Wywiad z Adrianem Tofei, reżyserem filmu „Be My Cat: A Film for Anne”

Po entuzjazmie, jaki u części naszej redakcji wywołał turboniezależny horror found footage Adriana Tofei pt. Be My Cat: A Film for Anne, zdecydowałem się zadać mu kilka pytań, a Adrian okazał się człowiekiem, który w przeciwieństwie do swojego filmowego bohatera wszystko ma dokładnie poukładane, do tego naprawdę ciekawie mówi o kinie.

W najbliższą sobotę w ramach łódzkiego Kapitularza o godzinie 20 odbędzie się polska premiera Be My Cat…, na którą serdecznie zapraszamy.


Bartek Bartosik: Jakie to uczucie być reżyserem pierwszego, rumuńskiego found footage? Co skłoniło Cię do wybrania tego konkretnego gatunku?

  • Adrian Tofei: Przez chwilę świetnie! Mile łechtało to moje ego, ale teraz ta myśl mnie już tak nie zajmuje. Wybrałem formułę found footage z wielu powodów. Napisałem nawet Manifest Found Footage. Uważam, że zrobiony dobrze film tego podgatunku pozwala widowni w pełni wczuć się w to, co widzą na ekranie, ponieważ nie ma żadnych elementów, które mogłyby jej przypominać o tym, że całość jest zaaranżowana i odegrana przez aktorów. W tradycyjnym kinie ukrycie tej sztuczności wymaga wiele zachodu i środków, z kolei w found footage kamera jest integralną częścią opowieści. Zmienia to również podejście aktorów do roli – wymaga zdecydowanie większego realizmu, gdyż wielkie aktorstwo zaczyna się tam, gdzie staje się niewidzialne.
    Ten poziom realizmu może być osiągnięty poprzez coś, co nazywam kontrolowaną improwizacją. Przez miesiące, lub nawet lata pracujesz nad kontrolą otoczenia i pozornie nieprzewidywalnych zdarzeń, ale kiedy zaczynasz kręcić, wydarzyć może się wszystko, dlatego tak ważna jest elastyczność aktorów i ich umiejętność reagowania w stronę, którą obrał sobie reżyser. W moim przypadku te przygotowania okoliczności kręcenia „Be My Cat” poszły jeszcze o krok dalej, ponieważ żyłem wewnątrz mojej postaci. Tak naprawdę to mój bohater wyreżyserował film, a nie ja. Wszystko, co widać na ekranie jest wynikiem jego szczerego dążenia do kontaktu z Anne Hathaway.
Zobacz również: Nasz tekst o „Be My Cat” w ramach Campingu

Be My Cat przynosi gatunkowi świeżą perspektywę, ponieważ praktycznie cały czas trwania filmu spędzamy razem z mordercą i mamy szansę naprawdę go poznać. Ten konkretny typ nie jest ciemną figurą kryjącą się w mroku, duchem lub potworem z kosmosu, a raczej samotnym człowiekiem z wielkimi problemami. Uważasz, że skupienie się na łowcy, a nie na zwierzynie, za ciekawsze podejście do tematu?

  • Sztuka jest najpotężniejsza, kiedy jest paradoksalna, kiedy stawia pytania o sprzeczności ludzkiej natury i skłania widownię do refleksji nad własnymi, mrocznymi zakamarkami duszy. Uważam, że wiele z problemów tego świata wynika z mentalności nastawionej na karanie. Ludzie, którzy popełniają przestępstwa idą do więzienia i po odsiedzeniu wyroku wracają do tego, co zaprowadziło ich za kraty. Nikt nie próbuje ich zrozumieć i im pomóc. Karanie jest takie nieefektywne! Wobec tego, starając się doprowadzić do sytuacji, w której widzowie sympatyzują z „tym złym”, dokładam małą cegiełkę do lepszego świata.

 

kapitularz

Biorąc pod uwagę gadatliwość głównego bohatera, bardzo trudnym musiało być uczynienie go interesującym przez cały film. Czy większą zasługę w tym, że ostatecznie się udało, ma Adrian Tofei jako aktor czy scenarzysta?

  • Be My Cat nie było czegoś takiego jak scenariusz. Większość akcji urodziła się w mojej głowie, a wszystkie dialogi były improwizowane. Żyłem w postaci przez przeszło rok zanim zaczęliśmy kręcić, dbałem tylko o odpowiednie okoliczności do kręcenia.

Uznałbyś swój film za przedstawiciela nurtu mumblecore?

  • Dokładnie tak, dzięki za przypomnienie, żebym dodał ten tag do strony filmu na IMDB! Uważam Be My Cat za wiele rzeczy: Horror psychologiczny, film kultowy, FF, kryminał, thriller, czarną komedię, romans, slasher czy właśnie mumblecore.

Be My Cat w wielu aspektach przypomina Dziwaka (Creep), który był wydany raptem rok wcześniej. Czy można powiedzieć, że ten film w pewnym stopniu Cię zainspirował? Jakie inne filmy wpłynęły na Ciebie jako twórcę?

  • Dziwaku usłyszałem po raz pierwszy w 2016, długo po skończeniu Be My Cat i obejrzałem go głównie dlatego, żeby wyłapać rzekome podobieństwa. Filmy, które najbardziej mnie zainspirowały przy tworzeniu, to The Blair Witch Project, Exhibit AZero Day.
Zobacz również: Kapitularz 2018 – Nasz przewodnik po atrakcjach filmowych

Co sądzisz o horrorowej nowej fali, czyli reinterpretacji schematów kina grozy w arthouse’owej otoczce, zwykle z wejściem w nieprzyjemne rejony ludzkiego życia? Filmy, które kochają krytycy, ale nienawidzą ich niedzielni widzowie?

  • Uwielbiam The VVitch, ale nie podował mi się ani Bababook, ani Personal Shopper. Nie jestem przekonany, czy nowa fala horroru to tak ścisły movement jak na przykład rumuńska nowa fala. Kiedy jakiś rumuński film dostaje się do Cannes lub Berlina, dokładnie wiesz, czego się po nim spodziewać, wszystkie są takie same. Nie wiem, czy tak samo jest z nową falą horroru, te filmy zdają się bardziej… przypadkowe. Ale Dziwak i Be My Cat akurat przeczą tej tezie, gdyż mają sporo punktów wspólnych.

Aktualnie pracujesz nad 3 nowymi filmami. Zdradzisz o nich coś więcej? Powinniśmy spodziewać się więcej found footage czy zamierzasz eksplorować kino innych gatunków?

  • Good Girl to film produkowany przez Blumhouse’a, znajduje się jeszcze w fazie preprodukcji. Scenariusz do niego napisałem wraz z moją żoną, ja będę reżyserem, więcej zdradzić nie mogę. We put the world to sleep będzie częścią antologii Film Crazy, zdradzić mogę tylko apokaliptyczny setup. Die Bully Die z kolei to komediohorror zemsty, w całości tworzony przeze mnie, bez ingerencji studia, ale niewykluczone, że ostatecznie stanie się on serialem. Niewykluczone, że wszystkie z tych filmów będą miały w sobie elementy found footage, ale promowanie tego konceptu nie jest już moim głównym celem. Chcę skupić się na aktorach, improwizacji, realizmie i historii w ramach tradycyjnego kina.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.