Wymazać siebie 2018

„Wymazać siebie” [Boy Erased] – Recenzja

Leniwe popołudnie. Właśnie udało Ci się wyrwać spod jarzma pracy i rozłożywszy się na kanapie nasłuchujesz dźwięku deszczu dudniącego w szybę. Drzewo stojące tuż za oknem już dawno przestało przypominać siebie w szczytowej formie i dziś jego gałęzie wyglądają tak, jakby należały do wielorękiego bałwana. Obserwujesz lekko poruszające się na wietrze złote liście, które już dawno powinny dołączyć do reszty tych martwych, rozciągających się na szerokości całego deptaku. Dla miłośników kina jesień to szczególny czas, bo to właśnie teraz chórem wyrażane są pierwsze oscarowe osądy. Choć pierwsze, hipotetyczne głosy słychać nawet przed wejściem aktorów na plan filmowy niektórych produkcji, to teraz wszystko zdaje się cementować. Rzekomo do grona filmów nominowanych do złotych statuetek ma dołączyć Wymazać siebie, ale czy aby fani kinematografii nie założyli tego za wcześnie? 

Zobacz również: „Chilling Adventures of Sabrina”, czyli nastoletnia czarownica po raz drugi – Recenzja

Film nie jest zainteresowany szybkim przedstawieniem głównego bohatera, z którym widz nie rozstanie się od początku do końca. O postaci Conleya dowiemy się tylko tyle, ile reżyser Joel Edgerton przekaże nam w imię zasady – pokaż, a nie powiedz. Dziewiętnastolatek lubi sport, gry komputerowe, jest wierzący i sympatyczny, a po skończeniu szkoły średniej wybrał się na oddalony od domu uniwersytet, gdzie studiuje literature. Po wyłożeniu tych faktów może wydawać się, że wiemy o nim dość sporo. Nic bardziej mylnego. Conley aż do końca filmu pozostaje bez wyrazu. Wnioskuje, iż reżyser chciał jego ciszą zobrazować widzom ogromne wyrzuty sumienia i pęd myśli bohatera. Niestety rozwiązanie, które wybrał jest wysoce nieambitne, a co gorsza nieoryginalne.

Wymazać siebie 2018

Choć nijakość głównego bohatera można usprawiedliwić i wytłumaczyć, to ta sama pobłażliwość w kontekście  postaci drugoplanowych jest dla mnie awykonalna. Grani przez Nicole KidmanRussella Crowe’a rodzice nastolatka walczą z własnymi demonami, ale widz nie dowiaduje się od nich niczego wprost. Aby te postaci zyskały w naszych oczach choć odrobinę kolorytu, musimy analizować każdy ich ruch, dopowiadać rzeczy o których reżyser nie połasił się szepnąć choćby słówkiem. Z samej produkcji wiemy o nich naprawdę niewiele. – ot Nancy jest archetypem zlęknionej matki, a Marshall ojcem z twardymi zasadami.

Zobacz również: „Touch Me Not”, czyli intymny dialog z widzem – Recenzja

Jeszcze gorzej wypadają rówieśnicy głównego bohatera. Gary (w tej roli gwiazda muzyki pop Troye Sivan) jest po prostu… Troyem Sivanem. Nikt nawet nie pokusił się na zmienienie jego bardzo specyficznej, modnej fryzury. W dodatku w tle ciągle przygrywają jego piosenki, przez co postać wypada śmiesznie i absolutnie nie pasuje do świata przedstawionego reżysera. Normalnie nie miałabym nic do specyficzności (za którą zresztą cenię go jako artystę) Troya, ale scena za sceną sugeruje, że akcja tej produkcji odbywa się przed dwudziestoma laty… A on absolutnie nie potrafi się dopasować do ówczesnych ram czasowych. Wszystkiemu ujmuje również fakt, iż twórcy zrobili z tej postaci nastoletniego mędrca, swoistego Yodę o platynowych włosach. Aktor przez większość czasu nie ma żadnej linijki dialogu, by pod koniec błysnąć słowami erudyty. Czy naprawdę ktoś uznał, że to w jakimokolwiek stopniu jest autentyczne?

Wymazać siebie 2018

I choć narzekam na postać Sivana, to jednak przynajmniej go zapamiętałam. Cała reszta bohaterów, których Conley spotyka na swojej drodze jest tak bezbarwna, że ciężko ich od siebie odróżnić. Kilka miesięcy temu było głośno o tym, że w filmie pojawia się Xavier Dolan (reżyser „Mamy”, czy „Wyśnionych nocy”), ale jego postać choć widoczna na ekranie, to wypada z głowy zaraz po zakończeniu seansu.

