„Holiday” – Laureat nagrody jury konkursu Nowe Horyzonty – Recenzja

Absolutnie luksusowe warunki, wieczne słońce, piękne kobiety i imprezy co wieczór. Wakacje idealne? Nic bardziej mylnego. Sielankowe klimaty zderzają się tutaj z mrocznymi sekretami, a pod perfekcyjną fasadą kryje się masa pęknięć. Wypunktowanie ich przez Isabelle Eklöf wybrzmiewa natomiast o tyle mocniej, że żaden z faktycznych uczestników tych wczasów zdaje się ich nie zauważać.

Kadr z filmu „Holiday”

Już od pierwszych scen Holiday uderza sposób, w jaki jasne, pastelowe kolory niwelują osaczającą widza i bohaterów treść. Sascha (piękna i młoda Victoria Carmen Sonne) wysiada z samolotu w jednym z tureckich kurortów wypoczynkowych i udaje się do tymczasowego hotelu, gdzie oczekiwać będzie spotkania ze swoim sponsorem i kochankiem – obłędnie bogatym i igrającym z prawem Michaelem (Lai Yde), który zagwarantować ma jej spędzenie niezapomnianego lata. Niesamowicie plastyczne ujęcie na lotnisku, obfite zakupy, opalanie na balkonie, jazda samochodem po bajecznych drogach, pierwszy wybuch fizycznej agresji. Dla Saschy wszystko jest jednym i tym samym. Dziewczyna ignoruje nadciągające czarne chmury i nawet mimowolne, pojedyncze łzy nie potrafią przysłonić idyllicznej wizji kolejnych dni.

Zobacz Również: „The Image Book” – Recenzja

Reżyserka nieustannie drażni się z widzem, a z pomocą przychodzi jej podporządkowanie rytmu Holiday subiektywnej narracji protagonistki oraz długie, statyczne, niekomfortowe ujęcia przywodzące na myśl filmy Rubena Östlunda. Przez większość czasu pomijane są potencjalnie najbardziej frapujące momenty, kamera zmienia obiekt zainteresowania, a sceny urywają się nagle tuż przed punktem kulminacyjnym. Doświadczamy zaledwie skutków filmowych wydarzeń, tak jakby bohaterka starała się zapomnieć o minionych traumach, chwytać dzień i wmawiać sobie, że sen, który dla widza jest koszmarem, będzie trwać wiecznie. Im dalej w las, tym więcej zostaje pokazane, ale to po prostu wyraz zobojętnienia.

Kadr z filmu „Holiday”

W całym filmie najbardziej jednak szokuje nie przemoc, a brak reakcji na nią. W jednej ze scen obserwujemy przeprosiny jednego z podwładnych Michaela, który naraził się mu swoim nieodpowiednim zachowaniem. Pobity mężczyzna płaszczy się przed całą grupą znajomych swojego szefa, rozdaje im prezenty, raz po raz przeprasza, próbuje żartować. Wszyscy siedzący w pokoju zachowują się tak, jakby byli zakładnikami jakiegoś szaleńca i wbrew pozorom nie mają z tym najmniejszego problemu. Jedynym, który zdaje się zauważać skalę problemu jest Thomas, poznany przez Saschę w lodziarni Holender prowadzący beztroskie życie i mieszkający na swoim własnym jachcie. Choć w początkowej fazie znajomości dziewczyna zdaje się być zafascynowana spokojnym trybem życia nowego przyjaciela, szybko odzywa się irracjonalny strach przed wyjściem z tej niekomfortowej strefy komfortu.

Zobacz również: „Winni” – Recenzja

Przyjęcie wybielającej postawy i długie krążenie wokół sedna sprawy ma swoje zalety, ale z drugiej strony spłaszcza też siłę całości i sprawia, że Holiday kuleje jako mocna historia jednostki, sprawdzając się raczej w charakterze ogólnej kontemplacji nad kondycją całego społeczeństwa, jego znieczulicą, skłonnością do popadania w syndrom sztokholmski, bycia zależnym od władzy i pieniędzy. Urocza i głupiutka Sascha, której przytrafia się przecież tyle zła wzbudza raczej uśmiech politowania niż faktyczny żal. Dramatyzm naturalistycznych scen przemocy wybrzmiewa dopiero po czasie, niczym echo i na tym właśnie polega gra Isabelle Eklöf. Masa krwi i kontrowersji nie zaskoczy już współczesnego widza, a ukrycie przemocy sprawia, że widz sam musi zadecydować, czy potrafi wczuć się w ten koszmar. A może coś jest w tym ciągłym lekceważeniu obecnej sytuacji? Może my też, tak jak Sascha, powinniśmy poddać się wirowi zabawy i pogodzić z tymi drobnymi niedogodnościami?

Kadr z filmu „Holiday”

Ostatecznie przychodzi wstydliwa wręcz refleksja, że ten seans był zdecydowanie zbyt przyjemny. I to właśnie tutaj najlepiej odnajduję się tegoroczny zwycięzca nagrody Grand Prix na MFF Nowe Horyzonty – jako film, który wywołuje wyrzuty sumienia i umieszcza w głowie widza ziarenko, które będzie kiełkować i pozwalać odkrywać kolejne odcienie szarości tych kolorowych wakacji jeszcze na długo po seansie.


3.5/5

pisanie recenzji.
plusy: pomnik twarlszy niż ze spiżu
minusy: pisanie recenzji


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.