American Film Festival 2019Publicystyka

5 filmów, które zobaczyliśmy w sekcji ON THE EDGE zanim stały się modne

Szymon Pietrzak

Sekcja On the Edge towarzyszy American Film Festival od pierwszej edycji tego wrocławskiego święta amerykańskiego kina. Przez dziesięć lat przewijały się przez nią najróżniejsze tytuły. Od tych, których nawet dziś próżno szukać gdziekolwiek, bo przejeździły tylko festiwale – po te, które stały się filmami kultowymi. W naszym dzisiejszym zestawieniu całych dziesięciu lat On the Edge, przedstawiamy Wam najbardziej zapamiętane przez nas filmy z tej sekcji. Nasze wybory są oczywiście subiektywne. On the Edge to tak specyficzna sekcja, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Nie bójcie się więc sami zajrzeć do archiwum festiwalu i zastanowić się nad tym, który z tych wszystkich filmów jest waszym ulubionym.


1. Mandy 

Mandy
fot. Kadr z filmu “Mandy”

Panos Cosmatos to reżyser, który już swoim debiutem zdołał wyznaczyć własny autorski styl i sprawił, że na jego drugi film, Mandy, czekała bardzo konkretna grupa widzów. I choć materiały promocyjne, takie jak plakaty czy kadry, mogły zwiastować film przepełniony wyłącznie krwawą jatką, to jednak w kinie możemy się lekko zaskoczyć – bo zanim Nicolas Cage faktycznie chwyci za piłe motorową, będziemy musieli przejśc z nim przez najgorsze piekło, poczuć wręcz fizyczny ból i zajrzeć wraz z nim do najczarniejszej z otchłani. Wszystko to jednak odpłaci nam Cosmatos wspaniałą drogą ku wyrachowanej zemście z zimną krwią, przerywaną animowanymi scenkami wzorowanymi na kreskówkach z lat 80. – wszystko z niesamowitej miłości do kina.

Sprawdź również specjalne pokazy filmu “Mandy” o północy w ramach projektu Velvet Midnight!

(Szymon Pietrzak)
Przeczytaj też całą recenzję filmu…


2. Assassination Nation 

fot. Kadr z filmu “Assassination Nation”

Choć o Samie Levinsonie szerzej usłyszeć można było dopiero w tym roku – przy okazji premiery jego Euforii dla HBO – na zeszłym AFF-ie podbił nasze serca bardzo odważnym filmem z gatunku teensploitation. Pogrążone w chaosie Salem, to miasto przepięknie nakręcone – każdy kadr chciałoby się oprawić w ramkę, bowiem Levinson okazał się jednym z najlepszych stylistów współczesnego kina. A że dodatkowo dostajemy bardzo satysfakcjonującą rozwałkę – nie potrafię na to narzekać.

(Maciej Kędziora)
Przeczytaj też całą recenzję filmu…


3. Dollhouse: Jak amerykańska popkultura pozbawia kobiety podmiotowości

Dollhouse: Jak amerykańska popkultura pozbawia kobiety podmiotowości
fot. Kadr z filmu “Dollhouse: Jak amerykańska popkultura pozbawia kobiety podmiotowości”

To film tak kreatywny i dziwny w swojej formule, że nie da się przejść obok niego obojętnie. Tym bardziej, że wyróżnia go spójna fabuła, a eksperymentalne filmy rzadko się na nią decydują. Co ważniejsze, Dollhouse naprawdę ma coś do powiedzenia. Fakt, czasami w swojej dziwności główna myśl zdaje się zanikać (szczególnie pod koniec), ale reżyserka finalnie zostawia nas z bardzo konkretnym przesłaniem.

Przeczytaj również:  Szaleńcza podróż w głąb siebie. Omówienie filmu "Fitzcarraldo" Wernera Herzoga

Ale na czym dokładnie polega jego dziwność? Ten film to animacja poklatkowa, przygotowana przy pomocy lalek, ale z obyczajowym, bardzo przerysowanym scenariuszem. Czasami pewne wątki wychodzą poza wszelkie granice, by nas uderzyć ich znaczeniem dla społeczeństwa. To film o kobiecym ciele i jego rynkowości. O przerażających konsekwencjach walki o ideał i o samym kanonie piękna. Feministyczne kino, które w pewnych kręgach już ma status kultowego.

