„Fuga” [Thriller reżyserki „Córek dancingu”] – Recenzja

Najnowszy film Agnieszki Smoczyńskiej otwiera jedna z najmocniej zapadających w pamięci scen, jakie widzowie mieli okazje obejrzeć w polskim kinie w tym roku – grana przez Gabrielę Muskałę tajemnicza blondynka chwiejnym krokiem wynurza się z mroku tunelu kolejowego. Porusza się niepewnie, zdaje wrażenie nieświadomej otoczenia, w którym się znajduje, czym zwraca uwagę paru oczekujących na pociąg gapiów. I nagle, ku większej konfuzji – ich i widza – kobieta dokonuje aktu publicznego oddania moczu. Tą sceną Muskała-scenarzystka i Muskała-aktorka sygnalizuje, że nie będzie to produkcja wpisująca się w nasze – zasiadających przed ekranem – przyzwyczajenia i oczekiwania. Składa obietnicę przekroczenia pewnych ram, co z reżyserką Córek dancingu u steru wcale nie musi wydawać się pustym gestem.

Fuga opowiada historię dziejącą się dwa lata po tym wydarzeniu. Alicja, teraz z pofarbowanymi na czarno włosami, bierze udział w programie telewizyjnym, mającym za zadanie pomóc jej w odnalezieniu swoich bliskich. Po zaledwie paru minutach dzwoni  jej ojciec, lecz zwraca się do kobiety imieniem Kinga. Okazuje się, że cierpi ona na fugę dysocjacyjną – chorobę objawiającą się kompletną utratą dawnej tożsamości, osobowości, wspomnień. Autorki konsekwentnie budują cały film wokół owej przypadłości i jej efektów oraz zestawieniu starego, zachowanego w gąszczu wspomnień obrazu protagonistki z jej nową postacią. Lub właściwie z kompletnie nieznajomym człowiekiem odzianym w znajomą skórę.

Serce produkcji stanowi Gabriela Muskała. Gra niezwykle wymagającą rolę – jej bohaterka to w końcu ofiara choroby, naznaczona przez enigmatyczne, niebezpieczne życie – najprawdopodobniej na ulicach wielkich miast. Ta tragedia traktowana jest jednak w Fudze jako element emancypacji. Alicja to silna, arogancka, wulgarna kobieta. Do świata odnosi się przez ostry sarkazm – barierę oddzielającą ją od emocjonalności, pozwalającej jej przetrwać w niesprzyjających warunkach. Nic więc dziwnego, że odpycha tych nieznajomych, którzy chcą na nią nałożyć kajdany tradycyjnych ról kobiecych – córki, żony, matki.

Ważnym elementem Fugi jest właśnie ten dysonans między oczekiwaniami społecznymi wobec kobiet a postacią Muskały. Smoczyńska wrzuca Alicję w sam środek rodzinnego mikrokosmosu i chętnie stosuje kontrast, aby jeszcze wyraźniej nakreślić jej obcość. Rozmowa protagonistki z matką odbywa się podczas prasowania ubrań. Z ojcem – w drodze do urzędu. W scenie rodzinnej kolacji w restauracji jej szwagier prowadzi długie rozmowy telefoniczne, podczas gdy jego żona siedzi potulnie, wyraźnie zakłopotana zaistniałą sytuacją, ale pozbawiona siły sprawczej i głosu. Chwilę później wyzwolona Alicja uwodzi swojego męża i – łaskawie – pozwala mu się do niej zbliżyć.

Film jest też pokazem umiejętności reżyserskich Smoczyńskiej – słusznie nagrodzonej w Gdyni. Chociaż zwiastun może sugerować coś zupełnie innego, Fuga to naprawdę mroczny thriller. Początkowo film zdaje się mieć prostą linię fabularną, lecz co jakiś czas, im dalej tym częściej, przetykana jest ona koszmarami i wizjami dręczącymi główną bohaterkę. Choć początkowo się temu opiera, to powrót do starego domu wywołuje u niej natłok tajemniczych obrazów – wyglądających jak wspomnienia, ale zbyt surrealistycznych, by nimi w rzeczywistości być. Smoczyńska i tutaj zręcznie zestawia bohaterów – tym razem ich sposób postrzegania świata. Alicja-Kinga, mimo tego, że twardo stąpa po ziemi, niejednokrotnie popada w trans, a nawet traci kontakt z rzeczywistością i poddaje się silnym reminiscencjom. Wyraźnie kontrastuje to ze świetnie zagraną przez Łukasza Simlata postacią męża – człowieka wycofanego, racjonalnego, doskonale znającego ciało swojej żony, lecz niemogącego się pogodzić ze zmianą, która zaszła w jej osobowości.

Jedną z największych zalet filmu jest warstwa wizualna. Przepiękne zdjęcia Jakuba Kijowskiego skutecznie tworzą mroczny, surowy nastrój zarówno podczas intymnych zbliżeń, jak i szerokich ujęć chłodnego krajobrazu. Potęgują one znajdującą się w centrum psychodramę i czasami pozwalają widzowi odetchnąć wcale nie wytrącając nic z konsekwentnie budowanego klimatu. Same wnętrza, w których obcują bohaterowie mogą uzasadnić chłód, z jakim odnosi się do siebie para. Surowe, wielkie, nowoczesne mieszkanie z gigantycznymi oknami – położone na uboczu, tuż przy lesie. Z jednej strony niezręczna transparentność, z drugiej – osamotnienie na skraju cywilizacji i natury.

Nie przekonuje mnie jednak w Fudze ilość skrótów myślowych i niedopowiedzeń. O tych dwóch latach, które Alicja spędziła poza domem, nie wiadomo nic. SmoczyńskaMuskała rozrzucają między dialogami strzępki informacji, lecz do końca seansu widz czeka na jasne wyjaśnienie, które niestety nie nadchodzi. Tym samym zmuszają go do snucia domysłów i przypuszczeń niezamierzenie kontrastujących z wizerunkiem głównej bohaterki. Bo owszem, jest ona wzmocniona tymi doświadczeniami, co jest widoczne w jej ironicznym podejściu do innych, ale nie widać w niej żadnej tragedii. Wygląda bardziej jakby wyszła z wojska, albo ze szkolenia dla komandosów, a nie jakby spędziła dwa lata na ulicy. Twórczynie wymagając od widza, że uwierzy, iż kobieta przeżyje dwa lata w koszmarnych warunkach bez żadnych blizn na psychice (nie mówiąc już o jej ciele, na którym pojawiła się zaledwie jedna mała szrama na twarzy) odnoszą porażkę. Takie uproszczenia fabularne mogą pomagać w konstrukcji thrillerowego napięcia, lecz w tym przypadku uderzają w spójność historii i wiarygodność protagonistki, co w filmie opierającym się na silnej psychologizacji bohaterów może podważyć całą efektywność budowanej intrygi.

Na szczęście, pomimo tych wad, Fuga jest tryumfem Muskały. W brawurowy sposób zagrała bardzo wymagającą rolę i przede wszystkim napisała zniuansowany, podejmujący aktualne kwestie scenariusz. Taka tematyka jest niezwykle ważna szczególnie w Polskim kinie, w którym wciąż za mało jest wątków feministycznych, stawiających w centrum kobiecą perspektywę. Bardzo cieszy mnie, że dwa najciekawsze rodzime dramaty psychologiczne w tym roku (Fuga Wieża. Jasny Dzień) stawiają sobie za cel zaadresowanie tych problemów. Z ekscytacją będę śledził rozwój obu reżyserek, bo wierzę, że to, co zaprezentowały, to dopiero przedsmak ich wielkiego talentu.

3.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.