Bracia Coen: Zestawienie 10 najlepszych filmów

Filmowe rodzeństwo urosło już do miana niezwykle prominentnej instytucji we współczesnym Hollywood. Bracia JoelEthan Coenowie są wymieniani obok takich nazwisk jak Quentin Tarantino czy David Lynch wśród czołowych przedstawicieli amerykańskiego postmodernizmu. Ta para twórców zalicza się do wąskiego grona moich ulubionych reżyserów, a ich filmy były jednym z głównych impulsów, dzięki którym stałem się miłośnikiem kina. Od swojego debiutu w 1984 roku słynący z groteskowego, czarnego humoru Coenowie nakręcili aż 17 dzieł. Oto dziesiątka moich ulubionych.

10. Prawdziwe męstwo (True Grit, 2010)

Western oparty na tej samej powieści Charlesa Portisa co legendarny film z 1969 roku z oscarową rolą Johna Wayne’a to niemal blockbuster jak na coenowskie standardy. Opowiada klasyczną już historię czternastoletniej Mattie Ross(w tej roli świetna Hailee Steinfeld, słusznie nagrodzona nominacją do Oscara), która wynajmuje gaworzącego szeryfa Roostera Cogburna(Jeff Bridges w swojej drugiej roli u rodzeństwa) w celu ukarania lokalnego zbira odpowiedzialnego za zabójstwo jej ojca. Film ogląda się niemal jak kino familijne, jednak i tutaj bracia nie odmówili sobie czarnego humoru, naturalistycznej przemocy i wielu gorzkich puent. Szanowany przez amerykańską krytykę (aż 95% pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes) obraz ma jednak trochę zbyt mało groteskowych cech, które najbardziej lubię w twórczości rodzeństwa, stąd dopiero 10. miejsce.

9. Śmiertelnie proste (Blood Simple, 1984)

Świetnym debiutem Coenowie zwiastują stałe motywy, które już zawsze będą się pojawiać w ich twórczości: przemoc, brutalne przestępstwa, gloryfikację roli przypadku w życiu człowieka, napięcie towarzyszące oczekiwaniu nieuchronnych konsekwencji swoich czynów czy konflikty w rodzinie. By zebrać budżet (półtora miliona dolarów) na ten niepokojący neonowo-noirowy thriller duet potrzebował aż roku. Jest to ekranowy debiut Frances McDormand, żony Joela Coena i dwukrotnej laureatki Oscara. Z obsady zdecydowanie wyróżnia się M. Emmet Walsh w roli prywatnego detektywa, którego złowieszczy śmiech z finałowej sceny bardzo mocno wbija się w pamięć widza.

8. Bracie, gdzie jesteś? (O Brother, Where Art Thou? . 2000)

Kto by pomyślał, żeby Odyseję antycznego poety Homera umieścić w realiach amerykańskiej prohibicji lat 30. a z Johna Goodmana zrobić cyklopa? Niezwykle sympatyczny film opowiada o perypetiach trójki zbiegłych więźniów w otoczeniu uroczo zacofanego południa USA. Mamy tutaj przetworzony przez groteskową soczewkę Ku Klux Klan, amerykańskich gangsterów z ery „wrogów publicznych” czy zadryblowanego w populizmie prowincjonalnego polityka jako comic relief. A to wszystko przy akompaniamencie folkowej muzyki z epoki. Z każdym seansem tego filmu zmniejsza się populacja osób uważających George’a Clooneya za przereklamowanego aktorsko przystojnego gościa z reklamy kawy, za to zwiększa się populacja fanów pomady do włosów.

7. Poważny człowiek (A Serious Man, 2009)

Dzieło najmocniej odwołujące się do żydowskiego dziedzictwa braci z całej filmografii duetu. W filmie mocno inspirującym się biblijną księgą Hioba znajdziemy wiele szarad, jak choćby scena z zębami goja czy moment, gdy sędziwy rabin przemawia tekstem piosenki Somebody to love zespołu Jefferson Airplane. Coenowie porzucili swoją stałą aktorską ferajnę i pozwolili błyszczeć zupełnie nowym, nieznanym wcześniej twarzom, jak choćby Michaelowi Stuhlbargowi w fenomenalnej roli wykładowcy fizyki Larry’ego Gopnika, która otworzyła mu drzwi do kariery w Hollywood. Z drugiego planu sceny kradnie Fred Melamed. Bardzo subtelny i pozostawiający miejsce na wiele interpretacji tragikomiczny film.

