“Euforia” HBO przypomni wam dlaczego liceum to najtrudniejszy etap życia [RECENZJA]

Euforia, nowy serial HBO wyprodukowany m.in. przez Drake’a, to adaptacja izraelskiej produkcji o tym samym tytule – na jej podstawie powstał scenariusz nowej, amerykańskiej wersji, o który zadbał reżyser i scenarzysta – Sam Levinson (Assasination Nation), umieszczając w nim także wątki autobiograficzne, głównie te o swojej walce z depresją i uzależnieniem. Produkcja przez parę ostatnich dni zdążyła nie tylko wywołać kontrowersje – z których najgłośniejszą zdaje się być scena w szatni z drugiego odcinka, gdzie twórcy pokazali 30 różnych penisów – ale zdążyła przede wszystkim podzielić krytyków. I nic w tym dziwnego – Euforia to ten rodzaj serialu, który w pierwszej minucie pilotażowego odcinka sugeruje, że Bush odpowiada za zamach 9/11. To serial, w którym wszystko kręci się wokół dziecięcej pornografii, social media, alkoholu, narkotyków i przemocy. I jest to przy tym serial wybitny na każdym poziomie, od realizacji, przez reżyserię i montaż, aż po odnoszącą aktorski tryumf Zendayę.

Zobacz również: “Opowieść podręcznej”, czyli moc „kobiet w czerwieni” w sezonie 3 [PIERWSZE WRAŻENIA]

Aktorka, znana przede wszystkim z produkcji Disneya, zrywa tutaj ze swoimi typowo “grzecznymi” rolami i wciela się w Rue – nastoletnią, uzależnioną od narkotyków uczennicę amerykańskiego liceum. Jej historia jest zaskakująco zwyczajna (i nie jest to spoiler – to wydarzenia z pierwszych minut serialu, podawane już we wszystkich jego opisach) – jak u każdego eksperytującego z narkotykami, nadchodzi dzień przedawkowania – i gdyby nie jej obecna w domu siostra, skończyłoby sie tragicznie. Rue dostaje od losu drugą szansę, trafia na odwyk, gdzie spędza całe wakacje i powraca… tylko, że wcale nie zamierza zmienić swojego trybu życia. Wszystkim tym wydarzeniom, jak i całemu serialowi, towarzyszy głos bohaterki z offu. Za swoje czyny próbuje się niejednokrotnie usprawiedliwić, ale bywa też szczera i zupełnie dla siebie surowa.

Euforia
“Euforia”

Twórcy jednak nie skupiają się tylko na jednej postaci. Ba, nawet nie na dwóch czy trzech. Euforia opowiada o całkiem sporej grupce nastolatków, z których każdy żyje trochę swoim własnym życiem. Życiem oczywiście bardzo amerykańskim, takim z przedmieść, gdzie co roku organizuje się lokalny konkurs na najlepsze chili, a życie toczy się dość powoli. Wszystko jest tu podane w bardzo autentyczny sposób – ujmuje nie tylko wielowymiarowość postaci, ale też warstwa wizualna. Format jest raczej kinowy niż telewizyjny, pełno tutaj detali na dalszych planach, bawienia się oświetleniem, scenografią, pogodą. Muzyka ma tu też swoje specjalne miejsce, nie tylko odzwierciedla playlisty współczesnych nastolatków, ale też tytuły odcinków są dosłownymi tytułami rapowych kawałków.

Zobacz również: “Wielkie kłamstewka” – Sezon 2 [PIERWSZE WRAŻENIA]

Natomiast scenariusz jasno wytycza granice świata przedstawionego – można co prawda odnieść wrażenie, że pewne sytuacje dzieją się zbyt blisko siebie, są zbyt skondensowane, ale jednak każde wydarzenie zostawia odpowiedni ślad, wpływa konsekwentnie na działania bohaterów i prowadzi ich przez kolejne losy. Dzięki temu twórcy mogą sobie pozwolić na sceny, w których narkotykowy gangster jest odpowiednio groźny, poszukiwanie młodszej siostry wywołuje potężne uczucie strachu, a kiedy już wybierzecie sobie swoich ulubionych bohaterów tej historii – zaczniecie im naprawdę kibicować.