Zobacz również: „Roma” – Wybitna pocztówka z Meksyku – Recenzja

Troye SivanXavier Dolan szybko stali się inspirującymi ikonami społeczności LGBT. Mam smutne wrażenie, że Edgerton myślał, iż to wystarczy aby nazwać swój film „ważnym” głosem w dyskursie. Potrzeba jednak na to znacznie więcej, zwłaszcza jeśli obok chęci uczestniczenia w debacie, chce się również poruszyć publikę. Żałuję, ale postaci grane przez owe ikony są bezbarwne. Nietreściwe okazały się również dwie, ważne dla fabuły postaci z przeszłości głównego bohatera. Widz ma świadomość tego jaką rolę zagrali w życiu dziewiętnastolatka i to… tyle. Nic więcej nie możemy o nich powiedzieć. 

Wymazać siebie 2018

 

Wymazać Siebie opowiada o terapii konwersyjnej, czyli jednym z największych problemów wśród osób LGBT. Do dziś sieje ona spustoszenie i zostawia straszny ślad na ludzkiej psychice. Badania już dawno udowodniły, iż jej działanie jest zgubne, ale poszczególne organizacje wciąż idą w zaparte i cyklicznie organizują do nich nabór przekonywując o „leczniczym” działaniu. W Afryce i Azji takie terapie najczęściej wywodzą się nie z religii, a z pokręconego poczucia etyki. Te Europejskie i Amerykańskie cechują się zaś katolicką doktryną (co więcej, Polska mimo wielu upomnień ONZ jeszcze nie zabroniła terapii konwersyjnej). To właśnie w takim ośrodku większość swojego czasu spędza główny bohater i mam wrażenie, że widz powinien czuć się bardzo przytłoczony realiami takiego pobytu, ale film zbyt nieumiejętnie pokazuje okrutnośc ich działań, aby tak się stało.

Reżyser nie pokazuje nam przeżyć postaci dość dogłębnie, by można było w nie uwierzyć i je poczuć. Porównując Wymazać siebie do innej, tegorocznej produkcji opowiadającej o tym samym problemie – Złe Wychowanie Cameron Post, to ten drugi tytuł potrafi oddzielić dramat od lżejszych elementów, przez co ostatnia scena zostawia nas, widzów z uśmiechem na twarzy. Dzieło Joela Edgertona ani razu nie zbacza z wyznaczonej przez siebie, dramatycznej drogi, ale brakuje mu wystarczającej siły, by dotkliwiej pokazać pasmo krzywd spotykających jego bohaterów.

Zobacz również: „Druga strona wiatru”, czyli pożegnanie Wellesa z kinem – Recenzja

Film w efekcie nie ma żadnego elementu, który mogłabym pochwalić. Nawet jeśli niektóre elementy nie wypadają źle, to wcale nie oznacza, że wypadają dobrze – większość z nich jest po prostu przeciętna. Aktorzy są autentyczni, ale żaden z nich nie błyszczy mimo tego, że niektórzy z nich mieli ku temu okazje. Grający głównego bohatera Lucas Hedges z pomocą scenarzysty mógł stworzyć tutaj rolę swojego życia (okazja ku temu była idealna!), ale jak na swoje umiejętności nie daje nawet najlepszej dotychczasowej roli. Aktor o wiele lepiej wypadł w ubiegłorocznym Manchester By The Sea czy nawet tegorocznej Lady Bird. 

Wymazać siebie 2018

Filmy o tematyce LGBT od kilku lat coraz szybciej pną się ku najważniejszym nagrodom. Złoty Lew dla Tajemnicy Brokeback Mountain, Złota Palma dla Życia Adeli, czy Nagroda Akademii Filmowej dla Moonlight. Przed seansem cicho kibicowałam z nadzieją, że Wymazać Siebie dołączy do tego zaszczytnego grona. Teraz mam nadzieję, że sezon nagród produkcję Joela Edgertona ominie szerokim łukiem, bo mówiąc najprościej – nie zasługuje na żadną z nich. Najgorsze w tym jest to, że produkcji od początku towarzyszyło światło reflektorów i podwyższona uwaga mediów. Można było to wykorzystać tak dobrze, pokazać coś o czym się mówi, albo coś czego Hollywood jeszcze nigdy nie miało odwagi zobaczyć. To stracona szansa dla środowiska LGBT, miłośników kina i po prostu – społeczeństwa, bo przecież tak ważny temat zasługuje na zażartą dyskusje. Po seansie tak miałkiego filmu o takową może być zwyczajnie ciężko.


1.5/5

Nastolatka wychowana przez Hollywood.