(Maja Głogowska)


4. V/H/S

fot. Kadr z filmu V/H/S

Esencją filmów found footage, czyli plebejskiego subgatunku czerstwych horrorów, jest głęboko zakodowany w nich format wideo. Dylogia V/H/S (tj. V/H/S i V/H/S/2) skupia się właśnie na tym kasetowym potencjale zwyrodnienia i grozy, quasi-amatorskiej kaskadzie środków formalnych; na suflowaniu nam tezy, że to, co oglądamy, musiało się zdarzyć, bo przecież ktoś to nagrał. Z błogą naiwnością i sympatią przyjmujemy to założenie, bo tylko ono może nas ukoić i zapewnić pyszną zabawę.

Pierwsza część V/H/S miała ten przywilej, że mogliśmy ją zobaczyć m.in. na AFF-ie w 2012 roku. Film ma strukturę ramową: opowiada o losach bandy drobnych rzezimieszków okradających domostwa. Dostają oni anonimowe zlecenie: mają ukraść pojedynczą kasetę wideo z opuszczonego domu. Znajdują tam przerażające nagrania, które w myśl logicznego dyskursu gatunku, oglądają do końca. V/H/S to zatem obramowany fabularnie zbiór noweli filmowych, antologia found footage umiejętnie wykorzystująca limity formalne.

Rozstrzał techniczny nie jest może tak imponujący jak w drugiej części (V/H/S/2 to bez dwóch zdań mistrz w swojej dziedzinie), ale jedynka i tak dobrze radzi sobie z ukrytymi kamerkami (w epizodzie Amateur Night imituje nawet perspektywę pierwszej osoby), rozmowami video a la Skype (The Sick Thing That Happened to Emily When She Was Younger) czy klasyczną kamerą z ręki (Second Honeymoon). Wszystkie nowelki posiadają w sobie tę uroczą niewinność i horrorową pasję, że mimo paru chybionych pomysłów czy efemerycznych konceptów, nie sposób nie radować się z oglądania z tak świadomego projektu.

Przeczytaj również:  Steve Rogers - Kapitan na jakiego zasłużyliśmy [ESEJ] - część II

Na deser dodam, że swoje epizody wyreżyserowali tu m.in. David Bruckner, twórca wyśmienitego Rytuału, który możecie zobaczyć na Netfliksie, czy Adam Wingard (Gość czy remake Blair Witch). I oczywiście komplementarna do pierwszej części będzie dwójka. Oba filmy to esencjonalne pozycje na liście rustykalnych, niskoklasowych straszaków.

(Kamil Walczak)


5. Special Mention: Swobodny jeździec 

fot Kadr z filmu “Swobodny jeździec”

Co prawda tego filmu nie zobaczyliśmy na festiwalu zanim stał się modny, ale jako że był on prezentowany w sekcji On the Edge przy okazji premiery dokumentu o nim, mieliśmy okazje przypomnieć sobie o tym kultowym filmie z końcówki lat 60′.

Opowiada on o dwóch dorabiających jako dilerzy hipisów, którzy postanawiają wyruszyć w podróż po USA, żeby poznać znaczenie słowa “wolna Ameryka” i odkryć, na czym właściwie polega sens życia. Film w reżyserii Dennisa Hoppera stał się klasykiem dzięki temu, że kapitalnie oddał specyfikę przemian kulturowych i społecznych w czasach coraz to większego ruchu hipisowskiego, walki o prawa obywatelskie i coraz to bardziej nasilającej się w kraju paranoi. Jego sukces okazał się być przełomowy dla Hollywoodu, bowiem przy budżecie 400 tysięcy dolarów Easy Rider zarobił ponad 150 razy tyle, a do tego wyznaczył nową erę, w której nie liczyło się już to, jakie studio będzie tworzyło dane dzieło, i ile pieniędzy w niego wpompuje, tylko to, kto będzie stał za kamerą.

(Kuba Stolarz)


On the Edge zdaje się być zgodne z główną myślą na jakiej zbudowany jest cały American Film Festival. Sprowadzanie do Polski kina, które normalnie ominęłoby nasz kraj szerokim łukiem. W Stanach Zjedczonych rocznie powstaje około 1000 produkcji – większość z nich nie miałaby żadnych szans na dystrybucję, a festiwale są ich jedynym ratunkiem. On the Edge to właśnie zbiór takich filmów.

Dajcie znać w komentarzach, który z filmów podobał Wam się najbardziej, a który najmniej. No i jesteśmy ciekawi – czy czegoś w naszym zestawieniu nie brakuje?

Zapraszamy również do sprawdzenia tegorocznego programu American Film Festival, w tym czterech filmów z sekcji On the Edge!

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.