Tetsuo

Camping #25 – „Tetsuo – Człowiek z żelaza” [Klasyczny, japoński horror cyberpunkowy]

Cyberpunk kojarzony jest obecnie w kinie przede wszystkim z takimi tytułami jak Łowca Androidów czy powstały nieco później Matrix. W przypadku japońskich produkcji, jednym tchem można wymienić takie animacje jak Akira, Ghost in The Shell czy równie kultowy Cowboy Bebop. Warto jednak przy tym zaznaczyć, że ten nurt w Japonii nie jest jednoznaczny z anime i mangą. Jedną z najważniejszych tamtejszych produkcji jest bowiem redefiniujący gatunek film Shinyi Tsukamoto, który jest obiektem mojej dzisiejszej recenzji. Mowa o klasyku gatunku, jakim jest Tetsuo – Człowiek z żelaza, który swą premierę miał w 1989 roku.

Tetsuo
Kadr z filmu „Tetsuo – Człowiek z żelaza”

Film jest inny niż reszta przedstawicieli gatunku – nie uświadczymy tu rozbudowanej fabuły, stanowiącej jakiekolwiek wyjaśnienie wydarzeń dziejących się na ekranie. Na samym początku obserwujemy samego Tsukamoto, wcielającego się w osobę, która chce w pewien sposób usprawnić swoje ciało za pomocą metalowej śruby. Po tym jak implant się nie przyjmuje, ucieka ze starej fabryki, w której cały zabieg miał miejsce i przebiegając przez ulicę wpada pod samochód. Prowadzący go mężczyzna (Tomorowo Taguchi) skutecznie zaciera ślady wypadku, jednak od tego momentu zaczyna dziać się z nim coś złego. Zaczyna zmieniać się w maszynę.

Zobacz również: „Bumblebee” – Recenzja świetnego filmu o zabawkach

Całość jest ciekawa ze względu na kontrast między bohaterami, o których nie wiemy zupełnie nic. Jedyna informacja, którą dysponuje widz, to to, że jeden z bohaterów chciał w pewien sposób mechanicznie ulepszyć swe ciało, co zakończyło się niepowodzeniem. Drugi z nich natomiast walczy z samym sobą, aby bezskutecznie powstrzymać zmianę w maszynę. Te dwie, tak różne i przeciwległe postacie przewijają się na ekranie, pokazując nam dwa różne oblicza transformacji człowieka.

Tetsuo
Kadr z filmu „Tetsuo – Człowiek z żelaza”

Japoński klasyk w pewien sposób był w stanie podkreślić ducha czasu, gdy w tamtejszej kulturze zaczęła masowo pojawiać się mechanizacja. Również popkultura była nią przesiąknięta, przez produkcje inicjujące nurt cyberpunkowy, takie jak Akira czy Ghost in the Shell. Cyberpunk w filmie Tsukamoto stanowi jednak tylko otoczkę do chaotycznych obrazów z pogranicza gore, horroru i surrealizmu, które przewijają się na ekranie często w nieprzemyślany sposób.

Zobacz również: „Nie otwieraj oczu” [Bird Box] – Recenzja

Ze względu na niemalże zerowy budżet (całość stanowiły pieniądze, które Tsukamoto zdołał odłożyć ze swojej wypłaty) efekty specjalne w filmie wyglądają po prostu tanio, a momentami tandetnie. Jednocześnie nas brzydzą i ciekawią, swoją estetyką przyciągają i odrzucają w tym samym czasie. Na ciele głównego bohatera zobaczymy kable, rury (wyglądające jak te od odkurzacza), części samochodowe czy gniazdka elektryczne. Wszystko to, aby stworzyć surrealistyczny, jak najbliższy cyberpunkowi, przerażający wygląd. Całość nienachalnie wpasowuje się przy tym w estetykę campu, przez niezamierzony kicz, wylewający się wręcz w każdej kolejnej scenie z ekranu.

Tetsuo
Kadr z filmu „Tetsuo – Człowiek z żelaza”

Tsukamoto nie starał się nawet tworzyć cyberpunkowego świata, będącego otoczką dla wydarzeń w filmie. Nie widać tu staranności czy szczegółów, widocznych w produkcjach innych niszowych reżyserów, którzy przy równie małym budżecie potrafili wykreować prawdziwy cyberpunkowy świat. W miejscu tego otrzymujemy okropne obrazy mające przede wszystkim zszokować widza.

Seans Tetsuo uważam za niezbędny dla każdego, kto chce się chwalić znajomością cyberpunkowych klasyków. Pozostałe osoby odbiją się od tego filmu, nieskutecznie próbując wyprzeć go z pamięci. Ten mały odsetek osób, które wytrwają do połowy filmu, doceni jednak seans, dostrzegając w nim coś więcej niż zlepek obrzydliwych, tandetnie zrealizowanych, amatorsko nakręconych scen.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.