Nowo Horyzontowe TOP 10

Nowe Horyzonty już dawno za nami, więc nadszedł czas końcowych podsumowań. Na wstępie pragniemy szybko wyjaśnić zasady, na jakich film mógł być brany pod uwagę przy tworzeniu TOPu. Po pierwsze – co oczywiste – musiał być ona pokazywany na festiwalu Nowe Horyzonty. Po drugie, musiało go obejrzeć przynajmniej trzech redaktorów – stąd perły takie jak Gwiazdka Lurfa, czy Noc pożera świat w zestawieniu się nie znalazły. Po trzecie nie braliśmy pod uwagę filmów krótkometrażowych, retrospektyw, oraz sekcji „Sezon” (najgłośniejsze premiery ostatniego roku). Skoro wszystko jasne, można zaczynać odliczanie!


10.Trzy Twarze” – Polska premiera nie została jeszcze ogłoszona

Kadr z filmu „Trzy Twarze”

Jafar Panahi po raz kolejny tworzy „pseudodokument”, w którym obsadza siebie i irańską aktorkę w roli ich samych. Otrzymane przez nich drastyczne nagranie nastolatki, która popełnia samobójstwo stanowi oś fabularną filmu i jednocześnie pretekst do pokazania widzowi wiejskich obszarów Iranu. To, co stanowi o lekkości obrazu to czarny humor wplatany do produkcji na każdym kroku. Słynny już chociażby jest dialog na temat napletka i jego roli w kształtowaniu drogi życiowej mężczyzny.
Na uwagę należy też ciekawa kreacja postaci samego Panahiego. Aktor-Reżyser z jednej strony bierze udział w większości wydarzeń, z drugiej strony jego rola sprowadza się do kierowania pojazdem i obserwacji. Nie ingeruje nigdy bezpośrednio w akcje ani decyzje bohaterów, co stawia jego postać gdzieś w pobliżu baśniowych mędrców. Trzy twarze to jednak przede wszystkim inteligentny i zabawny porter irańskiej wsi, połączony z niebanalną historią i kilkoma subtelnymi komentarzami politycznymi. (Andrzej Badek)

Zobacz również: Trzy Twarze – Recenzja

9.Lato” – Polska premiera 31 sierpnia

Kadr z filmu "Lato"
Kadr z filmu „Lato”

Głównym powodem, dla którego najnowszy film Sieriebriennikowa nie powinien mieć problemu z dobrym przyjęciem w naszym rodzimym kraju jest fakt, że akcja Lata równie dobrze mogłaby dziać się w Polsce. Wszak to nie tylko, mimo wszystko uniwersalna, opowieść o miłości, przyjaźni i (nie)spełnionych ambicjach, ale przede wszystkim portret społeczeństwa zafascynowanego muzycznym Zachodem, ludzi koczujących w oczekiwaniu na najnowsze nagrania swojego ulubionego zespołu, przepisujących teksty ze słuchu do specjalnych zeszytów, czerpiących energię z przeciskającego się przez żelazną kurtynę punku, cytujących Blondie, a w chwilach smutku podśpiewujących razem z Lou Reedem. Ogromna dawka nostalgii prowokująca wyrzuty sumienia, że przyszło nam żyć w czasach Spotify, GeniusaTaco Hemingwaya podszyta teledyskowością, umiejętnym łamaniem czwartej ściany, niespożytą energią i niebanalną estetycznie formą, która nawet jeżeli trochę za bardzo kreuje się na zachodnią modłę, to i tak nie zatraca wschodniego ducha. (Michał Piechowski)

Zobacz również: „Lato” – Recenzja

8.Shoplifters” – Polska premiera na jesień (dokładnej daty nie podano)

Kadr z filmu „Shoplifters”

