„Creed II” – Recenzja

Druga część Creeda, będąca jednocześnie ósmym filmem z Rockym Balboa, była jedną z najbardziej oczekiwanych przeze mnie produkcji tego roku. Wszystko ze względu na świetny pierwszy epizod historii o Adonisie Johnsonie, który w godny sposób przywrócił blask jednej z moich ulubionych franczyz.

Główną siłę Creeda, który miał swoją premierę w 2015 roku, stanowił sentymentalny powrót do korzeni. Widać to było we wszystkim: w postaci samego Rocky’ego czy chociażby w sytuacji, w której główny bohater jest z miejsca spisany na straty, wraz z wynikającym z tego finałem, gdzie po wyrównanym starciu minimalnie przegrywa ostateczną walkę z mistrzem świata. Najbardziej jednak odczuwalne to było w samych wydarzeniach z poprzednich produkcji o najsłynniejszym filmowym bokserze, które były licznie przywoływane przez bohaterów filmu.

Kadr z filmu „Creed II”

Tym razem, obok Sylvestra Stallone, na ekran powraca inny, dobrze znany z poprzednich części bohater. Mowa tu o oczywiście o Ivanie Drago, w którego ponownie wciela się Dolph Lundgren. W Creedzie II pojawia się w roli trenera swojego syna Viktora (Florian Munteanu). W tym momencie wręcz muszę wspomnieć o naszym antagoniście. Ten jest wyraźnie gorzej wykreowany niż Ricky Conlan z pierwszej części. Ponownie otrzymujemy boksera grającego właściwie samego siebie, jednak zarówno pod względem aktorskim jak i sportowym jest duża dysproporcja między Tonym BellewemFlorianem Munteanu. Działająca zresztą wyraźnie na korzyść Anglika.

W drugiej odsłonie filmu o Adonisie Creedzie najbardziej brakowało mi… boksu. Otrzymaliśmy dużo dramatycznych scen traktujących o naszych głównych bohaterach, zostaliśmy zasypani sporą liczbą wspomnień a także wieloma scenami przedstawiającymi psychologiczną walkę naszego protagonisty z samym sobą. Niemałą część filmu zajmują zresztą sceny przedstawiające jego relacje z Biancą (Tessa Thompson), jak i dramat wynikający z jej choroby. W tym wszystkim brakowało tego jednego, świetnie zrealizowanego w poprzedniej części elementu, którym jest sam sport.

Na samym początku recenzji wspomniałem o sentymentalnym powrocie do pierwszych części Rocky’ego, widocznym w poprzedniej odsłonie Creeda. Również tym razem coś takiego ma miejsce. Niestety, niektóre sytuacje obecne w najnowszej odsłonie produkcji, w której pojawia Rocky Balboa, są wręcz żywcem wyjęte z Rockiego IIIIV, a więc z najniżej przeze mnie ocenianych filmów z franczyzy. Przez to właśnie film momentami aż razi w oczy schematycznością i powtarzalnością.

Pierwsza odsłona Creeda idealnie wpasowała się w czas, gdy swoje pierwsze większe sukcesy na zawodowych ringach zaczął odnosić niepokonany jak dotąd Anthony Joshua. W nim zresztą widzę lekką inspirację dla postaci odgrywanej przez Michaela B. Jordana. Warto przy tym odnotować, że spora część reakcji publiczności, pojawiającej się w filmie, została nagrana właśnie w czasie trwania gali boksu w Cardiff, gdzie AJ zmierzył się z Josephem Parkerem.

Creed 2
Kadr z filmu „Creed II”

Będący niemalże debiutantem jako reżyser Steven Caple Jr został rzucony na głęboką wodę, z czym mimo wszystko sobie poradził, dostarczając dobrze oglądający się film. W generalnym rozrachunku otrzymujemy bowiem solidną produkcję, która nie wyróżnia się jednak niczym szczególnym. Brak tu tego przebłysku geniuszu, który był widoczny chociażby w poprzedniej części. Mowa tu przede wszystkim o pierwszej zawodowej walce Adonisa, nakręconej trwającym ponad trzy minuty mastershotem. Wciąż jednak sceny boksu zostały zrealizowane co najmniej przyzwoicie, więc nie pozostaje mi nic innego, niż przywołać słynny okrzyk Michaela Buffera, pojawiający się zresztą w filmie: Let’s get ready to rumble!

3/5

 

Recenzent i badacz kina słoweńskiego, poza tym fan dorobku autorskiego takich reżyserów jak Fellini czy Scorsese. Językoznawca, obecnie student filologii słowiańskiej.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.