FilmyNetflixRecenzje

“Król” Timothée Chalamet, francuski książę Robert Pattinson i Netflix [RECENZJA]

Szymon Pietrzak

W momencie, w którym poznajemy tytułowego młodego króla, na tronie wciąż zasiada jego ojciec. I choć linia sukcesji – oraz fakt, że obecny władca jest coraz bardziej schorowany – mogłyby sugerować Henrykowi (Timothée Chalamet), że niedługo nadejdzie jego czas, aby stanąć na czele ludzi zamieszkujących tereny Anglii, młody następca tronu robi wszystko, żeby przekonać nas, jak bardzo się do tego nie nadaje. Spędza czas beztrosko, upijając się z kompanami i sypiając z dziewczynami, a sytuacja królestwa zdaje się go w ogóle nie obchodzić. Kiedy dwór decyduje, że następcą wbrew tradycji zostanie młodszy z synów, bynajmniej go to nie interesuje – ale fakt, że jego własny brat może zginąć w wojnie, której nie rozpoczął, wywołuje w nim silny sprzeciw.


Przeczytaj również: GIRL POWER na ekranach polskich kin w 2019 roku [ZESTAWIENIE]

Reżyser David Michôd stawia na bardzo oszczędną ekspozycję swojego głównego bohatera. To, dlaczego prezentuje taką postawę, musimy odkryć, widząc jak Henryk staje się Henrykiem V. Bo gdy jego brat umiera, to właśnie on musi przejąć schedę po ojcu, mimo iż podjął wszelki wysiłek, by temu zapobiec. Reżyser stawia go pod ścianą, ścina mu długie włosy symbolizujące wolność i niezależność, ubiera w schludne ubrania, odrobinę wcześniej prezentuje też, że to wcale nie jest jakiś nieznośny chłopiec, ale całkiem sprawny i odważny rycerz. Można się więc domyślić, że bunt jaki w sobie niósł, nie był wobec królestwa Anglii w ogóle, ale wobec tego, co to królestwo reprezentowało za czasów rządów jego ojca.

Król
fot. Kadr z filmu “Król” // materiały prasowe Netflixa

I choć początek tej długiej i nieoczywistej opowieści pozostawia wiele do życzenia – scenariuszowe schematy, wąskie i płaskie kadry próbujące ukryć słaby budżet czy nieco późno przedstawiony główny bohater – to jednak, z punktu widzenia całej produkcji, ma ogromne znaczenie. Bo to właśnie na samym początku Króla poznajemy osobę, która z czasem będzie musiała nas do siebie przekonać. Intrygi wewnątrz dworu i odpieranie zniewag oraz zagrożeń z zewnątrz są w filmie Michôda bardzo satysfakcjonujące. Szczególnie przyglądanie się reakcjom głównego bohatera – na początku płacz i bezradność, a z czasem chłód i dylematy wypisane są na twarzy Chalameta inaczej niż przyzwyczaił nas do tego ten młody aktor. Czuć, że ciążąca mu na głowie korona znaczy dla niego niesamowicie dużo, w podejmowaniu decyzji towarzyszy mu z jednej strony pewność siebie, a z drugiej wieczny grymas wyrażający strach i świadomość niesionego brzmienia.

Przeczytaj również:  "Historia pewnych majtek, czyli skąd się biorą ubrania" [RECENZJA]

Przeczytaj również: “Nasi chłopcy” – tak uczciwego politycznie serialu chyba jeszcze nie było [RECENZJA]

Król Michôda to bowiem opowieść o człowieku, który próbuje być najlepszym władcą, jak to tylko możliwe. Nauczony błędami poprzednika, jego najważniejszym celem jest zaprowadzenie pokoju w królestwie. Henryk musi grać jednak według zasad, których nie ustalał. Idzie więc za ciosem – jeśli przemoc jest jedynym wyjściem, aby przekonać wrogą Francję do pokoju, zamierza walczyć. I choć film nie skupia się na spektakularnych scenach batalistycznych – woląc ich nawet unikać – to jednak kiedy się pojawiają, stanowią jedną z największych wartości dodanych filmu.

Król
fot. Kadr z filmu “Król” // materiały prasowe Netflixa

Wszechobecny brud, chaos, ale też zwracanie uwagi na taktykę bitewną czy wykorzystywanie terenu. Operatorowi udało się szczególnie mocno uchwycić dramat jednostki zakutej w zbroję, otoczonej setkami szarych, metalowych, brudnych sylwetek. Szarże, ostrzały z łuków, pojedynki jeden na jednego – wszystko ma swoje miejsce bytu i nie jest jedynie zapychaczem. Te też się oczywiście pojawiają, ale to nie jest już typowy film Netflixa, który można oglądać z telefonem w ręce i nie stracić nic z fabuły – jest ambitnie, czasami nawet na tyle powolnie, że trzeba cierpliwości. Ale ta cierpliwość popłaca.


Przeczytaj również: “Pan T.”, czyli pocztówka z Warszawy [RECENZJA]

Szczególnie ciekawie zaczyna się jednak robić wtedy, kiedy na ekranie pojawia się Robert Pattinson, wcielający się w francuskiego księcia wykonującego rozkazy swojego ojca. Ta rywalizacja między szalonym francuzem, praktycznie wcielonym złem, a Henrykiem V byłaby dla tego drugiego zupełnie prostsza pod względem moralnym, gdyby nie podkopujący jego wartości Falstaff (Joel Edgerton) – przyjaciel z przeszłości, którego złote lata minęły dawno temu. Stara się on jednak pokazać królowi, że choć jego gorące przemówienia są zapewne kierowane prosto z serca, to jednak sytuacja nie jest czarno-biała, ale zmanipulowana przez brudnych politykierów angielskiego dworu.

Przeczytaj również:  #ZostańWDomu | 5 najciekawszych programów rozrywkowych, które znajdziecie na Netflixie
Król
fot. Kadr z filmu “Król” // materiały prasowe Netflixa

Na uznanie zasługuje również fakt, że twórca nie decyduje się w tych historycznych ramach na żaden cliché wątek romantyczny. Bo choć u boku Henryka V pojawi się kandydatka na żonę, to zapewni ona o swojej wartości i niezależności – podkreśli, że na jej szacunek król musi sobie pierw zasłużyć. I lepiej dla niego, jeśli szybko zda sobie sprawę, że ma do czynienia z osobą na równi inteligentną, a nawet inteligentniejszą niż on sam.

W Królu Davida Michôda do samego końca będziemy mieli wątpliwości, co to znaczy być dobrym władcą. Zupełnie jak u Szekspira, na bazie którego kronik powstał film australijskiego reżysera, skupiamy się na drodze, którą musi przejść władca i jakie czekają go trudności. Michôdowski Henryk V nie wyróżnia się jednak nazbyt od innych interpretacji popkulturowych – to kolejny raz opowieść o lekkoduchu stającym się mądrym i dzielnym władcą. Bardzo solidna opowieść, stopniowo przechodząca w spektakularne filmowe widowisko – ale jednak wystarczy się rozejrzeć i zastanowić: czy w 2019 roku nadal potrzebujemy kolejnej takiej rzemieślniczej interpretacji? Bo choć na pewno miło się ogląda rywalizującego Chalameta i Pattinsona, to jednak gdyby ten film nie powstał, niczego byśmy nie stracili.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.