„Czuwaj” – groteskowy thriller harcerski? – Recenzja

„Czuj , Czuj, Czuwaj!” to jedna z najsłynniejszych piosenek harcerskich. Skrócenie go na potrzeby tytułu wydawać by się mogło dość oczywistym krokiem – ot jest szybszy do wymówienia, bardziej zapada w pamięci, czy też łatwiej go zaprezentować na bilbordzie. Jednak wyrzucenie z słynnego utworu słowa „Czuj” zdaje się być symboliczne, bo reżyser Robert Gliński, twórca tak świetnej produkcji jak Cześć Tereska!, zgubił w swojej najnowszej produkcji uczucia, a widza zmusił do czuwania – na zbawienne napisy końcowe.

Cała akcja dzieje się podczas obozu harcerskiego, na którym to oboźny Jacek (Mateusz Więcławek) oprócz swojego zastępu dostaję pod opiekę również grupę nastolatków z domu dziecka, które – jak można się łatwo domyślić – będą sprawiały same problemy. Na ich „czele” stoi Piotrek (Michał Włodarczyk), zagubiony, lecz uczynny chłopak, do którego trzeba po prostu dotrzeć. Dodatkowo na terenie obozu pojawia się druhna Ewa, która spełnia rolę pielęgniarki, a jako że tematyka obozu to Powstanie Warszawskie, to niczym typowa sanitariuszka, staje się obiektem zainteresowania harcerzy (choć muszę przyznać, że Magdalena Włodarczyk wypada tutaj bardzo dobrze). Wszystko komplikuje się jednak, gdy po konflikcie między Tomkiem (Maciej Musiałowski), a Piotrem, ten pierwszy zostanie znaleziony martwy następnego dnia.

Czuwaj
materiały prasowe filmu „Czuwaj”

I o ile jeszcze ten wydłużony prolog momentami ogląda się dobrze – szczególnie sceny z powtarzającym się wątkiem kłusowników (jest i Andrzej Mastelarz, idealny do tego typu ról), o tyle od momentu odnalezienia ciała film leci na łeb na szyje. Ilość dziur scenariuszowych, czy też nieumiejętność kontynuowania rozpoczętych wątków bije niemiłosiernie po oczach. Ot Ewa w jednej scenie dołącza się do ataków na Jacka, by w innej zacząć z nim znów flirtować. Tak samo komendant (Zbigniew Zamachowski), który zatrzymuje podejrzanego, otrzymuje NIEZBITY dowód (co jesteśmy w stanie wywnioskować z poprzedniej sceny) i puszcza go wolno. Dodatkowo samo zakończenie obraża inteligencję widza w tak bezczelny sposób, że aż trudno uwierzyć.

Trzeba jednak przyznać, że momentami film przypomina klimatem typowy wakacyjny obóz. Mamy tutaj mszę polową, podczas której ksiądz (Artur Barciś) przypomina, że bohaterzy powstania zostali wysłani na śmierć. Problem w tym, że jego dialog z Jackiem po odprawieniu ceremonii przypomina bardziej nieudaną aluzję do postaci Barcisia z Dekalogu Kieślowskiego, niż faktyczną debatę na temat sprawiedliwości i sądu ostatecznego. Najlepiej wypada tutaj wątek drużynowego (Leszek Lichota), będącego głosem rozsądku, oraz – jak można tylko sądzić – głosem samego reżysera, który próbuje pokazać widzowi, że nie można jego bohaterów oceniać po paru pierwszych zachowaniach.

Czuwaj
materiały prasowe filmu „Czuwaj”

I o ile kwestionowanie zachowań Jacka byłoby ciekawe, o tyle reżyser nie daje nam zbyt wielu szans by to uczynić, bo oboźny dzięki plot twistom jest antybohaterem jedynie przez maksymalnie 10 minut. Plot twisty, bez których jak wiadomo nie może obejść się „thrillerek na wieczór”. NIEPRZEWIDYWALNE zwroty akcji. Niestety zamiast polskiego Zodiaca, czy też Władcy Much, dostajemy fabułę niczym z Wyspy Przetrwania (znane w USA reality show). Żadnemu z bohaterów nie sposób kibicować, żaden wątek nie zachowuje ciągłości logicznej przez więcej niż dwie sceny, a bohaterowie są płascy i jednowarstwowi.

Nie pomagają w tym aktorzy, którzy są w większości dziećmi, a nie ukrywajmy tego, że dziecięce aktorstwo to jedna z najtrudniejszych do obsadzenia i poprowadzenia części filmu. I niestety tutaj jest to szczególnie widoczne. O ile jeszcze Mateusza Więcławika można rozgrzeszać słabym scenariuszem, o tyle Jakub Zając i reszta młodszej obsady jest po prostu wybitnie irytująca. Szczególnie ci, którzy otrzymują jedną scenę i zamieniają ją w popis, którego nie powstydziłby się Tommy WisseauThe Room. Jedynymi wyróżniającymi się na plus postaciami są Ewa, w którą Magdalena Włodarczyk włożyła bardzo dużo serca – przez co bardzo mi na jej szczęściu zależało, oraz drużynowy, w którego Leszek Lichota tchnął dużo zwyczajności, przez co był on prawdziwym duchowym przewodnikiem Jacka.

Czuwaj
materiały prasowe filmu „Czuwaj”

Nie mogę zapomnieć również o żartach słownych zawartych w scenariuszu, bo niczym u mistrza thrilleru znad Wisły – Patryka Vegi – co trzecie słowo zaczyna się na literę „K”, a żarty sprowadzają się niestety do poziomu atakowania rodzicielek swoich kolegów z zastępu. Och – nie zapominajmy również o patriotycznych wstawkach, które jak ważne by nie były, tutaj wprowadzane są z wyczuciem godnym Adama MickiewiczaSonetach Krymskich.

Zobacz również: „Zimna wojna” – Recenzja

Trudno szukać mi plusów w Czuwaj. Mam jakieś mocne wewnętrzne przeczucie, że można było z tak ciekawego tematu wyciągnąć znacznie więcej. Mam przeczucie, że pana Roberta Glińskiego stać na coś znacznie lepszego. Może zmiana tematyki wniosłaby jakąś świeżość do jego produkcji? Może opowieść o własnym pokoleniu, bo z całym moim uwielbieniem do pana reżysera, mam poczucie, że przez moment chciał stać się Davidem Fincherem polskiego kina, a do thrilleru wpleść również found-footage. Problem w tym, że zanim dojdziemy do czegoś nowego po stronie formalnej, trzeba zadbać o dobrze napisaną historię. Bo nie samymi zwrotami akcji stoi ten gatunek. Potrzeba jeszcze spójnego scenariusza. Spocznij!


 

1/5

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe filmu „Czuwaj” // Monolith Films

Nieudana wersja Warlikowskiego, w chwilach wolnych od żartów z problemów pierwszego świata i nagłaśniania koncertów, ogląda palące stodoły Tarkowskiego. A na poważnie – kocha Włochy, Lyncha, Linklaterowską stylistykę i filmy o niczym i miłości. Muzycznie utknął na mixie Collinsa z Radiohead. Prywatnie marzy o ciepłej kawie, książce i uśmiechu osoby obok.


One thought on “„Czuwaj” – groteskowy thriller harcerski? – Recenzja

  1. Sprostowanie – „Czuwaj” jest pozdrowieniem harcerzy, tak więc cały pierwszy akapit nie trzyma się kupy. „Czuj, czuj, czuwaj” to fragment piosenki. Z resztą się zgadzam.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.