Recenzje

Czy warto obejrzeć serial “Gentleman Jack” od HBO?

Patryk Piejko
Gentleman Jack

W czasach tak dużej polaryzacji poglądów, zarówno studia filmowe jak i wielkie stacje telewizyjne chcąc powiększyć swoje zarobki dorzucając do każdej ze swoich produkcji liberalne trzy grosze. Można powiedzieć, że lewicowy światopogląd jest teraz w modzie, zwłaszcza wśród internautów-hobbystów zainteresowanych szeroko pojętą sztuką. Ogólny rachunek tych działań i tak oceniam na pozytywny – mimo wiedzy, że jest to tzw „zagrywka pod publiczkę” cieszę się, że promowane poglądy w jakiś sposób odzwierciedlają to, jak według mnie powinny funkcjonować niektóre sfery naszej smutnej, szarej, zacofanej, nietolerancyjnej rzeczywistości… Dlatego też cieszy mnie, gdy studio bierze na warsztat „pamiętniki pierwszej nowoczesnej lesbijki” i robi z tego przyzwoity serial, zgodnie z historią osadzony w realiach XIX wieku.

Zobacz również: “Osmosis”, czyli naukowa metoda na miłość [RECENZJA]

Gentleman Jack opowiadaja historię bardzo dobrze znanej społeczności LGBT Anne Lister. Kobieta zapisała się na kartach historii dzięki swoim pamiętnikom, które oprócz tego, że są świetnym źródłem wiedzy o tym jak wyglądało codzienne życie w pierwszej połowie XIX wieku. to jeszcze bardzo dokładnie opisuje homoseksualne ekscesy miłosne naszej bohaterki. Oprócz stosowanych przez nią technik podrywu, w każdej z 26 ksiąg znajdują się jej poglądy na temat sytuacji ekonomicznej, społecznej czy też obserwacje pogody. Pierwsze notatki sporządziła już w wieku 15 lat i od tamtej pory codziennie, aż do dnia swojej śmierci, uwieczniała swoje przeżycia na papierze przy pomocy specjalnego szyfru. To wszystko przełożyło się na około 4 miliony zapisanych słów, będących bezcennym źródłem informacji o tamtych czasach.

Gentleman Jack

Anne uchodziła w swojej rodzinnej miejscowości za dziwaczkę – jej ubiór nigdy nawet nie próbował podkreślać jej kobiecości, często mówiła obniżonym głosem, niejednokrotnie była mylona z mężczyznami. Serial skupia się na fragmencie życia, w którym po latach polepszania swojego statusu społecznego powraca do Halifax by przywrócić świetność swojej rodzinnej posiadłości, Shibden Hall. Oprócz przynoszącej zyski kopalni węgla, decyduje się wejść w związek małżeński – szkopuł tkwi w tym, że po drugiej stronie ślubnego kobierca, zgodnie z naturą bohaterki, ma stanąć kobieta. „Ofiarą” Lister pada arystokratka Ann Walker i my, jako widzowie, mamy być świadkami miłosnych podchodów naszej głównej bohaterki, a także jej zmagań na lokalnym rynku.

Przeczytaj również:  "Rok 1987", czyli surowy wstęp do brutalnych wydarzeń z historii Korei Południowej [RECENZJA]
Zobacz również: “Pose”, czyli tańcz, baw się, kochaj [RECENZJA]

Na podstawie odcinków, które udało mi się zobaczyć mogę stwierdzić, że serial naprawdę nieźle się ogląda. Postać Anne (granej przez Suranne Jones) z lekka przypomina socjopatycznego Sherlocka w wykonaniu Benedicta Cumberbatcha i o ile nie mogę tego nazwać wyśmienitym aktorstwem, to z pewnością jest to rola dobra. Dodatkowo do ekranu przykuwają gimmicki reżyserskie w postaci łamiących czwartą ścianę dosłownych mrugnięć do widza. Społeczność miasteczka, w którym spędzimy każdy z 8 odcinków, także przynosi w jakimś stopniu rozrywkę – mamy tutaj uroczo nieporadnych parobków, wątek zapijaczonego ojca znęcającego się nad swoją rodziną oraz intrygi miłosne pozostałych mieszkańców.

Wątek domu Listerów też nie powinien być widzowi obojętny. Młodsza z rodzeństwa, Marian, często służy tutaj jako źródło satysfakcji i pozwala scenarzystom na pochwalenie się coraz to chłodniejszymi sposobami na „zgaszenie” trochę mniej inteligentnej siostry i zwiększenie naszej sympatii do protagonistki. Ważną dla Anne osobą jest także jej schorowana ciotka – kobieta jest jedyną, z którą mniej lub bardziej spoufala się bohaterka. Oś fabularna dotyka także rozterek życiowych innych pracowników posiadłości, a to wszystko obfituje nienachalnym humorem.

Gentleman Jack

Jeśli chodzi o stronę techniczną, to nie jest ona ani zachwycająca ani specjalnie nie denerwuje. Nie jestem znawcą historii, ani nie interesuję się za bardzo życiem w mniejszych miejscowościach w XIX wieku, toteż nie jestem w stanie obiektywnie stwierdzić, czy fanatycy wiernego przedstawiania realiów minionych epok znajdą tu coś dla siebie – moim zdaniem nie jest to dzieło skierowane do nich. Jedną z rzeczy, które wyjątkowo zaniżają moje wrażenia z seansu są kolejno montaż rodem z Bohemian Rhapsody oraz naprawdę tanio wyglądające oświetlenie, ale te dwie cechy chyba są nieodłączną cechą produkcji związanych z Wielką Brytanią.

Przeczytaj również:  "Demony prerii", czyli "Winds of change" [RECENZJA]
Zobacz również: “Gra o Tron” – S08E01 [RECENZJA] i “Gra o Tron” – S08E02 [RECENZJA]

Nie jestem także zadowolony z chemii między bohaterkami. Mam wrażenie, że postać wybranki serca Anne nie ma w sobie odpowiedniej charyzmy by widz mógł uwierzyć w chemię między nimi. Sam serial nieraz ociera się o sztampę, ale ciężko oczekiwać czegoś innego po dziele, które ma trafić także do niedzielnych widzów – w efekcie nie zobaczymy tutaj również żadnych odważnych scen seksu.

Uważam, że Gentleman Jack to serial warty pooglądania. Nie sądzę, by z dużą uwagą podchodził on do ukazania tamtych czasów, ale jeśli chcecie poznać postać autorki słynnego pamiętnika – zachęcam do seansu. Lekkość z jaką reżyserka prowadzi nas przez niezbyt wymagającą fabułę sprawia, ze serial nie nuży, a wręcz intryguje nas na tyle, że wciąż mamy ochotę na więcej.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.