Laureata tegorocznej złotej palmy w Cannes praktycznie przedstawiać nie trzeba – Hirokazu Koreeda znów powrócił do tematu, w którym czuje się najlepiej – ukazał ludzki, rodzinny dramat w stonowany, a momentami nawet ciepły sposób. Reżyserowi opowieść o biednej rodzinie, która pewnego dnia przygarnia do swojego domu przemarzniętą dziewczynkę, mimo iż sami są zmuszeni okradać sklepy by przetrwać, posłuży by wystawić na próbę łączące ludzi więzi. Japończyk bardzo często porównuje swoje filmy do dzieł Kena Loacha – w istocie, bardzo łatwo odnaleźć u niego ten charakterystyczny realizm. Przede wszystkim jednak siła reżysera tkwi w przenoszeniu ciężaru swoich opowieści – widz w trakcie seansu będzie poddawany moralnym próbom, zastanawiając się nad losem pokazywanych mu postaci. Jest bowiem bardzo łatwo zbagatelizować przestępstwa, czy złe uczynki, widząc obrazy szczęśliwej rodziny, która czerpie z nich korzyści. Japończyk zadba jednak o to, żeby wyrobiona przez widza opinia miała szansę zmienić się podczas seansu parokrotnie, tak aby na końcu nie była podsuniętą przez reżysera myślą, czy morałem. Dziękuje panie Koreeda za darzenie widza najwyższym szacunkiem. I za otwieranie serduszka na nieliczne ciepłe momenty w otaczającym zimnym świecie. (Szymon Pietrzak)


7.Płomienie” – Polska premiera 28 grudnia

Kadr z filmu „Płomienie”

Najnowsze dzieło wybitnego koreańskiego reżysera to pierwsza w jego karierze produkcja oparta o materiał literacki. Docenione przez krytyków na festiwalu w Cannes Płomienie są jednak czymś więcej, niż grzeczną ekranizacją. Czerpiąc pełnymi garściami z opowiadania Murakamiego Lee stworzył jeden z najbardziej przejmujących obrazów społeczeństwa ery postmodernizmu. W przeciągu 150 minut ukazuje ponure życie współczesnej koreańskiej młodzieży – pozbawionej ambicji, tożsamości, zmuszonej do walki o przeciętna robotę, w której pracodawcę bardziej niż twoje nazwisko obchodzi to, czy jesteś w stanie pracować po godzinach. Świat wypełniony Gatsbymi, którzy nudę dnia powszedniego zabijają dyskutując na temat wyższości genów lub spalając szklarnie.
Lee słynie ze swojego poetyckiego stylu, który w Płomieniach, podobnie jak w Miętowym Cukierku, doskonale łączy z wnikliwymi obserwacjami koreańskiej codzienności. W tym wydaniu jego ojczyzna jawi się jako państwo rozbite, gdzie starszyzna, która powinna nauczać młodych jest zbyt zajęta swoimi wojenkami, a pozbawiona autorytetu młodzież trwoni dni, jakby w kolektywnym oczekiwaniu na apokalipsę. Płomienie to wybitny melancholijny dramat, wstrząsający thriller i emocjonujący kryminał. Film wypełniony symbolami oraz scenami, których niewymuszone piękno jest w stanie dogłębnie poruszyć każdego wymagającego widza. (Wiktor Małolepszy)


5.Skate Kitchen” (ex aequo) – Polska premiera nie została jeszcze ogłoszona

Kadr z filmu „Skate Kitchen”

Nie ma kadru w którym Skate Kitchen nie krzyczy „Sundance”. Jednak nie dajcie się zwieść temu wrażeniu, to coś więcej niż lekka amerykańska produkcja. Skate Kitchen w znakomity sposób wprowadza nas, widzów do skate’owego światka – pokazując nam dwie grupy. Jedną, w której pierwsze skrzypce grają nastoletnie dziewczyny i drugą w której rządzi płeć męska. Dawno nie widziałam produkcji, która tak subtelnie i delikatnie naznaczyła ten kontrast. To film dla każdego i w którym prawdopodobnie odnajdzie się każdy. Choć trochę. (Maja Głogowska)

Zobacz również: „Skate Kitchen” – Recenzja

5.Jeszcze Dzień Życia” (ex aequo) – Polska premiera 2 listopada

Kadr z filmu „Jeszcze Dzień Życia”

Nie spodziewałem się, że na festiwalu Nowe Horyzonty będę miał szansę zobaczyć najbardziej wciągający film superbohaterski w tym roku. Jednak tak się stało. Bez wątpienie Jeszcze Dzień Życia to jedna z najpiękniejszych, jeśli nie najpiękniejsza wizualnie produkcja ze wszystkich na liście. Perfekcyjnie oddany klimat książki Ryszarda Kapuścińskiego, wciskająca w fotel narracja, a dodatkowo świetne przebitki dokumentalne, powodują, że dzieło (bo jest to dzieło sztuki) Damiana NenowaRaula de la Fuente wchodzą na poziom z plakietką „wybitność”. I ze względu na bliską memu sercu tematykę, bardzo mnie to cieszy. (Maciej Kędziora)

Zobacz Również: „Jeszcze Dzień Życia” – Recenzja

4.Sny Wędrownych Ptaków” -Polska premiera nie została jeszcze ogłoszona

Kadr z filmu „Sny wędrownych ptaków”.

