“Free Solo” – Satysfakcjonująca droga na sam szczyt [RECENZJA]

Amerykański profesjonalny wspinacz, Alex Honnold, poświęca swoje życie niebezpiecznej formie wspinaczki bez asekuracji, jaką jest tytułowe “Free Solo”.  W czerwcu 2017 roku udało mu się odnieść ogromny sukces, dokonując pierwszego w historii przejścia słynnej ściany El Capitan. W trakcie przygotowań do tej ekstremalnej wspinaczki towarzyszyla mu ekipa filmowa, czego efektem jest nagrodzony Oscarem dokument Free Solo. Obraz nie skupia się jednak tylko na samym przedsięwzięciu, a stanowi również intymny portret Alexa – introwertyka, którego życie jest kontrolowane przez jego pasję, pomimo wszelkiego ryzyka związanego z uprawianym przez niego sportem.

Zobacz również: „Eighth Grade”, czyli szatan z ósmej klasy [RECENZJA]

Czy doskonałość istnieje? Czy jest w ogóle możliwe być perfekcyjnym? Dla Alexa, uprawiany przez niego sport wyczynowy jest najbliżej odpowiedzi na te pytania. Będąc na jego miejscu, jakikolwiek fałszywy ruch oznacza śmierć. Jeden z bohaterów filmu porównuje to do startowania w Olimpiadzie, na której w wypadku niezdobycia złotego medalu, umiera się. Mimo tak ogromnej presji, Alex zawsze zachowuje zimną krew – podczas gdy oddech widza przyśpiesza z każdym postawionym na ekranie krokiem.

Free Solo

Zanim jednak zobaczymy szalone wydarzenie, do którego film zmierza z każdą minutą, twórcy starają się pierw przedstawić widzowi pewne podstawowe informacje osobiste na temat głównego bohatera, Alexa Honnolda. Dzięki temu, szczególnie w pierwszej połowie filmu, poznajemy historię jego życia miłosnego, trudnego dzieciństwa i autystycznego, pozornie ekscentrycznego stylu bycia. Takim sposobem widz przez cały czas nie dość, że nie ma wrażenia obcowania z osobą nadzwyczajną, to wręcz zostaje mu sprezentowany bardzo ludzki portret złożonego indywiduum, ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Choć niektóre z osobistych momentów mogą się wydawać lekko pretensjonalne, jak niektóre sceny w obecności jego dziewczyny – lub zbyt sentymentalne, jak te w których poruszana jest historia jego ojca – całość pozostaje pełna empatii, a w emocjonalnej końcówce filmu nie ma ani jednej fałszywej nuty.

Zobacz również: „Trafikant”, czyli Bruno Ganz w roli Sigmunda Freuda [RECENZJA]

Dzięki poznaniu historii głównego bohatera i próbie zrozumienia dlaczego określa się jako “melancholijny outsider”, powinno być nam łatwiej zaakceptować osobę, którą jest. Podążając za nim na wykłady dla dzieciaków w liceach, gdzie opowiada o swoim dzieciństwie i o niegdysiejszym braku jakichkolwiek hobby, można z lekką dozą empatii poczuć zrozumienie dla jego uzależnienia od adrenaliny. Nawet gdy mówi, że zawsze wybierze górę ponad swoją dziewczynę – potrafiłem zwyczajnie zaakceptować jego słowa, mimo iż jego punkt widzenia uznaję za absurdalny. Na szczęście w trakcie filmu nawet jego podejście do związku się zmienia – po serii wypowiedzi o tym, jak dobrze jest mu mieszkać w Vanie, kupuje z Sanni dom w Los Angeles, prowadzi z nią coraz częściej rozmowy, otwierając się przed nią i przed kamerami.

Free Solo

Punktem kulminacyjnym filmu jest bez wątpienia ostatnie pół godziny. Po intensywnych przygotowaniach, serii próbnych przejść z asekuracją, a nawet jednej nieudanej, porzuconej próbie – zaczyna się ostateczne starcie. Dzięki imponującym ujęciom, które towarzyszą Honnoldowi w jego szalonym wysiłku na każdym kroku, powstaje pewne poczucie immersji, które pompuje w publiczność adrenalinę i dreszcz emocji. Przyznam szczerze – ja co prawda nie znałem zakończenia tej historii. Jestem jednak przekonany, że przy tak wyśmienitej sekwencji nawet ci z was, którzy wiedzą co się wydarzy, odczują strach i dadzą się ponieść dziejącej się na ekranie historii. A fakt, że Alex przez większość filmu ma usposobienie raczej nieprzenikliwe sprawi, że moment, w którym uświadamia sobie pełen emocji, że właśnie spełnił swoje marzenie, będzie o wiele potężniejszy.

Zobacz również: „Girl”, czyli wielka porażka reżysera zaślepionego genitaliami [RECENZJA]

Twórcom udało się stworzyć portret sympatycznego sportowca. Nawet jeśli nie polubisz go jako osoby – samotnika z dziwną filozofią na temat wspinaczki, którą porównuje do drogi samuraja – nie sposób zaprzeczyć tworzącego się wewnątrz podziwu wobec jego dokonań. Oczywistym jest, że Alex nie robi tego dla sławy i pieniędzy. Jednak to, co go napędza tak naprawdę – co sprawia, że jego obsesja na punkcie wspinaczki stale powraca, mimo możliwych śmiertelnych konsekwencji – na to próżno szukać odpowiedzi w tym filmie. A może i próźno tej odpowiedzi szukać w ogóle.


3.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.