„Hotel Transylvania 3” – Recenzja

Genndy TartakovskyAdam Sandler zapraszają nas na okręt, którego kursem jest Atlantyda a krótkim przystankiem – Trójkąt Bermudzki. I chociaż tematyka jest czysto wakacyjna, do Polski zaproszenie przybyło dopiero w październiku. Nie oznacza to jednak, że należy je odrzucić. Spakujcie więc strój kąpielowy i nie zapomnijcie o kremie do opalania.

Otwarcie filmu stanowi mocną kartę w walce o widza – oto dostajemy skrót wieloletniego pojedynku pomiędzy Hrabią Draculą a jego kultowym antagonistą, Abrahamem Van Helsingiem. A potem, tak jak ukazują nam zwiastuny, nieśmiertelny Dracula poczuje zing do pani kapitan, skrywającą tajemnicę i misję powierzoną przez przodków.

W tym krystalizuje się największy problem trzeciej części Hotelu Transylvania. Pomimo sześciu lat, małżeństwa córki, narodzin wnuka, ujawnieniu się wobec świata oraz pogodzenia z ojcem, postać Draculi nie zmieniła się choćby o detal. To wciąż ten sam, zawstydzony właściciel hotelu, oddający się całkowicie swoim gościom. Fabuła również kręci się wokół kilku klisz i motywów, pojawiających się niezmiennie od 2012 roku, czyli premiery pierwszego filmu. Slapstickowy humor idzie w parze z całkiem niezłymi żartam sytuacyjnymi, jednak trzykrotne powtórzenie żartu wyciąga na wierzch jego najsłabsze cechy. Wciąż jednak pełną piersią oddycha humor prześmiewczy wobec klasyki horroru, często będący najmocniejszą częścią poszczególnych scen.

Kadr z filmu „Hotel Transylvania 3”
Zobacz także: Recenzję nowego dzieła Gaspara Noego

Unikałbym jednak stwierdzenia, że Hotel Transylvania 3 to jedynie odgrzewany kotlet. Wyobraźnia Tartakovskiego oraz jego niebywały talent reżyserski pozwalają wyciągnąć jak najwięcej z takich rzeczy jak zmiana otoczenia akcji, nowi bohaterowie czy społecznie ważne i wrażliwe tematy. Mało kto bowiem spodziewał się, że seria sygnowana producenckim nazwiskiem Adama Sandlera, będzie tak wprawnie opowiadała o trudach samotnego rodzicielstwa, wyboistej drodze do marzeń, akceptacji czyjejś inności czy szukaniu swojego miejsca w świecie. Duża zasługa w tym właśnie Tartakovskiego, który umiejętnie przykręca zawór Sandlerowi, przez co proporcja żartów udanych do tych mniej zabawnych wynosi całkiem niezłe 3:1.

Skoro już o Tartakovskim mowa, nie można zapomnieć o bardzo dla niego charakterystycznej tonacji wizualnej. Jego pomysły na animacje znamy już z takich tytułów jak Laboratorium Dextera czy Star Wars: Clone Wars. Kiedy jednak Genndy otrzyma pokaźny czek do kieszeni, możemy się spodziewać zakręconej jazdy po czeluściach jego umysłu, filtrowanej przez nawiązania do takich klasyków animacji jak Atlantis: The Lost Empire oraz wiele innych. A kiedy finał filmu został okraszony gościnnym występem Tiesto, możecie być pewni, że wydźwięk dość oczywistego i przesłodzonego zakończenia będzie opatrzony dźwiękami z najwyższej półki.

Kadr z filmu „Hotel Transylvania 3”

Wydaje mi się, że takie produkcje powinno się rozpatrywać również z pozycji dziecka. A dzieci jak to dzieci – szybko zapominają poprzednie filmy, nie zawsze zwracają uwagę na szczegóły. Rozsiadają się, dobrze bawią i czasami wariują podczas piosenek. Podczas Hotelu Transylvania 3, nie raz i nie dwa poderwą się z foteli oraz będą irytować co starszych widzów. Trzeba to jednak przyznać – nowe przygody Hrabiego Draculi, pomimo kilku wad, dostarczają dużej dawki humoru i pozytywnego przekazu. Warto więc wybrać się na seans z rodziną. Niewłaściwym jest bowiem, moim zdaniem, ocenianie takich filmów bez poznania przyjęcia ich przez najmłodszych. Bo to oni są targetem takich produkcji.

3/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.