„Katyń – Ostatni Świadek” – Sekret Aliantów – Recenzja

Photo by Joe de Kadt©The Last Witness Film 2017

Ukrywana prawda o zbrodni katyńskiej to jeden z najciemniejszych czynów popełnionych przez aliantów w trakcie i po II wojnie światowej. Zrzucenie winy na Niemców – bo tak było wszystkim łatwiej. Temat szczególnie ważny jest dla reżysera i współtwórcy scenariusza – Piotr Szkopiak bowiem cały film dedykuje swojemu dziadkowi, który sam walczył podczas wojny i na niej zginął. Pytanie tylko, czy poziom produkcji dorównał powadze tematyki jakiej się podjął?

W powojennym Bristolu, młody dziennikarz Stephen Underwood (Alex Petryffer) bada sprawę masowych samobójstw polskich uchodzców, co spotyka się z negatywną reakcją jego przełożonego – w tej roli Michael Gambon (znany z roli Albusa Dumbledore’a), jednak nie cieszcie się zbytnio bo w filmie pojawia się w sumie przez półtorej minuty. Wszystko zmieni się jednak gdy do obozu trafi Michał (Robert Więckiewicz), który – jak się okaże – widział co zdarzyło się w lesie katyńskim, a jako dowód zabrał dziennik jednego z polskich żołnierzy (odczytywany nie wiadomo po co łamaną angielszczyzną). Jak można się domyśleć, do Bristolu po Michała przyjadą agenci specjalni, tak aby prawda o 1940 nie mogła wyjść na jaw.

Scenariusz, dający momentami podstawy do niezłego filmu kryminalnego (w klimacie wskazującym mocno na Peaky Blinders), cierpi jednak na błędy debiutanckie. Pierwsze dwadzieścia minut stanowią jedną wielką ekspozycję. Bohaterowie znający się od wielu lat, przypadkowo wypominający, bądź wspominający wszystkie najważniejsze chwile swojego życia, tylko po to by widzowie mogli zaznajomić się z ich historią. Problem w tym, że będąc całkowicie zarzuconymi informacjami, my jako odbiorcy nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się o tym co najważniejsze – jacy, oprócz swoich przeżyć, są nasi bohaterowie. Trzeba jednak przyznać, że gdy Szkopiak wrzuca w historii drugi bieg i zaczyna się akcja, poznajemy więcej szczegółów łączących się z fabułą, a film ogląda się naprawdę dobrze. Do momentu kiedy przez dłuższe przejścia montażowe zamiast zwykłego przejścia ze sceny na scenę dostajemy po pięć sekund całkowicie czarnego ekranu, co pozwala mi sądzić (również poprzez umiejscowienie tych „przejść”), że Ostatni Świadek był ofiarą pewnych cięć fabularnych – co niestety jest odczuwalne, bo po raz pierwszy od dawna, czuję że jakaś produkcja zyskałaby na dodanym czasie, przynajmniej po to by rozwiązać parę wątków, zamiast kończyć je przeskakiwaniem w czasie.

Największą zaletą filmu jest bez wątpienia Alex Petryffer. Od pierwszej sceny, swoją aparycją i powolnym budowaniem postaci przykuł moją uwagę, w efekcie to głównie dla niego Ostatniego Świadka się ogląda. Magnetyzujące spojrzenie, czy też umiejętność przekucia nawet tych co bardziej koślawych dialogów, w dobrze rozpisaną dramaturgicznie scenę. Trudno przyczepić się też do jego ekranowej partnerki – Talulhi Riley, wcielającej się w sierżant opiekującej się polskimi uchodźcami. Widać między nimi chemię, każda scena osiąga zamierzony efekt emocjonalny. Rozczarują się jednak ci, którzy poszli na tę produkcję spodziewając się dużej roli Roberta Więckiewicza. Jego bohater pojawia się na ekranie około 15 minut, przez pierwszą część przypominając bardziej zaciągającą rosyjskim wersję Jerzego z Pod Mocnym Aniołem, potem – w scenie inspirowanej Przesłuchaniem Bugajskiego – lekką imitację Krystyny Jandy z tego filmu. Choć fakt, faktem – pan Więckiewicz nie schodzi nigdy poniżej pewnego poziomu i tu jest tak samo. Jeszcze mniej czasu dostał Piotr Stramowski, który może ma do powiedzenia 10 linijek tekstu, a na ekranie głównie kręci się gdzieś w tle – a szkoda, bo rola tutaj mogła mu zapewnić odcięcie się od filmów Patryka Vegi. Tak więc zamiast nazwisk z plakatu (o przypadku Gambona już nie wspominając), na ekranie głównie widzimy brytyjskich aktorów serialowych, których role najczęściej sprowadzają się do trzeciego planu.

Photo by Joe de Kadt©The Last Witness Film 2017

Nie sposób nie docenić przepięknych zdjęć. Kadr otwierający całą produkcję, jest jednym z najlepszych jakie widziałem w ostatnim czasie w polskich kryminałach. Widać zrozumienie klimatu Anglii tamtych czasów, a każdy obraz, który widzimy pozwala nam się przenieść do tamtych czasów, co jak na taką produkcję wprowadziło mnie w stan niedowierzania – oczywiście na plus. Również do innych aspektów strony technicznej (może poza montażem) trudno się przyczepić, bo każda część stara się oddać Bristol w stu procentach.

Katyń – Ostatni Świadek” to pozytywne zaskoczenie, film który pomimo swoich wielu braków i niedociągnięć nie jest tak zły jak się spodziewałem, ba – mimo że nie jestem w stanie go polecić – myślę, że wspomnę go komuś gdy będzie leciał już w telewizji (a patrząc na ograniczoną dystrybucję stanie się to pewnie szybko). Nie mogę też powiedzieć, że jest to przykład dobrego kina, ale jest to na pewno przykład kina poprawnego. I jak na debiut reżyserski – jest to naprawdę dobry zwiastun kariery.

2/5
Nieudana wersja Warlikowskiego, w chwilach wolnych od żartów z problemów pierwszego świata i nagłaśniania koncertów, ogląda palące stodoły Tarkowskiego. A na poważnie – kocha Włochy, Lyncha, Linklaterowską stylistykę i filmy o niczym i miłości. Muzycznie utknął na mixie Collinsa z Radiohead. Prywatnie marzy o ciepłej kawie, książce i uśmiechu osoby obok.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.