“Dziewczyna we mgle” – Recenzja

Kadr z film “Dziewczyna we Mgle”

Włoskie kino z roku na rok staje się coraz mroczniejsze. Coraz częściej sięga po brudną część Półwyspu Apenińskiego, po problemy marginesu społecznego (Suburra), dewiacje społeczeństwa (Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie), czy też odwołuje się do klasyki kina, tworząc mroczne kryminały. W ten ostatni nurt wpisuje się debiut Donato Carrisiego, który na ekrany kin postanowił przenieść swoją własną powieść (za co otrzymał nawet odpowiednika naszych Orłów – Davida di Donatello w kategorii debiut), powieść bardzo mocno fincherowską.

Fabuła z pozoru wydaje się prosta. Zaginęła 16-letnia dziewczyna, a jej sprawę powierzono powszechnie znanemu inspektorowi Vogelowi (Toni Servillo), znanemu z przekładania otoczki medialnej nad faktyczne prowadzenie śledztwa. Całą historię śledztwa opowiada on psychologowi policyjnemu (granemu przez Jeana Reno), trzeba dodać – opowiada ją będąc cały zakrwawiony.

Donato Carrisi operuje więc tutaj retrospekcjami. Jest to pewnego stopnia uproszczenie, ułatwiające ukrywanie zwrotów akcji (w szczególności związanych z głównym podejrzanym – Profesorem Loriso Martinim), które jednak można wybaczyć samym rozpisaniem relacji Servillo – Reno, których to dialogi są pewnymi przerywnikami między samą akcją. Pozwalają również wydzielić film na cztery części gdzie każda jest inna od wcześniejszej. Problem w tym, że inność odczuwalna jest także w poziomie każdej z nich. Wyśmienity początek, kiedy to reżyser skupia się głównie na relacji Vogel – media, opierającej się na niepewnych dowodach, wcześniejszych animozjach (kiedy przez inspektora został skazany niewinny człowiek), a widz dostaje również bardzo ciekawą ekspozycję (większość kadrów przedstawiających miasto jest wykonana na policyjnej makiecie). Dziewczyna we Mgle wiele zyskuje wtedy, gdy na pierwszym planie nie jest zbrodnia i chęć ustalenia kto jest winny, ale relacje i próba ukazania nakręcającej się maszyny medialno-społecznej, która nie zastanawia się czy ktoś jest winny, ale go z miejsca skazuje.

Gorzej, gdy w produkcji zaczynają pojawiać się klisze typowe dla tego gatunku, polegające na masie zwrotów akcji, często mniej logicznych niż bardziej. Znów, nawet w tak artystycznym thrillerze, twórcę gubi chęć zaskoczenia widza, zaskoczenia, które jest wprowadzone na siłę. Myśl, że dobra opowieść detektywistyczna nie może się obejść bez wprowadzania widza w błąd, zostawiania niewłaściwych śladów. Ba, do pewnego momentu wydaje się, że oglądamy świetny dramat o podłożu kryminalnym, skupiający się na dramacie jednostki. Również sama końcówka, zamiast zaskakiwać niczym w Memento, bardziej przypomina każdą nędzną końcówkę kryminału z Czarnej Serii.

Trudno jednak nie docenić głównego bohatera, granego przez najlepszego Włoskiego aktora od czasu Marcello Mastroianniego, czyli Toniego Servillo. Oczywiście, wątpliwy moralnie inspektor Vogel to bardzo wdzięczna rola mężczyzny, któremu trudno zaufać – nawet mimo bycia protagonistą. Często kwestionujemy jego decyzje, nie zgadzamy się z nimi, a nawet chcemy by poległ. Servillo powoduje również, że Vogel ma w sobie cząstkę dobra, z pozoru głęboko ukrytą, która z czasem wyjdzie, ale przez jego sposób gry ta zmiana wydaje się szczera. Na drugim planie szczególnie wyróżnia się Lucrezia Guidone, grająca żonę podejrzewanego o zbrodnię profesora. Czyni ze swojej bohaterki prawdopodobnie jedyną całkowicie dobrą postać, która jednak cierpi ze względu na położenie w jakim się znalazłem. Miło jest również zobaczyć na ekranie Jeana Reno, który (niestety) jest jednak bardziej kontrastem dla Servillo niż równorzędnym “przeciwnikiem”.

Cieszy świadomość i odwaga z jaką twórca podchodzi do strony formalnej. Operowanie ciemnymi, przeciągniętymi kadrami, częsty (przemyślany) brak, zanik światła czy unikanie ostrego montażu, typowego dla gatunku, powodują, że czuje się dojrzałość twórczą i rozsądek, który powoduje ograniczenie efektów specjalnych. Choć – muszę przyznać – momentami Carrisi przeciąga wszystko o parę klatek za długo.

Nic nie cieszy mojego włoskiego serca bardziej niż rozsądna produkcja, która próbuje czegoś nowego w starym umeblowaniu (większość aktorów można kojarzyć z produkcji Sorrentino). I mimo że Carrisi w pewnym momencie gubi się w swoim świecie, czuć, że to wszystko jest jego. No może jego i Toniego Servillo, który staje się Midasem produkcji Półwyspu Apenińskiego.

Kadr z filmu “Dziewczyna we Mgle”
3/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.