„Duża ryba i begonia” – Recenzja

Jest czas rodzenia i czas umierania. Gdy raz rozkręci się kołowrót życia, to nie sposób go jakkolwiek zatrzymać, toteż każdy, kto zechce wsadzić kij w tryby tej boskiej maszynerii, musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami. I nieważne będą dobre pobudki, którymi kierować się będzie dana osoba, gdy harmonijna koegzystencja wszelkich istot zostanie naruszona.

Chun, ledwie szesnastoletnia dziewczyna, jeszcze o tym nie wie, dlatego też zgłosi swój sprzeciw wobec niesprawiedliwym w jej mniemaniu wyrokom losu i stanie w szranki ze śmiercią o duszę ukochanego mężczyzny. Gdy niewiasta opuści zamieszkiwaną przez nią mistyczną krainę, dryfującą po niebie między ziemią a domem bogów, i zstąpi do ludzi pod postacią czerwonego delfina, to namacalnie będzie miała okazję doświadczyć piękna życia. Majestat świata przyprawi o zawrót głowy, co wywoła również wzruszenie, gdy trzeba już będzie wracać do domu po tej tygodniowej „wycieczce”. W drodze powrotnej Ziemia ukaże Chun swoje mroczniejsze oblicze, toteż gdyby nie ofiarność mieszkających nad morzem chłopaka o imieniu Kun, to dziewczyna skończyłaby swój żywot w rybackich sieciach. Pomoc będzie jednak drogo kosztować – chłopak przez przypadek umiera, zatem po powrocie do domu dziewczyna postanowi wskrzesić wybawiciela i wybierze się do krainy umarłych, gdzie przechowywane są ludzkie dusze.

Duża ryba i Begonia
Kadr z filmu „Duża Ryba i Begonia”

Duża ryba i begonia to przykład filmu niezwykle żerującego na ludzkich emocjach, co jednak w tym przypadku nie jest wadą. Kolorowy świat zamieszkany przez dziwy, o jakich się nie śniło filozofom, pod batutą Xuan Liang oraz Chun Zhanga staje się odpryskiem ludzkich fantazji o odzyskaniu utraconej idylli. Chińska produkcja uderza w czułą strunę, którą zapewne każdy widz gdzieś głęboko w sobie kryje. Niewinność i dziecięca wiara są przedstawione w tak magiczny sposób, że nie sposób atakować tego filmu z racjonalnych pozycji. Lepiej się rozsiąść głęboko w fotelu, wskrzesić fantazję i dać się ponieść kolejnym szalonym wizjom fundowanym przez twórców.

Na szczęście nie jest to film zbudowany tylko na zapadających w pamięć ładnych obrazkach. Duża ryba i begonia ma również zadatki na bycie swego rodzaju baśniowym moralitetem na temat zasad ludzkiego postępowania. W animacji zostają postawione niezwykle ważne pytania – czy działania podejmowane z dobroci serca mogą być złe, gdy uderzają w postronne osoby? Jaka jest cena poświęcenia w imię miłości? Twórcy udzielają niejednoznacznych odpowiedzi, stawiając na równi racje obu stron konfliktu. Nie da się ukryć, że pod kolorową aurą harmonii skrywa się gorzki wymiar egzystencji, bo cóż z idealnego życia, gdy nie ma w nim spontanicznego uczucia?

Duża ryba i begonia
Kadr z filmu „Duża ryba i Begonia”

Niezwykle emocjonalny wydźwięk filmu, podbijany poruszającą muzyką, dosyć skutecznie przykrywa problemy z konsekwentnie prowadzoną narracją. Film czasami kluczy po wątkach, które nie odnajdują zakończenia. Skoro bowiem większość czasu poświęcono na zbudowanie relacji Chun z Kunem, to zabrakło go już na bardziej szczegółowe zaprezentowanie świata, w jakim przyszło im funkcjonować. Może to jednak nie być wadą dla kogoś, kto bez problemu porusza się po symbolice rodem z Chin. Wtedy to seans nabierze głębszego oraz bardziej zrozumiałego wymiaru.

Zobacz również: „Zimna wojna” – Recenzja

Większa wiedza nie jest jednak potrzebna do tego, by docenić kunszt animacji i by wzruszyć się tam, gdzie ludzkie życie pokazywane jest w tak przejmujący sposób. Duża ryba i begonia to przykład kina gwarantującego eskapistyczną podróż w głąb pierwotnych potrzeb i marzeń. To opowieść o potrzebie odnalezienia idealnego porządku, w którym prawo nie byłoby spisane rozumem, lecz dobrocią serca. To wreszcie historia o odwiecznym korowodzie miłości i śmierci. Jak bowiem pisał Jan Lechoń:

Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia –
I jedno wiemy tylko i nic się nie zmienia
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.


4/5

Nie potrafi pisać o sobie w błyskotliwy sposób. Antytalent w dziedzinie autokreacji. Ogląda mnóstwo filmów, ale jeszcze więcej seriali. Fan Antonioniego, przeciwnik Tarantino.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.