What precisely is the nature of my game? – drugie spojrzenie na „Nić widmo”


Film, który dla wielu kinomaniaków był jedną z najbardziej oczekiwanych premier roku 2017 (w polskich realiach niestety roku 2018, ale to standard). Choć Paul Thomas Anderson nie ma jeszcze tak powszechnie znanego nazwiska jak Denis Villeneuve, Chris Nolan czy nawet drugi reżyser o nazwisku Anderson (ten bardziej cukierkowy), to jego wcześniejsza twórczość, na czele z uznawanym za jeden z najlepszych filmów XXI wieku „Aż poleje się krew” każe go stawiać w orbicie zainteresowań każdej osoby, która czuje pasję do filmów. Coraz więcej osób ogląda PTA, a jak ktoś jeszcze nie oglądał, to na pewno ma w planach. Gdy dodać do tego fakt, że w „Nici widmo” wystąpił Daniel Day-Lewis, który gra w filmach co 5 lat (i mniej więcej co 5 lat odbiera za swoje role Oscary), wówczas obraz opowiadający o londyńskim kreatorze mody Reynoldsie Woodcock’u musi jawić się jako rzecz, o której Filmawka będzie pisać jeszcze wiele razy i która szybko wejdzie do kanonu klasyki kina.

PTA stworzył film na standardowym dla siebie od czasu „Boogie Nights” kosmicznym poziomie technicznym. Dopracowanie scenografii, kostiumów powala, do tego niezwykle piękne zdjęcia z wykorzystaniem długich ujęć (najbardziej ikonicznymi zostaną pewnie długie najazdy na klatkę schodową w atelier Woodcocka) no i te chirurgicznie bliskie zbliżenia na twarze aktorów. Wszystko to niezwykle harmonijnie łączy się z muzyką członka Radiohead Jonny’ego Greenwooda, która jest obecna niemal w każdym momencie filmu – cisza pojawia się tylko incydentalnie, w scenach największego napięcia. O fabule filmu nie ma sensu pisać w recenzji – jest ona jednocześnie dość prosta i skomplikowana. Wiele podtekstów i ukrytych sensów można dostrzec w relacji trójki głównych bohaterów – despotycznego perfekcjonisty Woodcocka, jego siostry Cyril i ukochanej Almy – wiejskiej dziewczyny, którą poznał w restauracji. Wreszcie, jak ocenić samego Reynoldsa – czy to zwykły, apodyktyczny buc i rozpieszczony mężczyzna – dziecko, czy raczej zbłąkana, artystyczna dusza szukająca ukojenia? Wiele będzie tu zależało od osobistego odbioru filmu, podobnie jak wcześniej w „Mistrzu” Anderson nie wykłada niczego na tacy.

„Nić widmo” raczej nie ma szans na zdobycie Oscara za najlepszy film, bo to film zbyt bezkompromisowy artystycznie. Chwała jednak amerykańskiej Akademii, że nominowała to dzieło aż w sześciu kategoriach. Obecność czegoś tak nowatorskiego i wysmakowanego wśród takich typowych oscar-baitów jak „Czas mroku” czy „Czwarta władza” jest zawsze miłą niespodzianką. Gary Oldman i Timothee Chalamet dali z siebie wszystko, ale znów moim zdaniem Daniel Day-Lewis przyćmił współnominowanych. Rola Woodcocka jest zdecydowanie bardziej stonowana i zniuansowana niż te Abrahama Lincolna czy Daniela Plainview. Irlandzki aktor udowodnia, że potrafi grać nie tylko ekspresyjnych choleryków, choć gdy Woodcock zalicza na ekranie wybuchy gniewu to też zbieramy szczękę z podłogi.

Cały zespół naszej strony poleca Wam serdecznie ten film.

4.5/5

Jestem studentem. Oceniam filmy obiektywnie. Lubie, gdy filmy są Coenowskie i Cohenowskie. Ironicznie urodziłem się w niewłaściwym pokoleniu, bo moje ulubione filmy i muzyka mają 40+ lat. W dziele filmowym zwracam szczególną uwagę na reżyserię i montaż dźwięku. I’m not a drowining man! And I’m not a burning building!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.