„Utoya, 22 lipca” – Recenzja

W tym roku minęło już siedem lat od ogromnej tragedii, która na zawsze odmieniła norweskie społeczeństwo. 22 lipca 2011 roku Anders Behring Breivik najpierw podłożył bombę w okolicach urzędu premiera Norwegii, a następnie przedostał się na znajdującą się nieopodal wyspę Utoya, by dokonać masakry bawiących się tam obozowiczów będących w większości dziećmi polityków lewicowej Partii Pracy. Motywy stojące za tym występkiem stały się polem wielu analiz, zarówno psychologicznych, jak i tych z pogranicza socjologii i politologii. Nie dziwi więc, że również filmowcy zainteresowali się tą historią i postanowili przenieść ją na wielki ekran. W październiku na Netflixie pojawił się film Paula Greengrassa, natomiast do kin studyjnych trafia właśnie najnowszy film Erika Poppe, pokazywany na festiwalu w Berlinie, Utoya, 22 lipca.

Zobacz również: Recenzję filmu „Chleb i mleko”

Norweski reżyser nie zajmuje się badaniem przyczyn oraz skutków masakry. Interesuje go sam zamach, jego przebieg, a przede wszystkim emocje, jakie towarzyszyły osobom uciekającym przed nadciągającym strzelcem. Wprawdzie zaczyna od dokumentalnych sekwencji eksplozji w Oslo zarejestrowanych na taśmach monitoringu, lecz później szybko akcja przenosi się na wyspę Utoya. Kamera “przywiązuje się” do Kai (Andrea Berntzen) i nie odstępuje jej choćby na krok. Zwyczajny dzień podczas wakacji, utkany z siostrzanych przepychanek i rozmów z rówieśnikami, przeradza się w 72-minutowe piekło, gdy huk pierwszych strzałów rozlegnie się w pobliskim lesie. Początkowe zamieszanie przerodzi się w panikę, a każdy z uczestników będzie poszukiwać miejsca schronienia przed zamachowcem.

Poppe jest w swoim geście radykalny, doskonale wie, co chce tym osiągnąć. W jego postępowaniu nie ma taniego szokowania, czy emocjonalnego szantażowania. Na podstawie późniejszych zeznań ocalałych reżyser próbuje zrekonstruować tragiczne wydarzenia, przyjmując perspektywę poszkodowanych, a nie sprawcy. Znamienne, że sylwetka Breivika pojawia się tylko zarys. Mężczyzny nie da się rozpoznać, jest on zaledwie ciemną plamą na horyzoncie, z którego strony nadlatują śmiertelne pociski. Nareszcie widownia nie jest zmuszona do wwiercania się w psychikę mordercy, nie jest bombardowana mętnymi psychoanalizami. Zło zostaje w Utoyi… ukazane w stanie czystym, jako siła destrukcyjna, jako wynik radykalnych przekonań wymierzonych w drugiego człowieka. W tym kontekście produkcja Norwega ma charakter polityczny i stanowi jednoznaczny komentarz do sytuacji panującej w zachodniej Europie.

Zobacz również: http://www.filmawka.pl/wdowy/

Na pierwszy plan wysuwa się jednak walka Kai o przetrwanie. Kamera śledzi każdy jej ruch, skrywa się z nią w krzakach, nerwowo spogląda przez zarośla, trzęsie się za każdym razem, gdy poziom zdenerwowania wzrasta. Poppe niezwykle skrupulatnie przygląda się bohaterom, odsłaniając ich bezradność, zagubienie i strach. Mówiąc kolokwialnie, twórca nie bierze jeńców i wrzuca widza do samego środka piekła, w którym każda sekunda może być ostatnią. Huk strzałów miesza się z krzykiem ofiar, a że hałas roznosi się w lesie na wszystkie strony, to nie sposób ustalić, skąd nadciąga zagrożenie. Berntzen zagrała wręcz perfekcyjnie, oddając przerażenie granej przez nią postaci. Jej ciało jest ciągle w ruchu, przez twarz przebiega grymas bólu, a wiecznie rozbiegane oczy poszukują miejsca, gdzie mogłaby odnaleźć schronienie.

Film Norwega jest hołdem dla poległych, ponurym przypomnieniem skutków ekstremizmu, lecz również oskarżeniem, którego ostrze wymierzone jest w krajowe służby. Mimowolny komentarz na temat przelatującego helikoptera mediów to wytknięcie opieszałości osobom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo młodzieży na wyspie. To właśnie dlatego widzowie mogą przez 72 minuty obserwować ucieczkę Kai – to właśnie tyle czasu miał Anders Breivik na wykonanie swojego planu. Kolejne minuty mijały nieubłaganie, a niewinni ludzie byli skazani na wyrok szaleńca z bronią w ręku.

Utoya, 22 lipca to produkcja niezwykle przejmująca, dotykająca najczulszych strun ludzkiej empatii, pozwalająca na prawdziwe zrozumienie ofiar zamachów terrorystycznych. To również głośne ostrzeżenie przed brutalizacją życia społecznego, którego oblicze zmienia się właśnie na naszych oczach. Zaprzeczając prawidłom gatunkowym, Erik Poppe ostentacyjnie odwraca wzrok od sprawcy, by przypomnieć, że rzeczywistość nie jest filmową fantazją, że okrucieństwo i barbarzyństwo na dobre zadomowiły się w europejskich granicach, za co 77 osobom przyszło zapłacić najwyższą cenę.

4.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.