Camping #13 – „Witchcraft” (1988)

Wyobraźcie sobie, ze jedziecie na camping, ale na miejscu okazuje się, że zapomnieliście namiotu, nie ma bieżącej wody, a obok was koczuje banda rozwrzeszczanych dzieci. Mniej więcej takich wrażeń dostarcza seria „Witchcraft”, z którą rachunki postanowiła wyrównać Górna, caryca złego kina i pani na włościach Górna Ogląda


Seria „Witchcraft” ma 16 części i jest najliczniejszą serią horrorów w historii. To pozwala zakładać, że przynajmniej pięć pierwszych odsłon da się oglądać unikając krwotoku z oczu. Ale niestety, twórcy serii wyraźnie postanowili postawić na ilość, a nie na jakość. I już pierwszy film, ten z 1988 roku (to oznacza, że kończy w tym roku 30 lat) ogląda się z dużym trudem.

Seria „Witchcraft” w swoim kanonie ma 13 filmów, choć powstały też trzy poza kanonem – ostatni w 2016 roku parodiuje serię i w sumie nic dziwnego – cóż innego można zrobić, przecież nikt nie będzie traktował 16. filmu na serio, jeśli jego twórcy nie pośmieją się z poprzedników, scenariuszowych niedociągnięć i dość ewidentnych zmian obsadowych.

Ale po kolei. W pierwszym „Witchcraft” poznajemy Grace, Polkę, która wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych w niejasnych okolicznościach i jest tam sama jak palec – nie licząc kochającego męża, Johna.

Grace w początkowej scenie filmu rodzi syna i w czasie porodu doświadcza niepokojących wizji, w których widzi palone na stosach wiedźmy: mężczyznę i kobietę. Na świat przychodzi William, który szybko staje się jej oczkiem w głowie, ale Grace nie dane będzie cieszyć się beztroskim macierzyństwem. Wraz z mężem tymczasowo przeniesie się do teściowej, na pierwszy rzut oka miłej starszej pani, ale nikt, kto w czasach Madonny ubiera się jak przedsiębiorca pogrzebowy, nie będzie budzić zaufania widza. I słusznie, bo szybko okazuje się, że teściowa jest czarownicą, która ma chrapkę na dziecko Grace. Wraz ze swoim synem (oto dowód na to, że Grace kiepsko ulokowała swoje uczucia) planuje przy pomocy małego Williama doprowadzić do końca świata i przy okazji – podlizać się szatanowi.

Grace spędzi sporo czasu krzycząc wniebogłosy i biegając w zwiewnej koszuli nocnej po ponurym domu teściowej. Nieporadne sceny odgrywania przez nią histerii przeplatać się będą z kolejnymi wizjami, w których jej sympatyczna teściowa zjada zwierzęce serca i szczerzy się w krwawym uśmiechu. Ale nikt chyba nie liczył na to, że zrobi to jakiekolwiek wrażenie na widzach wychowywanych od lat 70. na slasherach.

Pierwsze dziewięć filmów dystrybuowała legendarna Troma, a za produkcją całej, wyśmienitej serii stoi wytwórnia Vista Street Entertainment, która oprócz niej ma na koncie kilkadziesiąt naprawdę niezwykłych filmów, w których międzygalaktyczni barbarzyńcy podróżujący w skórzanych gatkach na ziemię – w pogoni za zemstą – to normalka.

Pierwszy film z serii wyreżyserował Rob Spera, dla którego był to debiut na reżyserskim stołku. Po „Witchcraft” Spera zajął się realizacją telewizyjnych erotyków, a najbardziej znany film w jego dorobku to „Karzeł 5” z Warwickiem Davisem ścigającym Coolio i Ice-T.

Obsada „Witchcraft” to zbieranina nieznanych nikomu bliżej aktorów, z których większość nadaje się najwyżej do grania przechodniów w scenach zbiorowych. W niedomyślną Grace wciela się Anat Topol, która najbardziej znana jest z bycia córką Topola, aktora znanego m.in. ze „Skrzypka na dachu” i „Flasha Gordona”. Anat wróciła zresztą w drugiej części „Witchcraft”, a ostatnio na ekranie pojawiła się w roku 2005, w krótkometrażówce „Cries from Ramah”.

W Johna wciela się Gary Sloan, który na koncie ma jedynie role w dwóch częściach „Witchcraft”, czego możemy mu tylko gorąco współczuć. Podobnie jak grającej jego matkę Mary Shelley, która również w swoim dorobku ma jedynie role w dwóch odsłonach „najgorszej serii horrorów w historii świata”.

Twórcy kolejnych filmów nie zaprzątali sobie zresztą głowy obsadą. Seria znana jest z tego, że często zmienia grających głównych bohaterów aktorów, grający dorosłego Williama aktor (który wyrasta z niemowlęctwa na głównego bohatera serii) zmienia więc twarz kilkakrotnie w ciągu 30 lat, co z pewnością musi być dla widowni konfundujące. Pytanie tylko: czy tak bardzo jak scenariusze kolejnych odsłon „Witchcraft”?

Zobacz również: Camping #12 – „Straceni Chłopcy” (1987)

W drugiej części wracamy do Williama, który teraz jest już 18-latkiem i żyje w rodzinie adopcyjnej. Nie wie, że jego nowi rodzice to też wiedźmy, tylko że parające się białą magią. Niebawem będzie musiał zmierzyć się ze złem, ale…to już zupełnie inna historia.

Piszę dla „Co Jest Grane 24”, „Gazety Wyborczej” i „Gazety Telewizyjnej”. Ale przede wszystkim – piszę dla Was i dla siebie. Najbardziej interesuje mnie kino klasy B i C, nie gardzę też kinem klasy Z, lub kinem zupełnie bez klasy. Czasami w nocy dzwoni do mnie Christopher Lambert, czasami – Michael Paré, a efekty tych rozmów możecie ocenić sami, bo pojawiają się na łamach „Co Jest Grane 24”. Zawsze odpisuję.
Górna Ogląda


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.