6. Big Lebowski (The Big Lebowski, 1998)

Kultowa czarna komedia, z której wiele cytatów przeszło do powszechnego języka, a niepowtarzalny styl, nonkonformizm i sposób wypowiadania się głównego bohatera stały się symbolami popkultury dopiero na szóstym miejscu? Jak to wytłumaczę? Pokrótce tak: choć jest to świetny film, to po prostu te powyżej niego w rankingu uważam za jeszcze lepsze. I mimo bycia kopalnią ikonicznych momentów i cytatów, Lebowski jest jednak trochę wydmuszką – cała historia przez cały czas jest tylko dalekim tłem dla rubasznych ekscesów bohaterów. Czy to wada? Oczywiście, że nie, a najlepiej udowadnia to czysta radość z oglądania, którą będę czerpał przy każdym następnym seansie tego filmu. A John GoodmanJeff Bridges tworzą jeden z najlepszych duetów w historii kina. Końcowy monolog wąsatego kowboja to jedna z najcieplejszych rzeczy, jaką można zobaczyć w jakimkolwiek filmie.

5. Ścieżka strachu (Miller’s Crossing, 1990)

Nie słyszeliście do tej pory o tym filmie? To nawet lepiej, bo pierwszy seans tego niedocenionego „złota” jeszcze przed wami! Kluczową będzie decyzja, czy Ścieżkę wciągnięcie z polskimi, czy z angielskimi napisami. Bogactwo stylizacji języka gangsterskiego z czasów prohibicji powala – oglądając film po po polsku można przeoczyć wiele ciekawych zwrotów, decydując się na napisy angielskie może być konieczne zaglądanie do słownika. Śmiertelnie niepoważni gangsterzy w sieci intryg, double-crossów i plot twistów tak gęstym, że scenariusz trzeba by sobie rozpisać na jakimś diagramie. Każdy aktor z licznej obsady błyszczy, a film oferuje przepiękną scenografię z epoki i poetyckie zdjęcia.

4. Co jest grane, Davis? (Inside Llewyn Davis, 2013)

Niezwykła podróż do muzycznego świata Ameryki samego początku lat 60., u progu rewolucji, która za chwile wybuchnie za sprawą Boba Dylana czy The Beatles, a później przerodzi się w barwną epokę hipisowskiego przepychu i swobody obyczajów. Coenowie opowiadają historię aspirującego folkowego artysty, tytułowego Llewyna Davisa, człowieka z ogromnym potencjałem, który popadł jednak w swego rodzaju stagnację, przez którą życie prześlizguje mu się przez palce. No, za moich czasów mówiło się na takich „zdolny, ale leniwy”. Niezwykle gorzkiemu obrazowi nie brak lekkości i specyficznego uroku. Rodzeństwo pozwala nam zajrzeć za kulisy amerykańskiego przemysłu muzycznego, spotkać na żywo ostatnich beatników czy przebrzmiałych jazzmanów (w tej roli dawno nie widziany u Coenów John Goodman). Ten film jednak prawie w całości zawłaszczył sobie fenomenalny w roli Davisa Oscar Isaac, który imponuje nie tylko aktorstwem, ale też talentem wokalnym i instrumentalnym. Choć śpiewający głębokim barytonem Adam Driver momentami kradnie show!

3. Barton Fink (1991)

Osadzona w latach 40. mroczna i duszna historia młodego pisarza żydowskiego pochodzenia, który dostaje propozycję zostania hollywoodzkim scenarzystą. Cudowna sytuacja, powiecie, pracować w „Fabryce snów” w czasach jej złotej ery, gdzie kręcono takie klasyki jak Casablanca czy Przeminęło z wiatrem? Nic bardziej mylnego, to jeden z bardziej pesymistycznych filmów rodzeństwa, dekonstruujący mit o cudownym blasku amerykańskiej kinematografii tamtych lat i będący przykrym wyciągiem ze zmagań pozbawionego weny artysty z samym sobą. Jak zwykle u Coenów wspaniałe aktorstwo: John Turturro błyszczy w roli narcystycznego tytułowego bohatera, ale przebija go przerażający Charlie Meadows, w niepokojącej kreacji Johna Goodmana (podobną postać ten aktor stworzył w niedawnym Cloverfield Lane 10). I pomyśleć, że wcześniej Goodman był znany wyłącznie jako aktor komediowy! Zadania humorystyczne z kolei świetnie wypełnia Michael Lerner w roli groteskowego producenta filmowego Jacka Lipnicka. Film zdobył aż trzy Złote Palmy.

