RecenzjeSeriale

“Barry” – Recenzja 1. sezonu

Maciej Kędziora
Kadr z serialu “Barry” – HBO

Bill Hader to aktor, dla którego sięgało się po Saturday Night Live (szczególnie w duecie z Kristen Wiig), i który to zdobył za występy w tym programie dwie nominacje do Emmy. Problem w tym, że nigdy nie mógł ukazać swojej poważnej strony – a jak wiadomo każdy komik skrywa pod warstwą śmiechu swoją depresję i brak samoakceptacji. Tę przełomową rolę, jak się teraz okazuje, musiał stworzyć sobie sam. Bo “Barry” to głównie opowieść o dojrzewaniu i zmianach w życiu człowieka – zmianach, które czekają również Hadera.

Sama historia, którą serial porusza, wydaję się być bardzo prosta. Ot płatny zabójca, weteran wojny w Afganistanie o imieniu Barry podczas jednego ze zleceń odkrywa swoje nowe powołanie – aktorstwo. Zaczyna uczęszczać na zajęcia do podrzędnego aktora (uchodzącego w grupie aktorskiej za guru) Gene Cousineau (Harry Winkler), poznaje kobietę swojego życia Sally (Sarah Goldberg), a w wolnych chwilach próbuje zerwać z dotychczasowym życiem, wykonując ostatnie zlecenia dla Czeczenów pod wodzą lekko grubego, ale i pociesznego Gorana Petrowa. Oczywiście jedno morderstwo wymyka się spod ręki i na trop Barry’ego i jego wspólników wpada policja, szukając sprawcy morderstwa Ryana Madisona, byłego członka grupy aktorskiej.

I o ile przez pierwsze parę odcinków wydaje się, że ten zgrabny zamysł na serial jest stworzony stricte pod komedie, wtedy następuje jeden z największych zwrotów w narracji serialu jaki widziałem w trakcie jednego sezonu. Ze średniej komedii, Hader w piątym odcinku dorasta i zaczyna tworzyć swoją własną wersję Makbeta, sam wcielając się w główną rolę. Podobnie jak szekspirowski bohater nie może przestać zabijać, cały czas próbuje uciekać od winy, oraz sam – ku krytyce społeczeństwa – próbuje usprawiedliwiać swoje winy. Dodatkowo w swoje sprawy wciągnie starych kumpli z wojska, jego dziewczyna będzie w wielkim niebezpieczeństwie, a jego przybrany ojciec prawie straci życie. Takiego podejścia do dramatycznego oryginału, takiej odwagi w reinterpretacji Szekspira możliwe, że nie podjąłby się sam Krzysztof Warlikowski, a co dopiero aktor, który zwykle kojarzony był jedynie z bardzo zabawnymi skeczami z okazji dnia św. Patryka. Aktor, który przez swoją komediową łatkę nie mógł podjąć się czegoś bardziej wymagającego, angażującego emocjonalnie.

Przeczytaj również:  Premiera: "W lesie dziś nie zaśnie nikt" obejrzycie od dziś na Netflixie!

Nie jest jednak tak, że komediowe aspekty w “Barrym” są złe – wręcz przeciwnie. Mamy tu masę popkulturowych żartów – od Akiry Kurosawy aż do Leeroya Jenkinsa. Nie da się przejść obojętnie obok najbardziej “wyluzowanej” postaci, czyli Noho Hanka (Anthony Carrigan), który to bardzo chce Barry’emu pomóc – problem w tym, że z całego serca kocha swojego czeczeńskiego szefa – co przejawia się mnóstwem historii o “Space Jam” czy “Breaking Bad“. Carrigan w duecie z Haderem mają perfekcyjny timing, idealne wyczucie kamery czy też traktowania swoich zdolności nie tylko warsztowo, lecz z pasją i zrozumieniem.

Aktorsko “Barry” to jeden wielki popis umiejętności Hadera. Czy to w momentach kiedy morduje i z dnia na dzień sprawia mu to coraz większy ból, czy to kiedy ma udawać, że grać nie potrafi, biorąc udział w lekcjach Gene’a. Aż wreszcie przyszedł ostatni odcinek i gdy miałem wątpliwości, czy Billowi faktycznie chce się to ciągnąć, dostarcza kreację, której nie powstydziłby się Bryan Cranston w ostatnich odcinkach, gdy musiał wcielać się w Waltera White’a. Do współpracy oprócz bardzo dobrego Carrigana dostaje głównie postacie, które są nijakie, albo przeszarżowane – ale takie właśnie jest tanie aktorstwo w Hollywood, które ukazuje lepiej niż Franco w Disaster Artist.

Serial stoi na bardzo solidnym – jak to na HBO przystało – poziomie, jeśli chodzi o stronę formalną. Szczególnie zaskakuje dobry montaż, który bardzo mocno współgra z psychologią naszego niedoszłego aktora, również muzyka – szczególnie ta Doorsów powoduje, że na twarzy widza pojawia się uśmiech – choć w prawie każdej tutaj scenie ten uśmiech pozostawia na naszych ustach bardzo gorzki posmak.

Kadr z serialu “Barry” – HBO

Hader stworzył jedną z najlepszych tegorocznych produkcji (póki co). Zaskakuje powaga klimatu, w jakim ta produkcja jest tworzona, zaskakuje umiejętność prowadzenia spójnej narracji, zaskakuje mrok – nie tylko ten wynikający ze słabego oświetlenia, ale również dostajemy to czego mogliśmy oczekiwać – wielu udanych żartów, trafionych uwag czy też krytyki wiecznie rozczarowanych gwiazdek klienta#02 ze scenariusza z jedną kwestią do wypowiedzenia. Miasto marzeń jest w życiu człowieka ważne – problem w tym, że niektórzy trafiają tam na swojej ścieżce znacznie za późno. A tak chyba jest z Barrym. Ale tego przekonamy się w już zapowiedzianym drugim sezonie!

Przeczytaj również:  Czy warto po raz trzeci wracać do świata "Westworld"? - BEZSPOILEROWA recenzja odcinków 1-4

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.