„Houston, mamy problem!” – Prawda czy fikcja? – Recenzja

Houston mamy problem
Słysząc o gatunku mockument, każdy ma przed oczami kultowe już niemal tytuły, takie jak Chłopaki z Baraków czy The Office. Wciąż jednak, Oxford Dictionary definiuje ten gatunek jako „program telewizyjny lub film przyjmujący formę poważnego dokumentu, w celu satyrycznego przedstawienia jego tematu”. W dwóch wcześniejszych przypadkach można polemizować nad formą poważnego dokumentu. Inaczej jest w przypadku recenzowanego przeze mnie słoweńskiego mockumentu Houston, imamo problem!.

W swoim pełnometrażowym debiucie, reżyser Žiga Virc wyraźnie bawi się formą – przedstawiona historia, jakkolwiek absurdalnego wydźwięku by nie posiadała, mogłaby być prawdziwa. Na samym początku filmu poznajemy Ivana Pavicia, który był jednym z jugosłowiańskich inżynierów kosmicznych, zmuszonych do opuszczenia swojej rodziny i całego kraju, w celu poświęcenia się pracom w NASA. Głównym wątkiem filmu jest jego podróż z ekipą filmową do Zagrzebia, gdzie ma się spotkać ze swoją córką, której nigdy w życiu nie widział, a która była przekonana o jego śmierci. W tym czasie, opowiada on ekipie filmowej o swoich pracach nad jugosłowiańskim programem kosmicznym.

W międzyczasie dowiadujemy się o kolejnych rzeczach, w tym o fragmentach prawdziwej historii. Narrator opowiada o badaniach słoweńskiego naukowca Hermana Potočnika, którego praca The Problem of Space Travel – The Rocket Motor dała podłoże do dalszych badań dla niemieckich, amerykańskich i rosyjskich naukowców. Ekipa filmowa dociera również do takich miejsc, jak podziemna baza wojskowa Željava, gdzie rzekomo miały miejsce badania kosmiczne jugosłowiańskich naukowców. Przez cały film fikcja miesza się z rzeczywistością i ciężko jednoznacznie stwierdzić, która z przedstawionych opowieści jest prawdziwa, a która nie.

W filmie wykorzystano bardzo wiele archiwalnych nagrań, a na zdecydowanej większości dominowała postać legendarnego już przywódcy Jugosławii, Josipa Broza Tito. To właśnie jego śladami bardzo często podąża kamera, przedstawiając historię rozwoju jugosłowiańskich badań kosmicznych – w tym jego wizytę w amerykańskiej bazie wojskowej w okolicach Casablanki. Žiga Virc wykorzystuje fakty – na przykład to, że Tito był ostatnią głową innego państwa, która spotkała się z prezydentem Johnem F. Kennedym – aby dopisać do nich fikcyjną historię (w tym przypadku dotyczyła ona spotkania w sprawie współpracy naukowej obu państw). Historią tą wyjaśnia również pewne sporne kwestie, takie jak nieznane do tej pory publicznie przyczyny wsparcia finansowego dla Jugosławii ze strony Stanów Zjednoczonych.

Houston mamy problem

Oglądając mockument Houston, imamo problem!, można dojść do wniosku, że przedstawiona tam historia jest autentyczna. Ale tylko do czasu – również w tym przypadku widzimy niesamowity kunszt początkującego reżysera. W filmie bowiem znajdują się przerywniki, w których historię przedstawioną na ekranie komentuje nie kto inny, a siedzący przed telewizorem… Slavoj Žižek. Będący jednym z najbardziej znanych Słoweńców filozof, komentuje i interpretuje wydarzenia z filmu w znany sobie sposób (który pojawił się chociażby w wyprodukowanych przez niego produkcjach, takich jak Z-boczona historia kina, czy Perwersyjny przewodnik po ideologiach). Momentami daje to naprawdę komiczny wydźwięk.

Wracając do wspomnianej na początku definicji tego specyficznego gatunku filmowego jakim jest mockument, ciężko mi znaleźć tytuł, który bardziej się w nią wpisuje. Houston, imamo problem! zdobyło w dodatku nagrodę za najlepszy pełnometrażowy film roku w 19. edycji Festiwalu Słoweńskiego Filmu w Portorožu, było również słoweńskim kandydatem do Oscara w kategorii najlepszego filmu obcojęzycznego w 2017 roku, jednak ostatecznie nie dostało się do finałowej piątki. Niestety, bo chętnie widziałbym mockument w ostatniej fazie tego zestawienia. Film Žigi Virca może podsumować również fakt, że był on pierwszą słoweńską produkcją (powstałą w dodatku w kooperacji z HBO Europe), która pojawiła się na Netfliksie. Dla mnie to wciąż jest solidna produkcja, którą dobrze mi się oglądało, ale niczym szczególnym mnie jednak nie zaskoczyła. Stąd też moja ocena filmu.


3.5/5

Recenzent i badacz kina słoweńskiego, poza tym fan dorobku autorskiego takich reżyserów jak Fellini czy Scorsese. Językoznawca, obecnie student filologii słowiańskiej.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.