2. To nie jest kraj dla starych ludzi (No Country for Old Men, 2007)

Co byście woleli – głęboki egzystencjalny, nihilistyczny dramat o kondycji człowieka, społeczeństwa, roli fatum i degeneracji pokoleń – czy może bezbłędnie poprowadzony thriller w wykonaniu ikonicznych bohaterów w scenerii tużprzygranicznych równin Teksasu? Ale po co wybierać, skoro popularne NCFOM z powodzeniem wypełnia obie te role. O tym dziele zapisano już terrabajty internetu i nagrano dziesiątki filmików wyjaśniających ukryte przez Coenów symbole i szarady scenariuszowe. Jego wizytówką po ponad dziesięciu latach pozostaje Anton Chigurh – zagrany z nieludzką precyzją przez Javiera Bardema najstraszniejszy ze złoczyńców, jakich JoelEthan stworzyli (a właściwie „ożywili” z kart powieści Cormaca McCarthy’ego). Film jest kopalnią inspiracji dla współczesnych twórców, i ojcem mody na pokazywanie brutalnych wojen gangów (które tu są tylko tłem) narkotykowych na pograniczu amerykańsko-meksykańskim. Gdyby nie ten epicki obraz z 2007 roku, pewnie nie mielibyśmy Breaking Bad, Detektywa, Sicario i kilku innych dzieł, które mocno czerpią z surowej estetyki Kraju.

1. Fargo (1996)

W klasycznych filmach noir mieliśmy świat przedstawiony pełen zepsucia, upadku obyczajów i wątpliwej moralności, w którym wszechobecni przestępcy i łotrzyki czuli się jak ryby w wodzie. Film z 1996 roku, osadzony w Minnesocie, rodzinnym stanie JoelaEthana Coenów całkowicie odwraca ten schemat. Dla dobrodusznych i prostolinijnych mieszkańców amerykańskiej prowincji przestępstwo jest czymś egzotycznym i wręcz niewyobrażalnym, a nieudolni złoczyńcy, ciało obce w lokalnym środowisku, swoimi kolejnymi wpadkami tylko przybliżają własną nieuchronną kompromitację. W miejsce błyskotliwego detektywa mamy krzykliwą ciężarną policjantkę Marge Gundarsson(oscarowa Frances McDormand), która tylko szczęściu i oślemu uporowi zawdzięcza jakiekolwiek powodzenie w zawodzie. No i konflikt w z pozoru idealnie funkcjonującej rodzinie, w której jednak niezaspokojone ambicje aż kipią i szukają ujścia. William H. Macy jest bezbłędny w roli cynicznego karierowicza, człowieka irytującego całe otoczenie swoją pretensjonalnością i jednocześnie czującego się mocno niedocenianym. Zaś Steve BuscemiPeter Stormare tworzą niezapomnianą parę groteskowo różnych od siebie zbirów. Fargo to kamień milowy amerykańskiego postmodernizmu. Film niezwykle przyjemny w odbiorze, kuszący świetnie napisaną intrygą i klimatyczną, śnieżną scenerią. Dzieło to dało początek całemu uniwersum, dzięki któremu mogliśmy obejrzeć trzy sezony świetnego serialu autorstwa Noah Hawleya, bogato czerpiące z fabuły oryginału i wplatające wszędzie gdzie się da subtelne nawiązania do niego.

Jestem studentem. Oceniam filmy obiektywnie. Lubie, gdy filmy są Coenowskie i Cohenowskie. Ironicznie urodziłem się w niewłaściwym pokoleniu, bo moje ulubione filmy i muzyka mają 40+ lat. W dziele filmowym zwracam szczególną uwagę na reżyserię i montaż dźwięku. I’m not a drowining man! And I’m not a burning building!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.