„Kształt Wody” – Recenzja

Rzadko zdarza się, żeby ludzie w Polsce tak bardzo czekali na laureata Złotego Lwa w Wenecji. Choć – najprawdopodobniej – do wzrostu zainteresowania „Kształtem Wody” przyczyniło się 13 nominacji do Oscarów. Trzeba więc było zanurzyć się w podwodnej krainie i zobaczyć co tym razem przygotował Del Toro.

Film opowiada historię Elisy Esposito (wybitna w każdym calu Sally Hawkins), niemej sprzątaczki w tajemniczym laboratorium rządowym. Pewnego dnia jako obiekt badań do celi trafia człowiek-ryba, w którym jak na prawdziwą baśń przystało główna bohaterka się zakochuje. Del Toro nie kryje przy tym, że jego opowieść to baśń, w większości zero – jedynkowa, w której to postacie są albo dobre, albo złe.

Niema Sally Hawkins świetnie buduje swoją mimiką relację z otoczeniem, momentami zbliżając się do poziomu Chaplina i Lloyda. Szczególnie pasjonująco wypada tutaj relacja z sąsiadem i przyjacielem Gilesem (świetny Richard Jenkins), artystą grafikiem, który szuka miłości. Sceny z nim to także ukłon dla sławnego kina, dla legendarnej ery musicali. Problem pojawia się przy Zeldzie, koleżance z pracy, czy Richardzie Stricklandzie, złym szefie ochrony. Zarówno Octavia Spencer jak i Michael Shanon odtwarzają postacie, które w ich wykonaniu już wielokrotnie widzieliśmy.

Cichym bohaterem filmu jest ścieżka dźwiękowa, stworzona przez Alexandra Desplat. Pięknie wypełnia pustkę dialogową, zapada w pamięć, świetnie współgra z delikatnością Hawkins. Piękne są również zdjęcia, zdjęcia które mogą pozbawić Deakinsa Oscara za „Blade Runnera 2049”.

Największą bolączką jak i zwycięstwem filmu jest sam Del Toro. Z jednej strony bez jego wizji nie byłoby tak pięknej baśni dla dorosłych, z drugiej przez to, że sam chce pisać swoje scenariusze, „Kształt Wody” to tylko baśń dla dorosłych. Piękna historia, z jeszcze lepszymi obrazkami, ale taka, którą przeczytamy raz, odłożymy na półkę i zapomnimy. Bo „Kształt Wody” nie jest tak rewolucyjny jak „Labirynt Fauna”. Nie ma tak dobrze napisanej relacji.

Trudno jednak karać całkowicie „Kształt Wody” za to, że jest tylko baśnią, bo w swojej niszy nie ma sobie równych. W każdym kadrze widać miłość Del Toro do kina i jak często sam powtarza odbierając nagrody za reżyserię, „Miłość do demonów w swojej głowie”. Bo jednego jestem pewien – z takimi demonami jak on, nie mierzy się żaden inny współczesny reżyser.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.