„Wieża. Jasny dzień” – Recenzja

Eksperymenty w naszym rodzimym kinie to dla mnie zawsze coś, na co staram się patrzeć bardziej przychylnym okiem. Wymagają one bowiem pomysłu, odwagi i przekonania dużej ilości ludzi, z producentami i sponsorami na czele, żeby umożliwi oni finalizację projektu. Dlatego, mimo swych niedoskonałości, specjalne miejsce w moim sercu mają Baby Bump, Demon czy Córki Dancingu. Nowy film Jagody Szelc, Wieża. Jasny dzień, jest na tyle udany, że nie potrzebuje żadnej taryfy ulgowej, żeby się bronić.

Pani Reżyser od początku traktuje widza jako bystrego i dociekliwego obserwatora, który nie oczekuje, że film poda mu wszystko jak na tacy, a po wyjściu z kina spróbuje samodzielnie rozszyfrować użyte w obrazie symbole i pokusi się o własne interpretacje. Wspomnianych symboli w filmie jest cała masa. Począwszy od samego tytułu, poprzez imiona bohaterów, sposób w jaki ich poznajemy, skończywszy na krótkich psychodelicznych wstawkach rozdzielających sceny.

Akcja Wieży… rozgrywa się na małej wsi w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie ma się wkrótce odbyć komunia młodej dziewczynki, wychowywanej przez Mulę i Michała (Anna Krotoska, Rafał Cieluch). W rzeczywistości jest ona córką Kai (Małgorzata Szczerbowska), siostry Muli, która przyjeżdża na uroczystość razem z resztą rodziny. Od tego momentu między siostrami wybucha niepisana psychologiczna wojna, której towarzyszy narastający niepokój zarówno widzów, jak i pozostałych domowników.

Muszę przyznać, że miałem początkowo obawę, że pani reżyser wybierze prostą ścieżkę i opowie nam o pojedynku uosabianego Komunią Świętą Dobra z jakimś zewnętrznym Złem. Ambicje twórcy sięgały jednakże dużo dalej poza ten tak wielokrotnie wykorzystany na różne sposoby motyw i postanowiła sięgnąć dużo głębiej, czerpiąc nie tylko z Pisma Świętego, ale również z mitologii.

Bohaterowie filmu to przedstawiciele typowej polskiej klasy średniej. Są oni nakreśleni ze wszystkimi wadami i zaletami. Wydaje się, że religia nie stanowi w ich życiu ważnego elementu. Ważną funkcję w ich domu pełni natomiast dom i rodzina; synonimy stabilizacji, bezpieczeństwa. Wieża. Jasny dzień wystawia wartości domowników na próbę.

Pierwotna potęga natury ściera się tutaj z ogniskiem domowym w kakofonii dźwięków i barw. Nie mamy tutaj żadnych złudzeń; bezpiecznie czujemy się tylko w domu i jego bezpośredniej okolicy, tam gdzie jest dużo ludzi, gdzie jasno świeci słońce. Im dalej w las, w góry i w noc, tym ciemniej i bardziej niebezpiecznie a wiatr groźnie szumi nam w uszach.

Punkt kulminacyjny i zakończenie pozostawiły mnie z szeroką otwartymi ustami, z całą gamą możliwych interpretacji i koncepcji. Zachęcam każdego do zmierzenia się z produkcją na własną rękę. Bardzo się cieszę, że takie filmy w Polsce powstają i że osiągają sukces na festiwalach. Z drugiej strony jestem świadom, że od filmu tego bardzo łatwo jest się odbić; szczególnie jeśli nastawimy się na dzieło łatwe w odbiorze. Mocno trzymam kciuki za Panią Szelc i będę wypatrywał jej kolejnych dzieł.

4/5

fot. materiały prasowe / Studio Indeks

Student kierunku lekarskiego, z zamiłowania żeglarz jachtowy i podróżnik. Oddany fan postmodernizmu i czerpania z filmów czystej rozrywki.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.