FelietonyPublicystyka

Cień azjatyckich gigantów – 13. Azjatycki Festiwal Filmowy PIĘĆ SMAKÓW [FELIETON]

Andrzej Badek

Gdy zaczynam pisać ten artykuł, w najlepsze trwa wrocławski festiwal kina amerykańskiego. Ja jednak, już drugi rok z rzędu, przedkładam nad niego inne wydarzenie filmowe: mający miejsce w Warszawie Festiwal Pięć Smaków. Tegoroczna edycja azjatyckiego festiwalu przypada na 13-20 listopada, a seanse odbywać się będą w warszawskich kinach Muranów oraz Kinoteka. To doskonała okazja, żeby zmierzyć się z pewnym szokiem kulturowym i spróbować swoich sił w zrozumieniu dalekowschodnich kultur i ich gustów, które bardzo często postrzegamy niestety albo przez pryzmat historii albo stereotypów.

Stosunkowo niewielkie (póki co) zainteresowanie kinem azjatyckim nie tylko w Polsce, ale w całej Europie i Stanach Zjednoczonych ma podwójny wymiar: dosłowny oraz symboliczny. Ten pierwszy wynika oczywiście z podstawowych barier, jakimi są języki wschodnie; ich toniczność czy aglutynacyjność powoduje, że nawet z pomocą napisów w języku polskim lub angielskim, potrzeba nam odrobiny praktyki, żeby przywyknąć do sposobu, w jaki wypowiadają się bohaterowie. Ci z Was, którzy zetknęli się z japońskimi anime, prawdopodobnie najbardziej znanym obok sushi i ramenu “produktem eksportowym” Japonii, z pewnością doświadczyli tego niespotykanego dla nas modelu werbalnej ekspresji. A jeśli o ekspresji mowa, trudno nie wspomnieć o tym, jak dalece potrafią różnić się drobne gesty, zachowania czy mimika w kinie azjatyckim od tych w Europie. Poprzez zachowawczych Japończyków, oddanych surowym regułom konfucjanizmu Chińczyków, czy głęboko uduchowionych buddystów, Azja oferuje tak różnorodną gamę kulturowych konwenansów, jakich nie mieści żaden inny kontynent świata.


Zobacz również: Młodość; – słodka chińska adolescencja w czasach rewolucji [RECENZJA]

Drugi wymiar, symboliczny, pokazuje, jak bardzo jesteśmy nieświadomi rosnącej na wschodzie potęgi Chin. Choć mówi się od niej od lat i większość osób zapytana o potęgę Kraju Środka pokiwa z zadumą głową, w dalszym ciągu niewiele osób zdaje sobie sprawę ze skali tej siły. Chińczycy, którzy rzucili wyzwanie Stanom Zjednoczonym i administracji Donalda Trumpa nie próżnowali również w zakresie kinematografii. Producenci z Hollywood od wielu już lat, gimnastykują się w swoich blockbusterach, żeby ich filmy przeszły chińską cenzurę. Bynajmniej nie oznacza to, że Chińczycy pozostają biernymi importerami zachodniej rozrywki. Ich produkcje, realizowane za wielkie pieniądze nie ustępują rozmachem najdroższym filmom Ridleya Scotta czy Stevena Spielberga!

Przeczytaj również:  Pięć etapów żałoby po finale "Good Place", czyli ostatnie pożegnanie

Niemałym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie na zeszłorocznej edycji festiwalu filmu Operacja Morze Czerwone, czyli nakręconego z rozmachem kina wojennego, które podkreślało na każdym kroku heroizm chińskich żołnierzy marynarki wojennej. Choć cała produkcja przypominała formą Helikopter w ogniu widać było, że reżyser ma ambicję budowania poprzez kino chińskiego patriotyzmu (podobnie, jak robił to wspomniany film Scotta w odniesieniu do USA). Innym odkryciem był film Młodość, który otwierał Pięć Smaków rok temu i był prawdziwą chińską epopeją omawiającej losy całego pokolenia młodych ludzi w czasie niesławnej Rewolucji Kulturalnej lat 70. O ile produkcji można zarzucić sztampowość i grę na emocjach widza, niemożliwym jest zaprzeczyć, że zrealizowana została z rozmachem, a w barwnych kadrach Xiaogang Feng uchwycił w atrakcyjny i hipnotyzujący sposób losy wojskowej grupy tanecznej balansując na granicy eposu i melodramatu.

Nie oznacza to bynajmniej, że festiwal ukierunkowany jest na wysokobudżetowe hity. Wszelacy fani arthouse’u znajdą tu dla siebie dziesiątki utworów wielkich mistrzów oraz pretendentów do tego tytułu. Moje największe zainteresowanie na tegorocznej edycji wzbudzili szczególnie dwaj reżyserzy: Pema Tseden i Fruit Chan, którzy są także gośćmi festiwalu.


Zobacz również: Balon, czyli edukacja seksualna w tybetańskim wydaniu [RECENZJA]

Ten pierwszym to Tybetańczyk, który jako pierwszy stara się przybliżyć kulturę swojego regionu dzięki dwóm filmom: Balonowi oraz Jinpie. Pierwszy z obrazów skupia się na trudnym nawet w naszym kraju temacie edukacji seksualnej, silnie uwikłanej w niesławną chińską politykę “jednego dziecka”. Drugi utwór skupia się na tybetańskiej duchowości, specyficznym humorze i przewrotności losu, wybrzmiewających w postaci pięknie nakręconego kina drogi.

Nie da się jednak ukryć, że prawdziwym daniem głównym festiwalu jest Fruit Chan. Reżyser znany z portretowania Hong Kongu, zaczął kręcić filmy jeszcze przed 1997 rokiem, kiedy Chiny przejęły region od Wielkiej Brytanii i kręci je po dziś dzień. Jako czujny i bystry obserwator jest prawdopodobnie jak nikt inny opisać zmiany, które zaszły w mieście w czasie ostatnich dwóch dekad i pomóc zrozumieć nam, europejskim widzom, złożoność hongkońskich protestów, o których rozpisują się media całego świata od kilku miesięcy.

Przeczytaj również:  Album wideofoniczny [FELIETON]

Krótkie listopadowe dni to doskonały czas, żeby odwiedzić skąpane deszczem kino Muranów oraz Kinotekę. Między 13 a 20 listopada macie okazję ucieczki od szarej pogody w świat pięciu smaków i setek kolorów Azji. Będę Was wypatrywał już od środy, a Wy wypatrujcie mnie. Przy ciepłej misce ramenu albo sajgonce wymieńmy uczmy się o tych tajemniczych wschodnich gigantach. Oni, czy tego chcemy, czy nie, będą uczestnikami naszej przyszłości.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.