Bird Box Nie otwieraj oczu

„Nie otwieraj oczu” [Bird Box] – Recenzja

W internecie ostatnio dużo ptaszki ćwierkają o Nie otwieraj oczu. Film Susanne Bier, bazujący na książce o tym samym tytule, zgromadził już 45 milionów widzów według danych Netflixa, a to oznacza, że na tej platformie streamingowej jest najczęściej oglądanym filmem w historii. I to zaledwie w przeciągu niecałych dwóch tygodni. Dziwnym zjawiskiem jest dla mnie geneza tej popularności, gdyż ani oceny krytyków, ani oceny społeczności nie są wysokie i nie wskazują na nic więcej niż zaledwie przyjemny seans. I nawet gwiazdorska obsada w postaci Sandry Bullock, Johna MalkovichaMachine Gun Kelly’ego nie tłumaczy do końca tego fenomenu.

Nie otwieraj oczu” zaczyna się od przygotowania Mallory (Sandra Bullock) i jej dzieci do przeprawy przez rzekę. Skok chronologiczny wstecz, mamy rozmowę ciężarnej jeszcze Mallory z Jessicą, jej siostrą. Następnie nasza uwaga zwrócona jest na reportaż w telewizji, ulubioną metodę ekspozycji filmów katastroficznych. W Eurazji szaleje epidemia samobójstw, która całe szczęście nie trafiła jeszcze do Ameryki, ale władze nalegają na szczególną ostrożność.

Zobacz również: „Czarne lustro: Bandersnatch” – Recenzja

Mallory z siostrą jadą do szpitala na rutynowe badania w sprawie jej ciąży, a w drodze powrotnej, na amerykańskiej ziemi, rozpętuje się przepowiedziane przez reportaż piekło. Widząc bliżej niezidentyfikowane „coś”, Jessica rozbija auto i popełnia samobójstwo rzucając się pod nadjeżdżającą ciężarówkę. Mallory próbuje ratować żona Douglasa, która w tej felernej próbie traci swoje własne życie, o czym Douglas (John Malkovich) nie pozwoli nam zapomnieć do końca filmu. Ostatecznie wybawcą okazuje się Tom (Trevante Rhodes), który razem z Mallory dołącza do wesołej ekipy bunkrującej się w domu Grega, homoseksualnego architekta.

Bird Box Nie Otwieraj Oczu
fot. kadr z filmu „Nie otwieraj oczu”

Zewsząd słychać dużo porównań do Cichego miejsca, ale moim zdaniem nie są one zbyt trafne. Ciche miejsce budowało klimat widocznym przeciwnikiem, niepokojącą ciszą i minimalną ilością interakcji między bohaterami. W Nie otwieraj oczu wrzuceni jesteśmy w grupę osób, w której każdy ma inne przekonania, przeszłość, charakter. Subtelność tej ekspozycji jest zerowa – aby wyraźnie przypiąć łatkę narkomana, Felix (Machine Gun Kelly) musi na naszych oczach zażywać narkotyki, a zarysowanie Douglasa jako nieufnego konserwatysty i zwolennika prezydenta Trumpa musi wybrzmieć słowami „making (…) great again”, teoriami o ataku chemicznym ze strony Korei Północnej i ogólną wrogością do kogokolwiek.

Nieznane jest nam także zagrożenie – wiemy, że wystarczy na nie spojrzeć, by już myśleć o samobójstwie. Nie dotyczy to jednak wszystkich, gdyż istnieją grupy ludzi, którzy zaczynają służyć tej złej mocy. Jest wprawdzie zasugerowane, iż chodzi o bliżej niezidentyfikowane demony, a jeden z bohaterów, Gary, maniakalnie rysuje ich podobizny, ale tak naprawdę sam autor książki nie ma pojęcia, czym jest to zagrożenie. Paradoksalnie mógł być to atut filmu, ale przez próby ucieleśnienia demona (czy też demonów) w scenariuszu poprzez podobizny czy cień, kiedy „to” nadchodzi, zostało to zupełnie zaprzepaszczone.

Zobacz również: Kulturawka #10 – Dyskretny urok Berlusconiego

Angielski tytuł, Bird Box, sugeruje również istotną rolę ptaków w całym tym zamieszaniu. Ptaki potrafią wszakże wyczuć nadchodzące demony i zaalarmować o tym ludzi, czego postacie absolutnie nie wykorzystują i zachowują się, jakby nie mieli przy sobie klatki z alarmem przeciwdemonowym, przez co cała symbolika ptaków również kuleje, a na całość patrzy się jak na miszmasz zmarnowanych potencjałów.

Głównym motorem napędowym fabuły jest, niestety, głupota bohaterów. Jakkolwiek trywialne i irytujące takie zachowania nie są, działają. Działają, bo wypełniają dwugodzinną przestrzeń i sprawiają, że cały czas coś się dzieje na ekranie. Sukcesywnie usuwa się kolejnych bohaterów w coraz to dziwniejsze sposoby, tworzy absurdalny pięcioletni skok wprzód, aby w końcu trafić do sytuacji z początku gdzie Mallory zostaje sama ze swoimi, jak się okazuje, nienazwanymi dziećmi. Jednakże ten format wydaje się repetetywny i dość nudny, nie trzyma w żaden sposób w napięciu, a wszystkiego można byłoby uniknąć po prostu skracając czas trwania produkcji.

Bird Box Nie otwieraj oczu
fot. kadr z filmu „Nie otwieraj oczu”

Dużym minusem okazało się oparcie ciężaru filmu na Sandrze Bullock. Z przykrością muszę stwierdzić, że to jedna z jej gorszych ról – jej interpretacja Mallory jest niewyraźna, niekonsekwentna, losowo moduluje głos. Zdecydowanie więcej oczekiwałem po tak uznanej aktorce. Całe szczęście aktorzy drugo i trzecioplanowi wypadają lepiej, chociaż nigdy nie rozwijają w pełni swoich skrzydeł. Na wyróżnienie w Nie otwieraj oczu zasługują również pojedyncze rozwiązana fabularne i sceny, a także muzyka autorstwa Trenta Reznora Atticusa Rossa.

Zobacz również: Odkrycia Roku – Podsumowanie Roku 2018 #1

Nie otwieraj oczu nie dorosło do miana legendy, którą zostało ostatnimi czasy we wszelkich mediach i jakość produkcji na pewno nie usprawiedliwia ogromnego boomu popularności, który wytworzył się wokół niej. Ot, kolejna produkcja Netflixa bazowana na adaptowanym scenariuszu, po której powinno się oczekiwać zupełnie tego samego poziomu, co po większości netfliksowych filmów.


2.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.