Klasyka z Filmawką – „Ptasiek” Alana Parkera

Zastanawialiście się kiedyś nad potencjalnymi korzyściami płynącymi z połączenia sił Alana Parkera, Williama Whartona i młodego Nicolasa Cage’a (który, jak wiadomo, u dobrych reżyserów również gra dobrze)? Jeżeli odpowiedzieliście na to pytanie twierdząco, prawdopodobnie nie zaskoczył Was tytuł opisywanego w tym poście filmu. Jeżeli zaś Wasza odpowiedź jest przecząca (ale tych od twierdzącej bynajmniej nie wykluczam!), nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was do przeczytania kilku słów o Ptaśku.

Zobacz również: Klasyka z Filmawką – „Carrie”

Niewprawny nawet obserwator byłby w stanie zauważyć, że tytuł tego filmu jednoznacznie wskazuje na jego głównego bohatera. Istotnie, historia chłopca zwanego Ptaśkiem – spojrzenie na kluczowe momenty w jego okresie dorastania oraz ich konfrontacja z pourazowym pobytem w szpitalu psychiatrycznym – stanowi główną oś całej tej produkcji. Nasz protagonista, a raczej wcielający się w tę, niemal podwójną, rolę wspaniały Matthew Modine, tłumaczy w pewnym momencie swoją fascynację ptakami następującymi słowami: They fly. That’s enough. I mogłoby się wydawać, że to właśnie o sam akt latania mu chodzi i o płynącą z niego wolność. Ale to oczywiście nie jest aż tak proste. To przede wszystkim wyraz jego indywidualizmu albo, dosadniej, jego odmienności. Jego społecznej fobii i problemów z tożsamością. Wypowiedziane później There’s nothing in my life to keep me here anymore. I wish I could die and be born again as a bird wychodzi daleko poza chęć latania.

Ten sam obserwator szybko po włączeniu filmu przekona się jednak, że nie mniej ważny od Ptaśka jest tutaj młody Nicolas Cage. W jednej ze swoich pierwszych ról wciela się w najlepszego (a właściwie jedynego) przyjaciela naszego tytułowego bohatera – Ala Columbato. Mimo że w dzieciństwie to właśnie on był o wiele bardziej towarzyski od współtowarzysza swoich zabaw, dzisiaj ta różnica jest o wiele mniejsza.

Zobacz również: „Kraina wielkiego nieba” – Recenzja

Teraz ten ukryty w opatrunkach po przeszczepie twarzy mężczyzna nie przypomina już młodego zapaśnika, który bez trudu nawiązywał znajomości i zdobywał kobiece serca. Strach przed tym, że Al nie będzie mógł poznać samego siebie w lustrze po zakończeniu leczenia to gorzkie stwierdzenie faktu już dokonanego – bezpowrotnie utraconej młodości i niewinności, przyspieszonego i brutalnego wkroczenia w dorosłość.

Alan Parker konstruuje portret tej pary głównych bohaterów dwojako. W przeszłości na pierwszy rzut oka widać pomiędzy nimi wyraźne różnice: w relacjach z rodziną i z rówieśnikami, w ambicjach i planach na życie, czy też w zainteresowaniach i sposobach spędzania wolnego czasu. To, co utrzymuje tę niestandardową przyjaźń w jednym kawałku, kryje się głębiej. I Ala, i Ptaśka charakteryzuje to samo zagubienie, ta sama niepewność i połączone z wysoką empatią niezrozumienie świata. Zauważenie tego o wiele łatwiejsze staje się już później, w tej „teraźniejszej” partii filmu. Chociaż to Ptasiek zamknięty jest w szpitalu psychiatrycznym, gdzie całe dnie spędza na nieodzywaniu się i udawaniu ptaka (czego lekarz prowadzący zdaje się nie móc zauważyć – co za finezyjna krytyka dysfunkcyjnej relacji państwo-weterani), trudno oprzeć się wrażeniu, że odwiedzający go i próbujący mu pomóc Al również jest pacjentem tej instytucji. On także potrzebuje pomocy i, chociaż nikt nie zamknął go w zimnej celi, on także nie jest w stanie jej otrzymać.

Historia tytułowego bohatera nabiera więc wymiaru uniwersalnego. Tym, co go definiuje, nie jest fascynacja latającymi stworzeniami. Ptaśkiem może być każdy z nas i trudno określić, czy to bardziej gorzka refleksja nad kondycją społeczeństwa, czy też bardziej optymistyczne przypomnienie, że zagubić może się każdy, a w grupie odnaleźć się łatwiej. Wieńczące cały film, wypowiedziane przez Ptaśka „What?” nie odpowiada na to pytanie, ale z pewnością ułatwia zajęcie własnego stanowiska.

Zobacz również: „1983” – Niespełnione polskie ambicje – Recenzja

Ale co takiego dokładnie stało się pomiędzy (chronologicznie) pierwszą i drugą częścią filmu? Odpowiedź jest prosta – wojna w Wietnamie. Alan Parker zmienił tutaj książkową wizję Williama Whartona (który to swoich bohaterów wysłał, w ramach jednego z wielu autobiograficznych wątków swojej twórczości, na drugą wojnę światową), co pociągnęło za sobą dwie istotne, pozornie sprzeczne rzeczy: spostrzeżenie, że groza wojny ma wymiar uniwersalny oraz krytykę amerykańskich działań zbrojnych na Półwyspie Indochińskim. Ptasiek przybiera więc także formę antywojennego manifestu. Można powiedzieć, że w takim przypadku jest to film spóźniony, ponieważ w momencie jego premiery mijało już dziewięć lat od zakończenia walk, ale byłoby to stwierdzenie błędne.

Film Parkera skupia się na skutkach wojny, na sytuacji żołnierzy po powrocie do kraju, ich problemach natury fizycznej oraz psychicznej, z którymi będą musieli sobie radzić do końca życia i, wreszcie, ich niemożności normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Horror wojny nie kończy się wraz z ostatnim wystrzałem, a podpisanie traktatu pokojowego nie rozwiązuje wszystkich problemów.

Ale wszystko to byłoby niczym, gdyby niewidzialna ręka reżyserii nie trzymała tego w ryzach od pierwszej do ostatniej sceny. Alan Parker bezbłędnie radzi sobie z poszatkowaną narracją i nie traktuje jej tylko jako efekciarskiego zabiegu. Wszystkie te retrospekcje są na swoim miejscu – doskonale uzupełniają portrety psychologiczne bohaterów i oddziałują ze sobą nawzajem. Nawet pozornie nieistotny motyw muzyczny zyskuje tutaj na znaczeniu dzięki ponownemu użyciu w odpowiednim momencie – zresztą na resztę ścieżki dźwiękowej także nie sposób narzekać. Muzyka autorstwa Petera Gabriela (który w latach 80. nieraz akompaniował zagubionym bohaterom, vide: Ostatnie kuszenie Chrystusa) tworzy w duecie ze zdjęciami Michaela Seresina, stałego współpracownika Parkera, iście monumentalną całość, która chęć do latania wzbudzi nawet w tych, którzy twardo stąpają po ziemi.

Zobacz również: Polska Nowa Fala – Czy polskie kino wstaje z kolan?

No właśnie. Aż samemu chciałoby się polecieć. Bo Ptasiek to więcej niż po prostu film antywojenny i więcej niż po prostu kino inicjacyjne. To przeżycie intymne i indywidualne dla każdego z osobna. Nie ma co się rozpisywać – najlepiej obejrzeć samemu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.