Dziesięciolecie Iron Mana!

Iron Man
fot. Kadr z filmu Iron Man 3

Gdyby ktoś dziesięć lat temu powiedział mi, że największym potentatem rynku filmowego będą produkcje Marvela, to uśmiechnąłbym się pod nosem. Tak się jednak stało, a dzisiaj mija równe 10 lat od czasu premiery pierwszej produkcji spod znaku MCUIron Man.

W kinie widzowie potrzebują bohatera, który będzie dla nich wzorem. Na początkach historii były to ikoniczne postacie historyczne, takie jak Joanna D’Arc, utożsamiające sobą heroizm i walkę z przeciwnościami. W erze westernów były dwa archetypy bohatera — postacie Johna Wayne’a (idealnego republikanina i patrioty) oraz Brudnego Harry’ego (sarkastycznego rewolwerowca). Do widza szczególnie będzie przemawiać postać, którą sam mógłby się stać — a przynajmniej mieć takie poczucie. Stąd też DC na start postawiło na Batmana, eksperta walk, który do wszystkiego doszedł sam, a jego pierwszymi rywalami byli ludzie pokrzywdzeni przez los. Tony Stark również jest bohaterem pokrzywdzonym i osamotnionym. Jest bohaterem zabawnym, ale i upadłym, który potrzebuje mechanicznego serca, by się postawić na nogi. W skrócie — Tony Stark to Robert Downey Jr. z roku 2008.

Pomysł obsadzenia Downey Jr. w roli Iron Mana wydawał się oczywisty już na etapie castingowym. Marvel oczywiście po części ryzykował, ale w zamian dostawał znane i co najważniejsze głośne nazwisko. Ryzyko było tym mniejsze, że Robert przez ostatnie lata — szczególnie za sprawą Kiss kiss Bang bang i Zodiaka wskazywał, że jest już gotowy na powrót w blask jupiterów, będąc całkowicie trzeźwym od 2002 roku.

Iron Man
fot. Kadr z filmu Iron Man 3

Iron Man nigdy nie miał być odpowiedzią na produkcje DC (gdzie Nolan za chwilę miał wypuścić Mrocznego Rycerza), a bardziej szansą na pokazanie, skupiając się bardziej na połączeniu dramatu człowieka z bardzo typowym dla nich humorem (wtedy jeszcze będącym głównie na drugim planie). Gdy wróciłem do Iron Mana po latach, to miałem poczucie, że niedociągnięcia techniczne wnoszą pewną świeżość, zamiast powodować negatywny odbiór. Świeżość, która po czasie w produkcjach MCU zamieni się w zwykłe wyrobnictwo.

Historia z Iron Mana jest jedną z moich ulubionych opowieści z tego uniwersum — bo jest niczym produkcje o Szyderczym Harrym — bardzo ludzka i choć opiera się na prostych schematach, to zyskuje przy tym na szczerości. Nawet jeśli w pewnym momencie traci tempo, głównie przez wiecznie znudzonego Bridgesa, to ma czas na pierwiastek ludzki — tak potrzebny w kreowaniu wiarygodnych postaci.

Czekając na Infinity War, w którym wielu fanów przypuszcza, że Tony Stark zginie, przeszła mi przez głowę pewna myśl. Czy Marvel stworzył kiedykolwiek tak wielowymiarową postać? Czy bez Downey Jr. produkcje w świecie Stana Lee nie staną się zbyt płytkie? Po największej premierze kwietnia Marvel stanie na pewno przed trudnym zadaniem — nie stać się drugim DC.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.