Klasyka z Filmawką – "Rashomon"

Klasyka z Filmawką – „Rashōmon” Akiry Kurosawy

Niedawno obchodziliśmy żałobę z powodu śmierci nieodżałowanego Shinobu Hashimoto, 100-letniego japońskiego scenarzysty m.in. Siedmiu samurajów czy Harakiri. Często współpracował z Akirą Kurosawą, co przyniosło mu światowe uznanie. Z szacunku dla niego postanowiliśmy poświęcić ten odcinek Klasyki jego pierwszemu projektowi, zrealizowanemu na podstawie opowiadania Ryûnosuke AkutagawyRashōmon.

Film okazał się punktem przełomowym nie tylko w karierze Kurosawy, ale też całej kinematografii japońskiej. Po zdobyciu Złotego Lwa na festiwalu we Wenecji w 1951 r. oraz Nagrody Specjalnej na ceremonii Oscarów w roku następnym, zachodnia kultura otworzyła się na filmy z Kraju Kwitnącej Wiśni. Zaczęto eksplorować i poznawać takich twórców jak Kenji Mizoguchi, Yasujirô Ozu czy później Masaki Kobayashi. Sam Rashōmon nie spotkał się jednak z przychylnymi recenzjami w kraju. Dziś uważany jest za jeden z najlepszych obrazów w dziejach, a ukuty przez twórców sposób narracji odcisnął piętno na formie kinowego opowiadania historii. Poza sferą sztuki, w psychologii powstał nawet termin „efekt Rashomon”. Skąd to uznanie?

Klasyka z Filmawką – "Rashomon"
Kadr z filmu „Rashomon”.

Drwal i mnich chowają się przed ulewnym deszczem w bramach Rashōmon. Są wstrząśnięci. Dołącza do nich drobny złodziej, któremu postanawiają opowiedzieć, co jest powodem ich trwogi. Oto samuraj Takehiro wraz z żoną, gustowną Masako podróżowali przez las. Nagle napadł na nich Tajômaru (Toshirô Mifune), który zgwałcił kobietę i zabił męża. Ale to tylko jedna z relacji. Widz do końca nie wie, co się stało. Kontradyktywne zeznania bandyty, żony i męża (komunikującego się poprzez medium) nie pozwalają wyprowadzić obiektywnej wersji całości. Kurosawa całkowicie zsubiektywizował historię, pozostawiając widza w niemałej konsternacji i zdenerwowaniu. Wydaje się, że nic nie jest przezroczyste ani jasne. Każda z relacji jakoś sobie przeczy: wg Tajômaru, wojownicy stoczyli honorowy pojedynek, a Masako oddała się jego urokowi. Ta z kolei mówi, że złoczyńca zgwałcił ją i odszedł, a jej mąż tylko patrzył na nią bez słów przywiązany do drzewa. Przywołany przez medium samuraj twierdzi, że po gwałcie żona chciała odejść z bandytą i poprosiła go, żeby zabił jej męża. Tajômaru chciał oddać cudzołożnicę Takehiro, by ten się z nią rozprawił, ta jednak uciekła, a samuraj popełnił samobójstwo.

Zobacz Również: „The Image Book” – Recenzja

Zrelacjonowana zbrodnia wydaje się nad wyraz skomplikowana. Kurosawa przedstawia tutaj niezdolność dojścia do prawdy, strach przed nią i nikczemność człowieka. Tak naprawdę każdy z nich kłamał. Wszystkie trzy historie, zmyślone przez nich, przesiąkały teatralizacją i  widowiskowością. Skamieniały samuraj, który jak demiurg spogląda na żonę; chaotyczny i zezwierzęcony bandyta, posługujący się w walce ekwilibrystycznymi sztuczkami; egzaltowana żona, której koturnowe akty nadawały całości celowej spazmy. Sceptycznie nastawiony do tych zeznań złodziej powątpiewa w prawdziwości historii, którą kapłan nazywa najstraszniejszą zbrodnią, o jakiej słyszał. Ale wszystko okazuje się kłamstwem. Prawdę zna tylko drwal, bezpośredni świadek zdarzeń. Tak więc gdy Takehiro został uwolniony, nie chciał walczyć z bandytą o swoją żonę, którą nazwał ladacznicą. Kobieta zaatakowała obu mężczyzn, wyzywając ich i prowokując do walki, w wyniku której samuraj zginął, a szalony bandyta uciekł w popłochu.