Jest jednak też sporo momentów, w których Euforia bardzo często rezygnuje z realizmu – odlatując w daydreaming o szkolnej masakrze rodem z Gry o tron, animację ilustrującą słynne fanfiction z Tumblra o One Direction, napisane przez jedną z bohaterek, czy łamiąc czwartą ścianę, dając konkretny, merytoryczny i uzupełniony przykładami wykład o rodzajach tzw. dickpica.

Zobacz również: “Black Mirror” – Piąty sezon bez ryzyka, ale i bez nudy [RECENZJA]

O wiele częściej jednak, twórcy zdecydują się na taki “wykład” o wiele mniej bezpośrednio – w sieci możecie już dziś przeczytać artykuły o tym jak serial bezkompromisowo pokazuje scenę brutalnego seksu z przyduszaniem, ale nikt nie podkreśla, że jeszcze w tej samej scenie twórcy bardzo wprost ukazują jak powinien wyglądać szacunek do swojego partnera seksualnego i jak sprawić, aby osoba, z którą chcemy seks uprawiać, czuła się bezpiecznie i potraktowana z godnością. Udaje się tu bowiem umieścić bardzo często ważne morały, ale w taki sposób żeby nie uderzały wprost.

Euforia
“Euforia”

Portale prześcigają się w pisaniu o występujących w Euforii perwersjach, kreśląc z produkcji obraz całkowitego upadku pokolenia. Jak mantrę, kolejny raz winy upatruje się w mediach społecznościowych, (I to nawet nie w tym co się tam dzieje, ale w samym fakcie ich istnienia!) a niektórzy nawet uważają, że to właśnie o tym opowiada serial. Tymczasem twórcy pokazali codzienne życie (głównie amerykańskiego) nastolatka w 2019 roku, gdzie social media to nie jest coś w co się wpada, tylko coś naturalnego – część życia i relacji międzyludzkich.

To po prostu serial o dość uniwersalnych trudach dojrzewania – zmiany nastroju i lęki dotyczą przecież naprawdę sporej części licealistów, a w wypadku Euforii dochodzą do tego narkotyki i poważne problemy ze zdrowiem psychicznym. W istocie głównym tematem produkcji są bowiem próby odnalezienia siebie w świecie i zmaganie się z własnymi problemami, terapeutami i nienawiścią wobec siebie i ludzi. I to w okresie, kiedy jesteśmy na to najbardziej podatni, a pewnych traum nie zdążyło się jeszcze przepracować.

Zobacz również: “Milcząca rewolucja” – Siła woli wobec totalitaryzmu [RECENZJA]

Nie ma jednak wątpliwości, że to nie jest produkcja, którą powinno się oglądać z rodzicami czy pokazywać młodszej widowni. Sceny seksu nie są nawet w połowie szokujące jak się o tym mówi, ale wciąż nie ma tutaj wielu zahamowań, szczególnie jeśli porówna się to do innych produkcji telewizyjnych. Nie ma też ograniczeń w ukazywaniu przemocy – czasem aż przesadnie, ale ma ona związek z jednym konkrentym bohaterem i jednym konkrentym wątkiem, którego rozwiązanie może nadejść dopiero w końcowych dwóch odcinkach, do których HBO nie dało przedpremierowego dostępu.

To historia niesamowicie przejmująca. Euforia zerka głęboko do otchłani, ale trzeba też uczciwie przyznać, że bardzo często pozostawia światełko nadziei. Ciężko powiedzieć, czy to serial kierowany do nastolatków, którzy zobaczą na małym ekranie historie, które nawet jeśli nie dotyczą ich bezpośrednio, to jednak musiały im się obić o uszy – czy jednak serial kierowany jest do osób, które czasy liceum mają już za sobą i żeby mogli wciąż nadążać za młodszym pokoleniem, powinni co jakiś czas sobie przypomnieć pewne towarzyszące temu uczucia i perypetie. I kiedy większość historii coming-of-age przyprawia o nostalgię, tak Euforia pozwala z ulgą przypomnieć sobie, że to dobrze, że licealny okres burz wreszcie ma swój koniec. A obecni lub przyszli licealiści mogą wynieść stąd parę fajnych obserwacji i być może nauczyć się jak nie popełniać pewnych błędów.


Tu powinna być ocena, ale wciąż czekają mnie dwa odcinki. Gdybym miał jednak oceniać na ten moment, byłoby to czyste 4,5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.