Ciro Guerra to prawdziwy czarodziej. Nie tak dawno temu zachwycił mnie swoim filmem W objęciach węża, który luźno bazował na Jądrze ciemności, żeby teraz olśnić mnie pięknem dzikiej Kolumbii. Sny wędrownych ptaków stanowią doskonały wstęp do serialu Narcos, ukazując sposób tworzenia narkotykowych rodzin, ale jest czymś dużo więcej. To wspaniała historia o ludzkich wyborach i ich konsekwencjach, podzielona na kilka rozdziałów, serwujących nam zarówno komedię, dramat, jak i elementy kina wojennego. Nawet jakby pozostałe były bez znaczenia, film obroniłby się swoimi kadrami z kolorowymi ludźmi, bajecznymi lasami i złotymi pustyniami. Takiego filmu po prostu szkoda nie obejrzeć. (Andrzej Badek)

Zobacz Również: „Sny Wędrownych Ptaków” – Recenzja

3.Siedzący Słoń” – Polska premiera nie została jeszcze ogłoszona

kadr z filmu "Siedzący słoń"
Kadr z filmu „Siedzący słoń”

Niemalże czterogodzinna historia, której puentę każdy znał już przed seansem. Widmo tragicznej śmierci Hu Bo ciąży nad jego pełnometrażowym debiutem, a z każdej sceny wylewa się bezsilność wobec otaczającego świata i postępujące rozgoryczenie. Okoliczności pomogą Siedzącemu słoniowi zapisać się w historii kina, ale nawet bez poradziłby on sobie z tym znakomicie. Poprowadzona w ciągu jednego dnia akcja splata ze sobą losy grupy bohaterów w różnym wieku i chociaż razi momentami zbytnią i zbyteczną dosłownością, portretuje ich z niesamowitą subtelnością i empatią. W tym burzliwym konflikcie pokoleń młodość wciąż jeszcze chce walczyć o lepsze jutro, ale starość ma już na to gotową ripostę – zmienia się co najwyżej nasze podejście do świata, on sam raczej nie. (Michał Piechowski)

Zobacz również: „Siedzący Słoń” – Recenzja

2.Climax” – Polska premiera 9 listopada

"Climax" – Recenzja
Kadr z filmu „Climax”

Postkoitalne piekło w rytmie buzujących syntetyzatorów. Tancerze. Impreza. Winyle. Sangria. Dziewczyny. Cekinowa flaga Francji i artystyczna, półtoragodzinna improwizacja. Zwycięzca prestiżowej kategorii Directors’ Fortnight na festiwalu w Cannes i zdobywca naszych dusz na Nowych Horyzontach. W neonowej chromatyce i z zzaramienną kamerą prowadzeni jesteśmy przez Styks, dzięki podtrutym LSD drinkom wkraczamy w najgorszego tripa, o jakim baliśmy się śnić, prosto do bram Hadesu. Diabelska choreografia, której wtóruje Sofia Boutella, nie daje nam chwili wytchnienia, cały czas jesteśmy targani to przez tętniący dragami parkiet, to przez poczerwienione i mroczne korytarze, to tu, to tam rozgrywaja się dantejskie sceny, których graficzność szkoda opisywać. Jednocześnie, złożony zostaje hołd kinu – od Friedkina i Kobayashiego do Fassbindera i Żuławskiego – dzięki artystycznym referencjom i charakterystycznym gestom, przefiltrowanym przez Argentyńczyka w jeszcze potworniejszy koszmar. Niestety,dla reżysera będzie to chyba najbardziej mainstreamowa i najcieplej przyjęta produkcja. I dementujemy plotki: Gaspar Noe nie zatrudnił nas do promowania tego filmu – Climax jest naprawdę aż tak dobry. (Kamil Walczak)

