Nieposłuszne

„Nieposłuszne” – Romans z Rachel McAdams i Rachel Weisz – Recenzja

Po niespodziewanej dla wielu nagrodzie Akademii za najlepszy film nieanglojęzyczny dla Fantastycznej kobiety oczekiwania związane z anglojęzycznym debiutem Sebastiana Lelio znacząco wzrosły. Oto ze świata Chilijskiego arthouse’u trafił do Hollywood i tworzy produkcję z dwiema słynnymi Rachel w rolach głównych, dodatkowo opartą o świetnie przyjętą krytycznie powieść. Na szczęście pierwszy krok utalentowanego reżysera w amerykańskim przemyśle filmowym nie stanowi wolty w jego własnym emploi. W zasadzie, Nieposłuszne opierają się o znany miłośnikom reżysera motyw – kobiet, które są odrzucane przez społeczeństwo, ale nie mają innego wyboru, niż stawić mu czoła.

Tytułowymi nieposłusznymi są żyjąca w Nowym Jorku Ronit (Rachel Weisz) oraz Londynka Esti (Rachel McAdams). Obie są żydówkami wychowanymi w tej samej ortodoksyjnej społeczności. Kiedy Ronit otrzymuje wiadomość o śmierci jej ojca będącego również Rabbim-przewodnikiem dla ich zgromadzenia decyduje się wrócić do ojczyzny, z której przed wieloma laty uciekła. Powrót jednak nie jest prosty – rodzinie i znajomym wciąż ciężko jest zaakceptować styl życia kobiety. Nie potrafią zrozumieć, że nie chce mieć męża, dzieci, kieruje się feministycznymi, progresywnymi zasadami. Najgorsze w tej całej sytuacji jest jednak to, że Rachel musi skonfrontować się z Esti, z którą niegdyś łączyła ją szczególna więź…

Nieposłuszne

W centrum filmu Lelio znajduje się stary jak świat motyw zakazanej miłości. Naprzeciw uczuciu bohaterek nie stają jednak wściekli rodzice lub pojedynki rodowe, lecz wiara i przyjęte wraz z nią konwenanse. W świecie Esti nie ma miejsca dla kobiety odnoszącej sukcesy zawodowe – sama w pewnym momencie słyszy, że uczone przez nią w szkole dziewczynki są przygotowywane do wypluwania dzieci. Sama bohaterka przez większość seansu widoczna jest z peruką przykrywającą jej naturalne włosy – symbolem zniewolenia jej przez opresywny patriarchalny system panujący w ortodoksyjnej żydowskiej społeczności. Stanowi to również metaforę Esti wypierającej się swojej prawdziwej orientacji i miłości. Najlepiej obrazuje to kontrast między dwiema scenami seksu – pierwszej odbywającej się natychmiastowo, zachowawczo, bez gry wstępnej, oraz drugiej – niezwykle erotycznej, zmysłowej, nakręconej z wyczuciem i pasją.

Zobacz również: Sorry Angel – Recenzja

Również Ronit przeżywa przeżywa ciężkie chwile. Jako jedyna osoba wyraźnie zdystansowana od religii dostarcza widzowi punkt odniesienia i pomaga mu wejść w ową ortodoksyjną społeczność. Wraca chcąc upamiętnić ojca, z którym nie widziała się od paru dobrych lat. Wszyscy inni jednak są tu, by pożegnać wielkiego znawcę Tory i człowieka wiary. Tylko chce upamiętnić człowieka. Ten dysonans w postrzeganiu Rabbiego buduje silny konflikt wewnętrzny, który od początku męczy Ronit. Zżerają ją wyrzuty sumienia, bo nie była ze swoim ojcem w jego ostatnich momentach. Jest pełna goryczy i mimo tego, że jest znaną artystką, wyraźny jest brak spełnienia w jej egzystencji. Wiedzie nowoczesne życie w Stanach, ale nie jest w stanie zerwać łączących ją z ojczyzną więzów.

Nieposłuszne

Doskonały popis aktorski w wykonaniu Weisz McAdams to zdecydowanie największa zaleta filmu Sebastiana Lelio. Każda kreuje zupełnie inną postać, które jednak wzajemnie się uzupełniają. Już w momencie, gdy Esti pojawia się pierwszy raz na ekranie można wyczuć napięcie między kobietami. Z każdym ich kolejnym spotkaniem atmosfera gęstnieje, a w paru intensywnie romantycznych chwilach, mimo całego chłodu na ekranie, od bijącej z bohaterek pasji może się zrobić duszno. Obie aktorki odnalazły się w swoich rolach perfekcyjnie i nie byłby to dla mnie zdziwieniem, gdyby znalazły się na listach faworytek do otrzymania oscarowych nominacji. Nic złego nie mogę również powiedzieć o Alessandro Nivoli, który wcielając się w męża Esti wykonał kawał dobrej roboty. Podobnie jak kobiety targają nim wątpliwości. Mimo swojej wiary i miłości do zmarłego Rabbiego nie wie, czy jest w stanie objąć rolę jego sukcesora. Jego przemowa w końcówce stanowi kluczowy moment dla całego filmu i nakreśla również intencje reżysera. Spokojnie mógłby być to bardzo melodramatyczny i kiczowaty moment, lecz dzięki świetnej pracy aktora scena ma odpowiedni wydźwięk.

Nieposłuszne

Nieposłuszne, mimo fantastycznych kreacji aktorskich, mają niestety spore problemy w samej warstwie fabularnej. Romans w centrum jest silny, ale wszystkie inne wątki wydają się nieodpowiednio rozwinięte. Reżyser spędza dużo czasu na budowaniu warstw konfliktu między Ronit a członkami społeczności, ale jedyny głos jaki im daje, to krytyka i potępienie zachowań kobiety. W filmie, który stara się powiedzieć coś o wpływie religii na postrzeganie samego siebie i ludzką wolność jest tu zdecydowanie za wiele klisz i oczywistych mechanizmów fabularnych. Kiedy w końcu pojawia się jakiś głos zrozumienia, to służy on reżyserowi za podstawę do wieńczącej film banalnej konkluzji. Samo zakończenie przez to bardzo cierpi, bo jest bardzo schematyczne i przewidywalne. Nie znam książkowego oryginału, ale oczekiwałbym jednak czegoś ciekawszego od filmu, którego protagonistki są tak oryginalnymi postaciami.

Zobacz również: Dogman – Recenzja

Nieposłuszne są więc dziełem udanym, lecz niespełnionym. Oglądanie Rachel McAdamsWeisz to sama przyjemność, ale niektóre wybory fabularne skutecznie uniemożliwiają widzowi pełne zaangażowanie się w ten seans. Myślę jednak, że nie jest to powód, żeby spisywać Chilijczyka na straty. Pokazał, że potrafi świetnie pokierować aktorami i stworzyć film atrakcyjny audiowizualnie. Trzymam kciuki, żeby zszedł z bezpiecznej, znanej mu ścieżki i spróbował odnaleźć się w jakiejś innej tematyce. Amerykańskie kino potrzebuje takich czułych i płodnych reżyserów.

3/5

Fascynat koreańskiej nowej fali, o której może rozmawiać godzinami. Nie rozumie współczesnej fascynacji „Rejsem”. Płakał na dwóch filmach – „To wspaniałe życie” i „Coco”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.