Klasyka z Filmawką – „Wesele” Smarzowskiego

Kiedy w roku 2004 ukazał się kinowy debiut Wojtka Smarzowskiego, Polska znajdowała się w, no cóż, nie najlepszym stanie. Na publicznej wokandzie stale obecne były: korupcja, nepotyzm i układy trzymające władze, a powszechna degrengolada polityczna siłą rzeczy skoligacona była z tą społeczną. Tej rzeczywistości niejako naprzeciw wyszło Wesele – tak bezkompromisowo obnażające rodzimą „polskość”, że nawet po czternastu latach trudno odpędzić się od stawianych przez film zarzutów. Bo podejmuje on problemy, które głęboko wpisane są w naszą mentalność, uderzają w narodową tożsamość zbiorowości, która zdaje się od wieków odgrywać ten sam chocholi taniec.

Zobacz również: Złodzieje Rowerów #5 – Analiza „Tajemnic Silver Lake”
Kadr z filmu „Wesele”.

Wiesław Wojnar (Marian Dziędziel), szanowany magnat na podkarpackiej wsi, wyprawia swojej córce ślub. Z jednej strony nie szczędzi grosza, bo „pan Wojnar jest szczodrym człowiekiem” i wesele jest naprawdę pompatyczne, a z drugiej jakoś zwleka z płatnościami za wynajem sali czy zespół, któremu nota bene przewodzi Tymon Tymański. Jednak jest to ten typ imprezy, gdzie „nic nie idzie zgodnie z planem”. A wszystko to uwieczni wynajęty kamerzysta weselny Mateusz (Maciej Stuhr) – były kochanek panny młodej. Swojemu zięciowi Januszowi (Bartłomiej Topa) Wiesław załatwia luksusowe Audi TT. Na przecenie, bo kupuje od szwagra miejscowego księdza. Wojnar ma dodatkowo oddać temu szwagrowi dwa hektary ziemi przy drodze, które należą do jego ojca. W trakcie wesela gospodarz próbuje przekonać dziadka do odstąpienia ziemi, w końcu posyła po notariusza, brata sołtysa. W międzyczasie panna młoda Kasia (Tamara Arciuch) dowiaduje się, że samochód to tak naprawdę warunek Janusza do zawarcia małżeństwa.

Zobacz również: „Dzicy chłopcy” – Recenzja

Obraz Smarzowskiego pełen jest takich wątków, ale widać tu pewną ciekawą tendencję. Rodzinne konotacje, transakcje „po znajomości“ czy wieczna chęć zarobienia czegoś dla siebie. Tutaj nawet ksiądz, który ma być mediatorem między Wojnarem a szwagrem, bierze parę tysięcy na „remont kościoła” – nawet jeśli potem okazuje się, że to wcale nie jest jego szwagier. To chciwość i chytrość napędzają społeczny dyskurs, definiują żądze i pragnienia naszych rodaków. W filmie często mowa o pieniądzach. Wiesław co chwila płaci komuś kafle, i to za najdrobniejsze rzeczy, byle tylko zachować twarz respektowanego szlachcica. Parokrotnie Wojnar zwraca się do kamery i mówi, że pieniądze szczęścia nie dają, ale trzeba je mieć. W kontekście filmu nie funkcjonuje to tylko jako ludowe porzekadło, ale też ironiczny autokomentarz do aktualnych dla bohaterów wydarzeń. Ta niepohamowana żądza pieniądza jeszcze dosadniej wybrzmiewa w Domu złym. Dochodzi tam do klasycznej sprzeczki o podział kasy, co kończy się tragiczną i brutalną zbrodnią.

Kadr z filmu „Wesele”.

Bardzo charakterystyczne jest to, że ciężkość całej historii opiera reżyser na ogólnie pojętej własności. Ten motyw przebija się także w innych filmach Smarzowskiego, m.in. w Róży (gdzie posiadanie poniemieckiej ziemi staje się powodem represji bohaterki) czy Drogówce (protagonista Ryszard Król zaciąga długi, by spełnić swoje marzenie – kupić BMW). Dla polskiego twórcy wydaje się to znakiem czasów, w których żyjemy – ogarniętych konsumpcjonizmem, ślepym kapitalizmem. To na tych brudnych interesach zasadza się władza w naszym kraju. Tzw. demony transformacji dalej nas prześladują i Smarzowski nie omieszka o tym zapominać. Zresztą, te oskarżenia zdają się nie tracić za bardzo na aktualności.