Zobacz Również: „Climax” – Recenzja

1.Tajemnice Silver Lake” – Polska premiera 21 września

Tajemnice Silver Lake
Kadr z filmu „Tajemnice Silver Lake”

O nowym filmie Davida Roberta Mitchella zrobiło się naprawdę głośno, kiedy zaledwie jako trzeci film niezależnego amerykańskiego reżysera znalazł się wśród produkcji walczących o Złotą Palmę na tegorocznym festiwalu w Cannes. Tajemnice Silver Lake, jak wiele wielkich filmów przed nimi, zebrały mieszane opinie – krytycy zarzucali, że względnie młody Mitchell rzucił się na zbyt głęboką wodę swoją prawie 150-minutową, zakręconą zdaje się od niechcenia, ale jednocześnie wielowątkową i spójną diagnozą współczesnego zeitgeistu.

Każdemu, kto jednak w jakimś stopniu ceni popkulturę jako zjawisko, Mitchell będzie się wydawał odpierać wszystkie wymierzone w niego krytyczne ciosy. W bardzo samoświadomych W Tajemnicach… neo-noirowe hołdy dla Hitchcocka wylewają się początkowo z ekranu oraz głośników strumieniami, aby stopniowo przejść w spiskowego, onirycznego tripa w poszukiwaniu… prawdy? Jakie ma to znaczenie, kiedy wędrówka jest tak satysfakcjonująca?

Ciężar całej produkcji dźwiga na barkach Andrew Garfield – idealny w roli współczesnego slackera, bohatera z przypadku, nonszalancko idącego za nitką do kłębka, okazyjnie, doprowadzony do ostateczności, wybuchając groteskową przemocą. A filmowy świat, w którym wije się nić filmowej intrygi jest miejscem tętniącym swoim życiem, wypełnionym indywiduami, lokacjami i muzyką, do których wraca się myślami jeszcze długo po seansie.

Na kolejną podróż do silverlake’owego Los Angeles przyjdzie nam jednak poczekać do jesieni, kiedy szeroką premierę będzie miała przemontowana i ponoć skrócona wersja filmu. Żywię nadzieję, że Tajemnice Silver Lake nie stracą swojego vibe’u i kultowych scen oraz nie pozostaje mi nic innego, jak odsłuchiwanie soundtracku wspak w poszukiwaniu ukrytych przekazów. Do zobaczenia, Mitchell! (Michał Palowski)

Zobacz również: „Tajemnica Silver Lake” -Recenzja

Nowe Horyzonty zostały w ten sposób finalnie rozliczone. Oczywiście pojawi się jeszcze kilka recenzji, felietonów, ale trzeba ruszyć dalej, czekając na inne festiwale (Kapitularz, Ars Independent, Warszawski Festiwal Filmowy i American Film Festival). Jedno jednak możemy wam obiecać – za rok znów zobaczymy się na korytarzach kina Nowe Horyzonty, czy też na parkietach w klubie Arsenał. Bo festiwal to nie tylko świetne filmy z listy, ale również wy – czytelnicy, inni dziennikarze, czy filmowcy. To dzięki wam możemy przez 10 dni mieć tak dużą frajdę nie tylko z oglądania i pisania, ale również przebywania w tej pięknej, kinofilskiej bańce.

Lubię w kinie silne charaktery i konfrontacje między nimi. Pasjonują mnie wszelkie okołoludzkie atawizmy, nieważne czy wyrażane poprzez podróż w nieznane zakątki świata, ucieczkę od codzienności czy wielogodzinne rozmowy pozbawione konwenansów. Nie uznaję tabu. Kocham zabawy konwencją; zarówno w formie jak i treści utworów.

Nastolatka wychowana przez Hollywood.

pisanie recenzji.
plusy: pomnik trwalszy niż ze spiżu
minusy: pisanie recenzji

Wywrotowiec, dysydent, bukmacher serc, stary człowiek w internecie. Po wypalonej karierze osiadł na prowincji i pisze o filmach. Widywany raz na rok przez listonosza oraz jego psa.

Twój najlepszy przyjaciel.

Fascynat koreańskiej nowej fali, o której może rozmawiać godzinami. Nie rozumie współczesnej fascynacji „Rejsem”. Płakał na trzech filmach – „To wspaniałe życie”, „Coco” i „Won’t You Be My Neighbor?”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.