Scruggsie” – Coenowie podzieleni – Recenzja

Wraz ze swoim dziewiętnastym filmem chyba najsłynniejsze obecnie filmowe rodzeństwo postanowiło spróbować czegoś kompletnie w ich twórczości nowego, czyli podziału pełnometrażowego obrazu na kilka mniejszych nowel. Miałem wątpliwości, jakie powinno to we mnie wywoływać uczucia towarzyszące antycypacji netfliksowej premiery: cieszyć się, że dostanę aż sześć historii od mojej ścisłej czołówki ulubionych twórców, czy też studzić swój entuzjazm, z uwagi na fakt, że nie będzie to jednak jeden, pełnowymiarowy obraz, a kilka substytutów? Po seansie zrozumiałem, że bracia próbowali upiec kilka pieczeni na jednym ogniu. Mamy tutaj więc i króciutkie, 10-15 minutowe winietki, i dłuższe, w skrajnym przypadku liczące trzy kwadranse segmenty, które odrobinę wydłużone mogłyby aspirować do miana osobnych pełnych metraży.

Coenowie, sami wywodzący się z prowincjonalnego stanu Minnesota, uwielbiają pochylać się nad bardziej swojskim, wiejskim i przaśnym urokiem Stanów Zjednoczonych. Tym pejzażem niepowiązanych ze sobą narracji postanowili złożyć hołd eksploracji surowego Dzikiego Zachodu tuż po zakończeniu wojny secesyjnej. Kto zna wcześniejszą twórczość rodzeństwa, spodziewał się pewnie estetyki i klimatu w guście Prawdziwego męstwa z 2010 roku i podobieństwa faktycznie są widoczne. Początkowo projekt miał być sześcioodcinkową miniserialem, całość udało się jednak skrócić do skromnych 2 godzin i 13 minut. Przyjrzyjmy się teraz poszczególnym częściom składowym dzieła; o jednych będzie więcej, o innych tylko kilka słów, gdyż są raczej nastrojowymi freskami, o których lepiej powiedzieć za mało, niż za dużo, żeby nie zepsuć zabawy z odkrywania ich samemu.

Kadr z filmu „Ballada o Busterze Scruggsie”

Gwiazdą pierwszej odsłony antologii, zwanej tak jak i całość Ballada o Busterze Scruggsie jest Tim Blake Nelson, nie widziany u rodzeństwa od czasów Bracie, gdzie jesteś?, jednego z najbardziej rozśpiewanych i radosnych filmów w dorobku duetu. I taka jest też ta nowela – opowiada o muzykalnym rewolwerowcu, stawiając na komizm i przetworzenie typowych motywów kowbojskich przez satyryczny kicz. Można by rzec, że tytułowy Buster Scruggs to odbity krzywym zwierciadłem Coenów Anton Chigurh – biegunowe przeciwieństwo nieemocjonalnego i małomównego zabójcy. Niebanalne formalnie zakończenie dopełnia obrazu najbardziej komediowego epizodu całości.

O drugiej nowelce, Blisko Algodones, najtrudniej cokolwiek sensownego odpisać, z uwagi na kameralny charakter tego najkrótszego segmentu filmu. James Franco, napad na bank, celebracja kultowych w świecie westernu scen wieszania i egzystencjalny finał, a wszystko to przedstawione za pomocą niezwykle zjawiskowych ujęć…. Tyle musi wystarczyć. Szybko przenosimy się do historii o dwóch tułaczach, zarabiających na życie wystawiając obwoźne przedstawienie. Jego gwiazdą jest kaleki Anglik (Harry Melling), posiadający zdolność ekstatycznego opowiadania dramatycznych historii, jego opiekunem zmęczony życiem brodaty włóczęga (Liam Neeson). Panowie odwiedzają senne miasteczka, występując przed coraz to mniejszą publicznością. I tu nie można za wiele zdradzić, ale w zgodzie z klasycznie przewrotną groteską świata Coenów, o losie jednego z nich zadecyduje… umiejący mnożyć kurczak.

Kadr z filmu „Ballada o Busterze Scruggsie”

Kanion pełen złota to opowiastka o wycinku życia styranego życiem poszukiwacza tego szlachetnego kruszcu, w tej roli legendarny folkowo-bluesowe piosenkarz Tom Waits. Z drobiazgową dokładnością poznajemy techniki jego pracy, znój towarzyszący eksploracji przez nikogo jeszcze nie zbadanych peryferii kraju oraz szczególną relację jaka łączy starszego mężczyznę z przyrodą (jelonek był dużo lepszy niż w Trzech Billboardach...!). Temu wszystkiemu znów towarzyszą niezwykle piękne widoki krajobrazów, które zawdzięczamy Bruno Delbonnelowi (to jego drugi występ u boku rodzeństwa po Co jest grane, Davis?).

O piątym epizodzie napiszę jak najmniej, by nie psuć przyjemności z oglądania i nie zdradzać jego koncepcji. Zdecydowanie najlepszy fragment całości, nawiązujący do najlepszych studiów roli przypadku i niefortunnego zbiegu okoliczności w filmografii rodzeństwa. Lekko podstarzała panna (Zoe Kazan) wyrusza w podróż u boku swojego niefrasobliwego brata, który wkrótce umiera, zostawiając ją na łasce obcego kowboja. Tutaj zawiązuje się najmocniejszy fabularnie akcent całego filmu. Ponownie wspaniała kinematografia, a ujęcia przemierzającej prerię karawany wozów przywodzą na myśl piękno Niebiańskich dni Terrence’a Malicka.

Kadr z filmu „Ballada o Busterze Scruggsie”

Zwłoki, czyli ostatnia zwrotka Ballady… to typowe kino oparte na dialogach, w tym przypadku 5 osób stłoczonych w powozie pewnego zimowego wieczoru. Komentarz społeczny, zestawienie obyczajów różnych kultur tworzących prężnie rozwijającą się wówczas Amerykę, komizm sytuacyjny i językowy. Znów nie można za dużo tutaj powiedzieć o fabule, by nie zdradzić zbyt wiele.  Wspomnę tylko o tym, że dynamika epizodu jest zadowalająca, a mroczniejsze elementy odpowiednio zaakcentowane. Udane zwieńczenie całości.

Jak więc oceniać Balladę… na tle całego dorobku Coenów? Na pewno będzie z tym problem, choć nie mam wątpliwości, że raczej nikt za arcydzieło równe Fargo czy To nie jest kraj dla starych ludzi jej nie uzna. Fani twórczości duetu odnajdą się dobrze w ich humorze sytuacyjnym, zamiłowaniu do plot twistów i ironicznym przetworzeniu amerykańskiej rzeczywistości, w tym przypadku historycznej. Dla mnie to mimo wszystko pewien niedosyt i będę czekał jednak na ich dwudziesty, miejmy nadzieję nieposzatkowany na segmenty, jednorodny film. Bo że bracia potrafią nawiązać do swojej najwyższej formy pokazuje choćby wspaniała piąta nowela. Na pewno warto się przekonać samemu, gdyż mam przeczucie, że obraz ten będzie mocno polaryzował opinie. No i nie rolą recenzji jest skupiać się na wszystkich niuansach i smaczkach poszczególnych nowel.

 

3.5/5

 

Jestem studentem. Oceniam filmy obiektywnie. Lubie, gdy filmy są Coenowskie i Cohenowskie. Ironicznie urodziłem się w niewłaściwym pokoleniu, bo moje ulubione filmy i muzyka mają 40+ lat. W dziele filmowym zwracam szczególną uwagę na reżyserię i montaż dźwięku. I’m not a drowining man! And I’m not a burning building!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.