„Twarz” – Recenzja

 

W czasach, gdy naród polski w końcu dumnie wstaje z kolan, a narracja godnościowa to jedyna słuszna narracja, Twarz wydaje się wyjątkowo antyestablishmentowa. Bardziej niż Cicha noc sprzed pół roku gani Polaków za ich polskie przywary. Trochę w stylu ordynarnego Smarzowskiego, a trochę na modłę prozachodniej Holland, Szumowska majaczy stereotypami i absurdem, a przy tym udaje jej się opowiedzieć intymną i niezwykłą historię społecznego wyrzutka.

Inspirowana historią Grzegorza Galasińskiego Twarz to quasi-baśniowa opowieść o wiejskim fanie Metalliki i tatuaży, Jacku, któremu po ciężkim wypadku na budowie Pomnika Chrystusa Króla zostaje przeszczepiona twarz (pierwszy taki zabieg w historii). Po powrocie  do domu z „maską” bohater zostaje uznany przez lokalną społeczność za kogoś obcego.

Snuta przez Szumowską historia pełna jest płytkich inscenizacji wstydliwej polskości na wsi. Raz ktoś ubija świniaka na podwórku, znowu pies zaczyna targać świński łeb po drodze, a jeszcze innym razem stara furmanka stanie pod monopolowym sklepem, gdzie już zebrało się miejscowe jury w celu degustacji trunków etylowych z najniższej półki. Reżyserka potrafi dosadnie i bez skrupułów ubliżyć chłopskiej społeczności, ukazując, wydawałoby się, przestarzałe zwyczaje i rytuały. Jednak, według przekazu Szumowskiej w wywiadzie dla tygodnika Polityka, autorka regularnie wybierała się na wieś w celu dokumentacji. I te sceny, nieraz jeszcze przejaskrawione, dalej mają miejsce. I jakby się nad tym zastanowić, to nie jest nam aż tak trudno uwierzyć w te wydarzenia. Rasistowskie czy antysemickie żarty to nie taka rzadka praktyka.

W dobie prawicowego populizmu te zachowania, przedstawione w wyolbrzymionym mikrokosmosie polskiej wsi, mają swoje ekwiwalenty w miejskiej atmosferze, wśród ludzi, którzy mają większy dostęp do dóbr kultury i pluralizmu medialnego. Warto zwrócić uwagę na to, że jak podaje Szumowska, Tom Tykwer, przewodniczący jury w Berlinale (na którym produkcja zdobyła Srebrnego Niedźwiedzia) pochwalił reżyserkę za to, w jak czuły sposób obchodzi się ze swoimi rodakami. Tak więc ta „antypolskość”, o którą oskarżana jest po premierze filmu Szumowska, to może właśnie uderzenie w czuły punkt? Owszem, reżyserka wskazuje nieraz palcem na wyświechtane truizmy i bezsensowne przesądy, ale Twarz to też trochę test na polską autokrytykę godnościową. I jak potrafimy znieść czasami błędne postrzeganie nas samych.

Twarz

Ludowa ksenofobia i chęć wykluczenia Jacka, który „zyskuje nową twarz” potrafi być wyjątkowo bolesna i bezpośrednia. Kiedy własna matka mówi o nim, że „to już nie jest jej syn”, ksiądz wypomina bohaterowi jego heretyckie zwyczaje metala i długie włosy („kara boska”), a narzeczona Dagmara (Małgorzata Gorol) już sama nie wie, czy na pewno kocha tego Jacka, krystalizuje się obraz przepełniony żałością. Jedynie siostra bohatera (Agnieszka Podsiadlik) jest na tyle czuła w swej oschłości, że mimo ambiwalentnego stosunku do brata, nieustannie go wspiera. Bo wizja Szumowskiej to nie inkarnacja wiejskiej panoramy z Domu złego, gdzie każdy jest zepsuty do szpiku kości i najchętniej to by oszukiwano na pieniądze i zdradzano żony. Celując w tę wstydliwą polskość, reżyserka daje nam szansę. Bo oczywiście my jesteśmy po stronie Jacka, nie da się sympatyzować z chłopskim tłumem. Odmieniony Jacek z trudem może wydobyć z siebie słowa. Dlatego w roli Kcośiukiewicza najgłębiej wybrzmiewa cisza i rezygnacja. Poprzez impresyjne, manipulujące ostrością zdjęcia Michała Englerta przedstawiona historia jawi się jako filmowo zdeformowana – tak jak zdeformowana jest twarz Jacka i otaczająca go rzeczywistość. Już na początku pojawia się napis, sugerujący miejsce akcji: NOWHERE. I mimo, że film jest ewidentnie skierowany do Polaków, to ten bunt przeciwko ksenofobii, rasizmowi i antysemityzmowi jest uniwersalny. Podobnie jak uniwersalny jest Krzysztof Ibisz, portretujący żerujące na sensacjach i dramatach rodzinnych stacje telewizyjne.

Szumowska, dzięki zabawie formą i czarnemu humorowi, czyni ze swojego filmu dzieło wszechstronne. Noga rwie się do pląsów przy muzyce Gigi D’Agostino na wiejskiej dyskotece, gdzie miejscowa gawiedź jak w transie giboi się po parkiecie w dożynkowej scenerii. A po drugiej stronie barykady, w konfesjonale, ksiądz nader gorliwie stara się wywiedzieć o szczegółach nieczystości petenta, a czysto groteskowe egzorcyzmy są komicznie kwitowane przez głównego bohatera. Komediodramatowości dopełnia budowany Pomnik Chrystusa Króla, który, idąc w sukurs polskim kompleksom, musi być „nawet większy od tego w Rio de Janeiro”. No i powinien być zwrócony w stronę centrum chrześcijańskiego przedmurza – Jasnej Góry.

Film Szumowskiej z pewnością podzieli widzów i być może podział ten pokryje się z rozwarstwieniem politycznym. Trudno. Twarz to dzieło piętnujące, podobnie jak W imię…, zabierający się za temat niewygodny, tym razem jeszcze bardziej dotykający spraw Polaków. Reżyserka Body/ciało odchodzi od dysonansu metafizycznego i stawia na autorefleksję nad własnym narodem. Nie zapomina przy tym o dramacie Jacka, człowieka stłumionego i pozostawionego przez niegdysiejszych przyjaciół. Brzmi tak typowo, a jest tak czule. Szumowska jest na takiej gęstości w swoim ironicznym dyskursie, że możemy gorzko zapłakać nad tą zawoalowaną zaściankowością i antydefiniowaną polskością.

3.5/5

fot. materiały prasowe / Studio Nowhere

Wywrotowiec, dysydent, bukmacher serc, stary człowiek w internecie. Po wypalonej karierze osiadł na prowincji i pisze o filmach. Widywany raz na rok przez listonosza oraz jego psa.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.