Klasyka z Filmawką – “Dzień próby” Denzela Washingtona

Gdy cofnę się myślami do roku 2010 to jedną z niewielu momentów które pamiętam z dokładnością co do minuty jest pewne jesienne, deszczowe popołudnie. Był to jeden z tych dni gdy nie mogłem spędzić kolejnego wieczora grając w Grand Theft Auto: San Andreas. Był to jeden z tych tragicznych dni w życiu każdego młodego człowieka gdy komputer postanowił odmówić posłuszeństwa i zwyczajnie się zepsuć. Jednak z perspektywy czasu był to prawdopodobnie jeden z najważniejszych dni, które ukształtowały moje zainteresowania, ponieważ postanowiłem obejrzeć film w telewizji, co normalnie nigdy się nie zdarzało. Wziąłem program do ręki i moim oczom ukazał się film, którego opis wręcz zmusił mnie do obejrzenia. Był to właśnie “Dzień Próby” w reżyserii Antoine’a Fuqui.

W oczach miłośnika gier gangsterskich spod szyldu Rockstar to było jak dar z nieba, no bo co mogło lepiej trafić w moje gusta niż produkcja, której akcja rozgrywa się w Los Angeles i opowiada o bezwzględnym detektywie z wydziału narkotykowego? To był właśnie ten przełomowy dzień gdy zacząłem się interesować kinematografią na większą skalę. Ale teraz nadszedł czas aby spojrzeć okiem dorosłego człowieka na magnum opus w dorobku Antoine’a Fuqui.

Zobacz również: Odkrycia Roku – Podsumowanie Roku 2018 #1

Powiedzmy to sobie prosto z mostu: fabuła “Dnia Próby” jest prosta jak budowa cepa. Ot jest to jedna z wielu historyjek, które powstały w Hollywood na temat organów ścigania w Los Angeles. Mamy tutaj młodego i kierującego się ideałami policjanta Jake’a Hoyta (Ethan Hawke) oraz zepsutego detektywa z wydziału narkotykowego Alonzo Harrisa (Denzel Washington), który działa w sposób sprzeczny z etyką i dowodzi on  pięcioosobową grupą podobnie postępujących podwładnych. Scenariusz podążając za fabułą odhacza kolejne elementy typowe dla tego gatunku, tj. dawanie rad nowemu podwładnemu, testowanie go czy też ukazanie kryminalnej części Los Angeles, która o dziwo albo jest czarnoskóra albo pochodzi z Meksyku. Chciałoby się rzecz, że nie ma tutaj nic co mogłoby zatrzymać widza na dłużej, jednak jest zupełnie inaczej, ale o tym za chwilę

Kadr z filmu "Dzień próby"
Kadr z filmu “Dzień próby”

Film rozpoczyna się w momencie gdy Hoyt rozpoczyna prawdopodobnie jeden z najważniejszych dni w swojej karierze, czyli początek pracy u boku Harrisa, który od pierwszej sceny pokazuje jak bardzo twardym jest policjantem. Dalej przechodzimy do scen ukazania ulic LA, zatrzymania licealistów kupujących marihuanę czy też odwiedziny w domu “przyjaciela” Alonzo – Rogera (Scott Glenn), który jest byłym przestępcą i za zebrane pieniądze z życia kryminalisty chce wyjechać na Filipiny. Następnie scenarzysta David Ayer przechodzi do najważniejszego elementu historii, czyli zadłużenia Alonzo na kwotę miliona dolarów u Rosjan. I to tyle jeśli chodzi o fabułę tego filmu. Jak już mówiłem to nie jest nic arcydzielnego, ale ogląda się to nadzwyczaj przyjemnie głównie przez montaż i dźwięk, które stoją na dobrym poziomie.

Zobacz również: Klasyka z Filmawką – „Rocky”

Jednak to co zatrzymuje widza na dłużej przy ekranie to bez dwóch zdań postać Alonzo Harrisa, który w wykonaniu Denzela Washingtona to jeden z najwspanialszych występów aktorskich jakie było mi dane zobaczyć na oczy. Do tej pory jak pomyślę, że tę rolę mógł zagrać Bruce Willis lub Samuel L. Jackson, po czole spływa mi kropla potu.

Kadr z filmu "Dzień próby"
Kadr z filmu “Dzień próby”

Film ten oglądałem około 15 razy i za każdym razem nie jestem w stanie zapamiętać całej fabuły na dłużej niż miesiąc. Co innego z rolą Denzela, bo jak dla mnie jest to jego jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsza rola w karierze) i jakież było moje zdziwienie gdy przeczytałem, że większość kwestii Alonzo była improwizowana. O wybitności tej kreacji może też świadczyć fakt, że Denzel otrzymał Oscara w roku 2002 pokonując takich aktorów jak Russel Crowe czy Sean Pean. Właściwie jest to jedyny aspekt filmu, który został doceniony przez krytyków i nie ma się w sumie czego dziwić, ponieważ jak już wspominałem Denzel jest tutaj najlepszym elementem tej produkcji i według mnie obiektywnie zasługiwał na wszystkie nagrody świata.

Kończąc ten i tak już za długi wywód pozwolę sobie przytoczyć stanowisko Marka Koterskiego, który wielokrotnie wspominał, że filmy ogląda głównie dla aktorów i nieskromnie mogę przyznać, że od momentu obejrzenia “Dnia Próby” przy każdym seansie filmowym towarzyszy mi to samo uczucie i chęć zobaczenia roli równie wybitnej jak ta w wykonaniu Denzela Washingtona w 2001 roku.



5 thoughts on “Klasyka z Filmawką – “Dzień próby” Denzela Washingtona

  1. Elegancka recenzja , aż miło czytać takie artykuły. Powinno się pojawiać zdecydowanie więcej twórczości tego Pana !!!

  2. Powinno się pojawiać zdecydowanie więcej artykułów od tego Pana!! Świetnie się to czyta :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.