„Bergman – Rok z życia” – Recenzja dokumentu o legendarnym reżyserze

Zmarły jedenaście lat temu Ingmar Bergman obchodziłby w tym roku swoje setne urodziny. Ta okrągła rocznica stała się pretekstem do szczególnego wspominania twórczości najpopularniejszego bodaj szwedzkiego reżysera. Liczne przeglądy i retrospektywy w kinach nie tylko w Polsce, ale też, zapewne, na całym świecie to tylko jedna z form uczczenia pamięci Bergmana. Innym pomysłem jest nakręcenie z tej okazji filmu dokumentalnego traktującego o życiu i filmografii Szweda. Na tegorocznym festiwalu w Cannes premierę miały dwa takie dokumenty: Searching for Ingmar Bergman oraz Bergman – Rok z życia. Większość uwagi zbiera jednak ten drugi, o wiele głośniejszy projekt, który po wielu pokazach specjalnych i emisji na kanale Ale Kino+ doczekał się w Polsce szerszej dystrybucji.

Pomysł na stworzenie takiego filmu brzmi oczywiście naprawdę dobrze, ale należy zadać sobie jedno pytanie: czy o tak znanej postaci można jeszcze dzisiaj w ogóle powiedzieć cokolwiek nowego? Ale nawet jeżeli fakty nie uległy zmianie, to różnić może się sposób spoglądania na nie i zestawiania ich ze sobą. Reżyser Jane Magnusson patrzy na życie Bergmana szerzej, potrafi wyciągnąć wniosek z zestawienia słów wywiadu przeprowadzonego w latach siedemdziesiątych oraz sytuacji z 1957. Rozmowy prowadzi zarówno z bliskimi współpracownikami szwedzkiego reżysera, jak i z tymi, na których życie bardziej wpłynęła twórczość Ingmara niż osobista znajomość z nim. Z porozrzucanych w czasie i przestrzeni fragmentów wypowiedzi układa się portret tytułowego bohatera, którymi mimo skoncentrowania na konkretnym okresie życia Bergmana, szuka przyczyn takiego stanu rzeczy wcześniej, a jego skutków – później.

Tym tytułowym rokiem z życia Bergmana jest wybrany nieprzypadkowo rok 1957. Trzydziestodziewięcioletni wówczas reżyser przeżywał punkt zwrotny w swojej karierze. To właśnie wtedy uzyskał on pełną wolność twórczą i jego filmy stały się na wskroś autorskie. To także moment największego natężenia pracy i obowiązków. W samym tylko 1957 premierę miały dwa z największych filmowych dzieł BergmanaSiódma pieczęć (nakręcona poprzedniego lata) oraz Tam, gdzie rosną poziomki (zrealizowane w całości w tym jednym roku). Do tych dokonań  należy dodać także wyreżyserowanie kilku spektakularnych przedstawień teatralnych, pracę nad słuchowiskiem radiowym i rozpoczęcie działań nad kilkoma innymi projektami kinowymi czy telewizyjnymi. Stres i pracoholizm odbijają się mocno na zdrowiu Szweda, który potrzebuję jednak tej niszczącej go od środka pasji, by uciec od swojego problematycznego życia osobistego.

Zobacz również: Recenzję filmu „Oni” Paolo Sorrentino

Bo Bergman, choć w świecie filmowym wywyższany ponad wszystkich,  idealny wcale nie był. Bergman – Rok z życia nie ucieka w bycie bezbarwną laurką, ale sprawnie demitologizuje swojego bohatera.  Nie zapomina o jego nazistowskich konotacjach w latach czterdziestych, punktuje rażące pomyłki i sprzeczności w jego wypowiedziach, nie ucieka od portretowania go jako osoby zafiksowanej na punkcie pracy, despoty i kobieciarza. Magnusson wie, że artysta staje się wielkim razem z takimi wadami, a nie pomimo ich. Lech Jęczmyk napisał kiedyś, że zdrowy małż nie rodzi perły i trudno nie zgodzić się z tymi słowami, patrząc na historię Bergmana.

Twórcy dokumentu wychodzą z założenia, że od 1957 roku reżyser Fanny i Aleksander kręcił filmy przede wszystkim o samym sobie i konsekwentnie starają się przekonać do takiego spojrzenia również i  widza. Pokazywane konsekwentnie fragmenty dzieł Bergmana z całego okresu jego działalności służą zobrazowaniu tych tendencji i świetnie współgrają z resztą przemyśleń. Czy skonfrontowani z wizją śmierci bohaterowie Siódmej pieczęci, tytułowe rodzeństwo z Fanny i Aleksander, Isak Borg szukający utraconej młodości tam, gdzie rosną poziomki i dwie, ścierające się ze sobą cały film kobiety z Persony to tylko części jednej, niezwykle wielowymiarowej osobowości? To z pewnością nie jest, jeżeli chodzi o historię opracowań twórczości Ingmara, jakkolwiek nowatorska teza, ale przedstawiona została ona tutaj w na tyle przystępny sposób, że ciężko odrzucić ją w znacznym stopniu.

Naprawdę szkoda więc, że z tych dobrych składowych nie powstało coś jeszcze lepszego. Ciekawa treść staje się poniekąd więźniem niewychodzącej przed szereg formy, a całość sprawia wrażenie mechanicznie zaplanowanej – każdy element został zaplanowany na długo przed nagraniem i zmontowaniem. Nie starczyło tutaj miejsca na wybicie się ze schematów i chociaż jest to danie zaskakująco lekkostrawne, to aż prosi się ono o kilka mocniejszych przypraw.

Zobacz również: Recenzję filmu „Poroniony”

Ostatecznie więc Bergman – Rok z życia to doskonała w swojej poprawności laurka, której przejrzystość i prostota to jednocześnie największa wada, jak i zaleta. Ingmar Bergman zasługiwał na taki film i na pewno nie byłby nim zawiedziony, bo produkcja Jane Magnusson jedną rzecz robi naprawdę dobrze – zachęca do jeszcze większego zgłębienia twórczości tego szwedzkiego twórcy.

3.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.