„Twój Simon” – Każdy zasługuje na wielką miłość – Recenzja

Rok 2018 w polskich kinach staje pod znakiem zaskakująco dobrych produkcji z gatunku Coming of Age oraz Teen Drama. Na początek dostaliśmy subtelną podróż przez rozterki osobowościowe Elio w Tamtych dniach, Tamtych nocach, potem opowieść o trudnościach z odnalezieniem się w swoim mieście, pierwszych miłościach i konfliktach rodzinnych w Lady Bird, a już 15 czerwca dostaniemy produkcje, która łączy to w sposób bardzo subtelny i inteligentny. Produkcję pod bardzo niewinnym tytułem – Twój Simon.

Fabuła wydaje się wybitnie prosta. Ot mamy głównego bohatera – Simona Spiera (Nick Robinson), który jak sam siebie określa „jest wybitnie typowym nastolatkiem”. Z jednym małym haczykiem – Simon ukrywa się ze swoją orientacją. Nie jest to jednak spowodowane wrogością środowiska – jego mama jest liberalną feministką (idealna do tej roli Jennifer Garner), która protestuje przeciw patriarchatowi, a jego znajomi to najbardziej otwarci i różnorodni ludzie, jakich można sobie wyobrazić (niech świadczy o tym walka o Drake’aJakcson’s 5). Jedyną osobą, która wie o tajemnicy głównego bohatera jest inny skryty chłopak, który boi się dokonać coming outu, a z którym to Simon porozumiewa się jedynie za pomocą maili (podpisując się jako Jaques – francuski odpowiednik swojego imienia). Oprócz problemów naszego głównego bohatera, mamy tu całą kanonadę problemów bardzo adekwatnych to wieku – skrywane miłości, przeżywanie braku pełnej rodziny, przypadkowy seks w sypialni ciotki, pierwsze imprezy mocno zakrapiane alkoholem, czy nieudolne próby aktorskie.

Ku mojemu zaskoczeniu film bardzo sprawnie dźwiga na swoich barkach wielowątkowość i ryzyko ocierania się o klisze. Greg Berlanti z dużym wyczuciem steruje emocjami widza – czy to przez zwodzenie nas, jeśli chodzi o tożsamość tajemniczego Blue, który konwersuje bardzo otwarcie z naszym bohaterem (nie jest to jednak otwartość tinderowa, a raczej niewinna rozmowa chłopaków, którzy wstydzą się tego co robią), czy przez generowanie napięcia związanego z szantażem emocjonalnym, którego ofiarą staje się nasz bohater – aż wreszcie po masę rozczarowań, które będzie przeżywać grupa przyjaciół. Na trzecim planie udaje mu się upchać również własną wersję Cabaretu Boba Fosse’a. I wszystko to łączy się w jedną zgrabną całość, która stoi trzy półki wyżej od najlepszego odcinka „13 reasons why…”, zbliżając się do ideału, jakim w tym gatunku jest bez wątpienia Perks of Being a Wallflower (w rodzimej wersji „Charlie”).

"Twój Simon"
Kadr z filmu „Twój Simon”

Głównym powodem, dlaczego to wszystko działa – jest rola Nicka Robinsona. Nie jest to pod żadnym względem rola na poziomie Chalameta„Call me…”, ale w filmie o znacznie prostszym schemacie, Robinson przemyca masę emocji do każdego swojego ruchu. Wszystko zamyka się w małych gestach, jak lekkie zaciskanie pięści i kręcenie się w kółko przy pisaniu maili do swojego ukochanego, błysk w oku, gdy zauważa atrakcyjnego chłopaka po drugiej stronie ulicy, świetne odnajdywanie chemii z innymi aktorami, a w pewnych momentach również świetnie oddane zagubienie w kłamstwach, których jego bohater powiedział za dużo.

Nick dostaje również całkiem dobre wsparcie z drugiego planu – Jennifer Garner w roli dobrej matki sprawdziła się już w „Juno”, a tutaj tylko udowadnia, że mało która aktorka ma tyle wdzięku co ona. Alexandra Shipp (młoda Storm z nowych X-Menów) świetnie odnalazła się w roli porzuconej dziewczyny, która musi sobie radzić z tym że jest „nowa” w szkole, a Tony Hale – jak na niego przystało – jest wybitnym comic reliefem jako narwany i „wyluzowany” wicedyrektor placówki. Nawet Josh Duhamel był tu znośny – choć prawdopodobnie dlatego, że grał samego siebie. Jedynie Katherine Langford (Hannah Baker z 13 Powodów), wydała się nie odnajdywać w swojej roli, bardziej przypominając pannę Baker, niż postać, którą miała grać.

Twój Simon
kadr z filmu „Twój Simon”

Twój Simon to nie tylko bardzo rozsądne i nieprzeszarżowane role, ale również świetnie napisany scenariusz. Scenariusz, który wznosi ten film na wyżyny. Świetne wyważenie między humorem a dramatem głównych bohaterów. Po raz pierwszy od dawna faktycznie chcemy, by wszystkim wyszło, by każdy osiągnął swój cel (choć często ich cele są sprzeczne). Jedynym antagonistą w produkcji Berlantiego jest uciekający czas (do końca szkoły), ale również życie. Życie, w którym nie wszystko musi się ułożyć po naszej myśli. Życie, które spowodowało, że jesteśmy tacy, a nie inni. Życie, z którym musimy się pogodzić, a nie zmieniać siebie na siłę. I mimo że historia wydaje się bardzo typowa, czy nawet oklepana – po raz pierwszy tego nie czuć. Nie czuć sztuczności dialogów, czy braku świadomości jak wyglądają relację szkolne, problemy z orientacją, albo wstyd związany z byciem sobą.

Zobacz również: „13 Reasons Why” – Recenzja 2. sezonu

Mógłbym zarzucić twórcy, że strona formalna bardziej przypomina nowy odcinek „Riverdale” niż pełnometrażowy film. Mógłbym zarzucić, że nie ma w nim tyle artyzmu co w Lady Bird, czy Tamtych dniach… Mógłbym, ale tego nie zrobię, bo Twój Simon to film, który musiał być łatwiejszy w odbiorze. Przystępniejszy dla widza, który czuje się troszkę zagubiony i nie chce się dołować. Dla widza, który przyjdzie do kina, nie po to, by dostać w kość, ale po to, by zrozumieć, że nie jest sam. Że zawsze ktoś będzie na niego czekał. Dla widza, który wejdzie 15 czerwca do kina i zrozumie, że nie musi się zmieniać. Twój Simon to pozycja obowiązkowa, dla każdego, kto czuje się zagubiony, czy niezrozumiany przez otoczenie. Bo tak jak bohaterowie filmu zasługujecie na superbohatera, a co ważniejsze – zasługujecie na szczęście.

4/5

Film trafi do polskich kin już 15 czerwca, tymczasem zapraszamy do obejrzenia jego zwiastunu:

Nieudana wersja Warlikowskiego, w chwilach wolnych od żartów z problemów pierwszego świata i nagłaśniania koncertów, ogląda palące stodoły Tarkowskiego. A na poważnie – kocha Włochy, Lyncha, Linklaterowską stylistykę i filmy o niczym i miłości. Muzycznie utknął na mixie Collinsa z Radiohead. Prywatnie marzy o ciepłej kawie, książce i uśmiechu osoby obok.


One thought on “„Twój Simon” – Każdy zasługuje na wielką miłość – Recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.