Zobacz również: Camping #23 – „Martwica Mózgu” (1992)

Ponadto Wesele znakomicie stawia pytanie o naturę naszego narodu: bo Polacy to w końcu z chłopa czy z pana? Niby z pana, bo przecież tak się do siebie zwracają, zawzięcie odśpiewują uroczystą Rotę (co z tego że wszyscy mają po 2-3 promile we krwi), manifestując wzniosły patriotyzm, a także wystawiają wykwintne i bogate uczty. Ale piją do nieprzytomności, najlepiej bawią się przy disco polo, a jak przekonuje panna młoda – chłopy tylko czekają, żeby spuścić komuś wpi…dol. Ten dualizm Polaka autor z ochotą wykorzystuje, nie odsądzając może swych współplemieńców od czci i wiary, ale aktywnie ich ganiąc i czasem dość brzydko pokazując palcem. Jest nie tyle moralizatorem, co brutalnym i rubasznym satyrykiem – z tym że w przeciwieństwie do Krasickiego nie jest mu za bardzo do śmiechu.

Kadr z filmu „Wesele”.

Wyrugować trzeba jednak narosły ostatnio mit, swoiste przebudzenie pewnej części widowni, która dostrzega w reżyserze Wesela lepszego Patryka Vegę. Otóż nie, Smarzowski dostrzega jakiś szerszy problem, jest konsekwentny w swoim obskurnym stylu, trzyma wysoki poziom całej obsady, a przede wszystkim – robi to na serio, trochę z powołania i trochę z poczucia autorskiej wizji świata. Ciemnej, groźnej i pesymistycznej – jak przechodzenie z dantejskiego Czyśćca wprost do ostatnich kręgów Piekła.

Zobacz również: „Jak pies z kotem” – Recenzja

Jednym z najciekawszych aspektów Wesela są oczywiście bohaterowie, zagrani przez bardzo dobrą ekipę zebraną przez Smarzola. Z wielu wątków warto wspomnieć o groteskowej historii Eluśki Wojnarowej (Iwona Bielska), która wraz z Gospodynią (Elżbieta Jarosik) gotują dla gości bigos. Kiedy danie okazuje się zatrute, w panice próbują zwinąć je ze stołu i zatuszować dowody przed sanepidem, co w praktyce trwa przez pół nocy. Klakier Wojnara, wujek Mundek (Jerzy Rogalski), to na co dzień poczciwy wiejski weterynarz. Przez całe wesele pozostaje jednak na usługach szefa, załatwiając drobne sprawy, za które oczekuje coraz większej zaplaty.

Do tego dwaj policjanci: Trybus (Andrzej Mastelarz) oraz Styś (Tomasz Sapryk) zatrzymują pijanego Wojnara i chcą zabrać mu auto, ten jednak przekonuje ich znajomością z wujkiem Edkiem (Lech Dyblik), także policjantem, i zaprasza ich na wesele. Szczytem wszystkiego jest jednak niezaprzeczalnie występ Arkadiusza Jakubika w roli notariusza, którego protagonista potrzebuje do przepisania ziemi dziadka. Przedstawia on wręcz całkowity upadek klasy urzędniczej, która najpierw mówi: „nie da się zrobić”, a następnie, po dwixh głębszych, podaje swój cennik. Poza tym, brawurowy Jakubik błyszczy humorem i frywolnością, znakomicie balansując między comic reliefem a kluczem do rozwiązania fabuły. Odkrycie tego aktora do dziś pozostaje jednym z najważniejszych osiągnięć Smarzowskiego.

Kadr z filmu „Wesele”.
Zobacz również: Kulturawka #8 – Ciała skolonizowane w twórczości Lucrecii Martel

Wesele jest zatem pamfletem, nawiązaniem otwartego i nieczystego dialogu z oryginałem Wyspiańskiego. Młodopolski twórca pisał o ukrytych przywarach, które były stale wypierane przez Polaków, współczesny reżyser robi coś całkiem podobnego. Obaj nie pozostają przy tym w swych rozważaniach łaskawi, uderzając rodaków ile wlezie, bo przecież ci szczerze na to zasłużyli. W filmowej reinterpretacji nie ma wezwania do walki o niepodległość – tę niepodległość już mamy i tego nikt nie kontestuje. Ale jak pokazuje los postaci Dziędziela, trzeba utrzymać jej stabilność, nie dać ponieść się szaleństwu, chciwości i egoistycznej obłudzie. Wesele może nie być zupełnym strzałem w dziesiątkę, lecz jest czymś dosadniejszym. Jest strzałem w potylicę.

Wywrotowiec, dysydent, bukmacher serc, stary człowiek w internecie. Po wypalonej karierze osiadł na prowincji i pisze o filmach. Widywany raz na rok przez listonosza oraz jego psa.


2 thoughts on “Klasyka z Filmawką – „Wesele” Smarzowskiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.