RecenzjeSeriale

“Dear White People” – Recenzja 2. Sezonu

Maciej Kędziora
Materiał promocyjny serialu – “Dear White People”

Dear White People to serial, który w Polsce przeszedł bez echa. Niezbyt mnie to dziwiło – sytuacja rasowa w naszym kraju nie jest tak widoczna jak w Stanach, niewolnictwo nie jest w nas zakorzenione, a na ulicach nie dochodzi codziennie do zabójstw przedstawicieli mniejszości przez policjantów. Pozwólcie zatem, że zanim przejdę do części ze spoilerami z pierwszego sezonu, przybliżę wam, o co biega w Drogich białych.

Dear White People to audycja, którą prowadzi dla kampusu Winchester (jednej ze szkół tzw. “Ive League”) Samantha White, czarnoskóra studentka, przewodnicząca grupy Black Cacus, walczącej z rasizmem tak w strukturach uniwersytetu, jak i wśród ludzi (najczęściej Republikanów). W tej audycji wyśmiewa większość białych, piętnując ich za zachowania skrajnie rasistowskie – takie jak malowanie się na czarno z okazji Halloween. Do prawdziwego wybuchu dochodzi jednak, gdy w jej niewinnego przyjaciela zostaje wycelowany policyjny pistolet.

Oprócz Sam, serial skupia się na pięciu innych głównych bohaterach – Reggiem, pokrzywdzonym i przerażonym sytuacją z policją, Troyem – szykowanym przez ojca na zostanie nowym Barackiem Obamą, Joelle – przyjaciółką Sam, która jednak cały czas stoi w jej cieniu, Coco – jedyną w pełni respektowaną przez białe przyjaciółki, czarnoskórą dziewczyną na kampusie, oraz Lionelu – początkującym dziennikarzu śledczym. Na zachętę dodam, że każdy odcinek prezentowany jest z perspektywy innego bohatera (tak samo udanie jak w The Affair), a odcinki trwają jedyne 30 minut (plus mają świetny soundtrack, będący mixem rapu, soulu i czasem muzyki operowej).

Kadr z serialu “Dear White People”

CZĘŚĆ ZE SPOILERAMI Z PIERWSZEGO SEZONU 

Drugi sezon zastaje nas zaraz po końcu poprzedniego. Zamieszki wywołane przez Black Caucus, ujawnione papiery demaskujące zbrodnie głównych sponsorów szkoły czy też rozstanie Sam z Gabem to punkt wyjściowy, który powoduje, że prawie wszyscy się zmienili. Samantha (Logan Browning) tym razem oprócz bycia świetną przywódczynią, okazuje się być naprawdę skrzywdzoną osobą, która nie potrafi poradzić sobie z hejtem ze strony alt-rightowców, dodatkowo okazuje się, że jej ojciec jest biały – i ten fakt bardzo mocno wykorzystają trolle internetowe, by ją zniszczyć. Muszę tu zaznaczyć, że sposób, w jaki będzie przedstawiona jej relacja z tatą to chyba najlepszy dowód na to, jak ta bardzo ważna produkcja dojrzała. Podobnie jak Samantha – z historii, która jedynie krzyczy w słusznej sprawie, zaczyna również zaglądać do swojego wnętrza i próbować siebie zrozumieć.

Przeczytaj również:  Fantastyczna dwunastka: Najlepsze queerowe filmy na Netflixie

Największą przemianę przejdzie jednak Troy (Brandon P Bell). Z twarzy kampusu stanie się uzależnionym od narkotyków i seksu, zagubionym chłopakiem, który stracił wszystko. Siódmy odcinek, bazujący tylko na nim, to prawdopodobnie najlepsza część tego sezonu. Historia ujawniająca, jak bardzo w słynnym słowie dziedzictwo brakowało jego pierwiastka, jak po raz pierwszy udało mu się porozmawiać z tatą (swoją drogą cieszy rozbudowanie postaci Douglasa Firebanksa (Obba Babatundé) i zmiany z typowego złego szefa uniwersytetu, w wyrzutka, który dostał się na szczyt, ale nadal nie jest traktowany z szacunkiem).Historia  powodująca, że Dear White People stają się bardziej połączoną i spójną wersją Master of None (jednak nadal nie lepszą).

Drugi sezon odchodzi również od jednostronności. Alt-rightowcy zdobywają coraz więcej pogłosu w szkole, a osoby o ich poglądach (również wśród widzów), będą miały szansę ich wspierać – bo nic nie jest już tutaj aż tak oczywiste, jak mogą wskazywać pozory. Gabe (John Patrick Amedori) zabiera Sam większość słuchaczy, stając się twarzą walki z rasizmem serią dokumentów “Am I Racist?” – pytanie tylko, czy to biali ludzie powinni decydować o losach innych grup: na lepsze i gorsze? Lionel odkrywa, że życie po coming-oucie nie musi być tak proste, a spora część grup homoseksualnych to nadal zatwardziali konserwatyści lub rasiści. Ich miłość najczęściej jest ulotna. Joelle, będzie próbowała wyjść z cienia Sam, ale może to okazać się już niemożliwe. Dodatkowo do szkoły ma przyjechać jedna z najważniejszych czarnoskórych publicystek, która wbrew wszystkiemu, raczej nie do końca ma podobne poglądy do liberalnego Black Caucusu.

Z wielką dojrzałością serial podchodzi również do tematyki aborcji, której poświęca jeden cały odcinek, przechodząc przez cierpienie jednej z głównych bohaterek, rozważanie co by było gdyby, aż wreszcie do podjęcia decyzji. Nie boi się również konfrontacji – czy to wielkiej walki sam na sam Sam z Gabem, gdzie jedna ze stron wypomina drugiej, że i tak ma lepiej, gdzie druga przypomina, że nie zawsze musi chodzić o nas samych. Po raz pierwszy pojedyncze części mają tak dużą moc i wydźwięk, jaki pozostawiają.

Przeczytaj również:  Koronawirus: Unia Europejska i Netflix ograniczają jakość HD
Kadr z serialu “Dear White People”

Nie sposób również nie doceni warstwy technicznej. Pięknie przemyślane kadry – czy to podczas historycznych retrospekcji (a w tym sezonie jest ich masa – i będą bardzo ważne w aspekcie finału więc śledźcie uważnie!), czy podczas życia na kampusie – nadal mamy tę samą stylistykę, momentami pastelową, lekko rozmytą, operującą bardzo niespotykanymi kolorytami, świetnie kontrastującą z architekturą samego uniwersytetu. Również soundtrack – od popu do opery – bardzo silnie współgra z naszymi bohaterami, oddając ich emocje.

Cieszy również zakończenie. Znów z pozornie prowadzącej donikąd historii, udało się zaangażować mnie w bardzo mocne przeżywanie losów postaci. Otwarcie na większe spektrum widzów również nie zaszkodziło serialowi, który teraz może głosić swoją myśl jeszcze głośniej. Oczywiście nadal wydaje mi się, że ludzie mocniej konserwatywni od tej produkcji się odbiją – nadal moim ulubionym bohaterem pozostaje jawnie zadeklarowany homoseksualista, co dla wielu nadal jest trudne do przełknięcia (a wielka szkoda). Jeśli jednak brakuje wam stylistyki Master of None, czy Atlanty to Dear White People! jest właśnie dla was. Przemyślany, świetnie poprowadzony i zaskakująco lepszy od pierwszego sezonu. Spróbujcie – może zostaniecie w kampusie Winchester na dłużej. Szczególnie, że zakończenie wskazuje, że jeszcze będziemy tam wracać.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.