Klasyka z Filmawką – "Rashomon"
Toshiro Mifune w filmie „Rashomon”

Znamienna okazuje się w Rashōmon właśnie ta ostatnia, wydaje się, najbardziej bezstronna relacja. Już bez sztuczności i blichtru aktorstwa. Kiedy kobieta zaczyna bluzgać mężowi i bandycie, widzimy prawdziwy strach w ich oczach. Tajômaru nie jest już efekciarską małpą, jest autentycznie przerażonym człowiekiem. Takehiro nie udaje obojętnego, jest zaniepokojony zachowaniem kobiety. Prawdziwie zła żona po chwili zdaje sobie sprawę, do czego ich namówiła i sama ucieka w płaczu. Kurosawie udało się zrzucić maski i zedrzeć kurtynę spektaklu.

Celowo reżysera zubaża scenerię, ograniczając ją zaledwie do 3 lokalizacji. W lesie rozgrywa się zbrodnia, na placu zeznają świadkowie, a pod Rashōmon bohaterowie dociekają prawdy o całej historii. Wykorzystana zostaje zasada trójdzielności, uniwersalizująca przekaz i deifikująca kanoniczną formę całości. Ale nie chodzi tu tylko o scenerię. W każdym segmencie pojawia się trzech bohaterów: zbrodnia – bandyta, mąż, żona; sąd – bandyta, żona, mąż (medium); bramy miasta – mnich, drwal, złodziej. Wysłuchujemy trzech relacji świadków, z czego każda jest fałszywa. Hashimoto czyni więc z XVI-wiecznej historii kinową parabolę, zgrabnie godząc fabułę z metaliteracką wiązką formalną.

Zobacz Również: Klasyka z Filmawką – „Coś”

Znakomicie spisuje się również sugestia montażu. Zeznania nakręcone zostały w taki sposób, że świadkowie umieszczeni są w ścisłym centrum kadru i wydają się zwracać bezpośrednio do widza. To on jest tu sędzią. To on ma ocenić (czy raczej oszacować) prawdziwość ich historii, jawnie się wykluczających. Tylko drwal, obiektywnie klaryfikujący opowieść, zostaje ujęty w pozycji bocznej. Scena zbrodni jest z kolei zsubiektywizowana przez samych opowiadaczy, ich punkt widzenia i nierzadko uczucia. Film staje się tym samym ikonicznym kompendium narracyjnym, które na lata 50. jest osiągnięciem tak unikatowym, jak innowacyjnym.

Klasyka z Filmawką – "Rashomon"
Kadr z filmu „Rashomon”.

To również kolejna edycja współpracy Akiry KurosawyTakashim ShimurąToshirô Mifune (o wcześniejszych projektach tego trio pisałem tutaj). Aktorski duet okazuje się bezbłędny; ten pierwszy znów przywdziewa płaszcz prawego i sprawiedliwego, i tym razem nosząc ze sobą ukryte przed widzem jarzmo, tajemnicę, której odkrycie zmusi nas do rewizji jego postępowania. Postać Mifune za to wydaje się uobecniać szaleństwo i zapalczywość jego noirowych bohaterów z Pijanego anioła czy Zbłąkanego psa. Jego zezwierzęcenie ma potwierdzać legenda, jakoby reżyser perswadował aktora, by ten zachowywał się jak lew. Pod tymi przykrywkami (dobrodusznością drwala i teatralnego szału bandyty) kryje się prawda, która, jak lamentuje mnich, odbiera mu wiarę w ludzkość.

Zobacz również: „Siedzący Słoń” – recenzja

Ostatecznie jednak Kurosawa nie pozostawia nas w beznadziei. W trakcie opowiadania historii ktoś zostawił przy bramie niemowlę w powijakach. Dalej utrzymywała się ulewa. Złodziej postanowił ukraść pozostawioną przy dziecku biżuterię i uciekł. I kiedy wydawało się, że każdy pozostanie sam sobie, drwal postanowił przygarnąć porzucone niemowlę. Wtedy niebo rozjaśniło się, przestało padać, a bohater odszedł z dzieckiem przez bramy miasta. Jakkolwiek ckliwe i metaforycznie dosłowne wydaje się zakończenie, to audiowizualnie wyraża ono autentyzm i prostoduszność, przywraca wiarę, ukazuje człowieka w bardzo ludzki sposób, jako żywą istotę, która ma szansę się zmienić. Dla wielu kino istnieje właśnie po to, by manifestować tak wzniosłe idee.

Wywrotowiec, dysydent, bukmacher serc, stary człowiek w internecie. Po wypalonej karierze osiadł na prowincji i pisze o filmach. Widywany raz na rok przez listonosza oraz jego psa.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.