Jak działa dźwięk diegetyczny – casus “Czarnej Pantery” i “Strażników Galaktyki”

W zależności od relacji do świata przedstawionego, teoria filmu wyróżnia dźwięk o charakterze niediegetycznym bądź diegetycznym. W pierwszym przypadku pochodzi on spoza świata przedstawionego filmu i nie jest słyszalny dla postaci występujących w filmie. W drugim – jest on po prostu częścią świata filmowego. Pierwsza kategoria obejmuje więc komentarz narratora, efekty dźwiękowe dodane dla dramatyzmu, czy wreszcie muzykę słyszaną tylko przez widza. Druga kategoria to wypowiedzi postaci, efekty akustyczne, i muzyka, która ma swoje źródło w świecie filmu. Każdy z tych elementów to jeden z najsilniejszych czynników wpływających na filmową immersję, czyli “zanurzenie” się w świecie przedstawionym.

Jeśli do tej pory nie znaliście praktycznej różnicy w użyciu obydwóch, to za pomocą jedej sceny z Czarnej Pantery wyjaśnię wam jak dźwięk diegetyczny może nawet doprowadzić do paradoksu w uniwersum MCU. Natomiast soundtrack z Strażników Galaktyki posłuży jako przykład twórczej zabawy formą.

Kiedy król Wakandy, T’Challa, wraz z NakiąOkoye wchodzą do ukrytego kasyna w południowej Korei, z głośników leci utwór “Pray for Me” Kendricka LamaraThe Weeknd. To jedyny przypadek w filmie, gdzie utwór ze ścieżki dźwiękowej rzeczywiście leci w kontekście filmu, a bohaterowie mogą go usłyszeć. I tu pojawiają się kłopoty… bo piosenka “Pray for Me” ukazała się 2 lutego 2018 roku i została stworzona wyłącznie na album będący ścieżką dźwiekową do filmu Czarna Pantera. Mamy tu więc do czynienia z ciekawym paradoksem, bo jeśli Kendrick Lamar istnieje w uniwersum Marvela i napisał tę piosenkę z myślą o albumie, to siłą rzeczy w tym świecie istnieje jednocześnie prawdziwa Czarna Pantera, jak i film o nim. Możemy też przyjąć inne założenie – mianowicie, że album Kendricka, jak i sam raper, istnieją poza czasem i przestrzenią – co wielu, jeszcze przed premierą Infinity War, podawało jako głowny argument swoich zabawnych teorii, jakoby Kendrick Lamar mógł być jednym z kamieni nieskończoności. Dziś już wiemy, że to tylko śmieszkowe teorie, ale wciąż pozostaje nadzieja, że Kendrick rzeczywiście istnieje w wielu wymiarach jednocześnie!

Zanim odniosę się do Strażników Galaktyki, chciałbym wspomnieć o innym przykładzie międzygalaktycznego filmu z muzyką diegetyczną i posłużyć się nim jako kontrastem. Mówię oczywiście o filmie Star Wars: Nowa Nadzieja, a konkretnie o scenie kiedy Han Solo i Obi Wan wchodzą do kantyny, gdzie zespół gra ikoniczną już dla Gwiezdnych Wojen muzykę, którą słyszymy tak samo jak i bohaterowie i która mówi nam już conieco o świecie przedstawionym.

Strażnicy Galaktyki nie uraczą nas jednak lokalną, graną przez kosmitów muzyką. Tutaj usłyszymy ziemską muzykę popową późnych lat 60′ i wczesnych ’70, graną wprost z walkmana głównego bohatera. Peter Quill puszcza utwory ze składanki, którą dostał od swojej zmarłej matki. Kaseta z piosenkami stała się jego najważniejszą więzią z Ziemią, odkąd został z niej  zabrany w 1988 roku. Emocjonalne przywiązanie do piosenek, których daty i tytuły bohater zna na pamięć, to przede wszystkim budowanie szczególnej relacji z widzem, który już od pierwszej sceny może mieć coś wspólnego ze swoim protagonistą – dzięki utworom łączącym oba ich światy.

Muzyka diegetyczna to w kinie źródło wielu jeszcze różnych scen wartych uwagi. Powyższe dwa przykłady wydały mi się jednak nadzwyczaj ciekawe, bo albo są źródłem zabawnej gry wieloma wymiarami, albo wprowadzają niesamowitą świeżość do swojego gatunku. I to wszystko w ramach iście akademickiej analizy filmowej!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.