NetflixRecenzjeSeriale

„Mesjasz” – Jesteś w stanie uwierzyć na nowo? [RECENZJA]

Małgorzata Suszka
Mesjasz
fot. Materiały prasowe / Netflix

“Jesteś tym, w co wierzysz” ~Oprah

W ostatnich dniach pojawiła się na Netflixie produkcja, która już zdążyła wywołać wiele dyskusji. W ciągu kilkunastu dni narobiła sobie wielu wrogów i zwolenników. Mowa oczywiście o Mesjaszu Jamesa McTeigue – twórcy m.in. takich dzieł jak V jak Vendetta czy Ocalona

Kiedy byłam mała, do mojej szkoły często przyjeżdżali iluzjoniści, by pokazać nam swoje sztuczki. Dla mnie osobiście było to wielkie wydarzenie, przepełnione magiczną otoczką, któremu towarzyszy wewnętrzną niepewność i iluzja mieszająca się z rzeczywistością – co jest prawdą, a co tylko tanim trickiem? Patrzysz iluzjoniście cały czas na ręce, licząc na to, że w końcu dostrzeżesz jego sekret. I kiedy się nie udaje, pozostają jedynie domysły i wiara. Ale czy naprawdę wierzysz w to, co robi? Czy jednak patrzysz na to sceptycznie z boku?

Wokół tych samych pytań porusza się Mesjasz. Prawda miesza się tu z kłamstwem, dobro ze złem, życie ze śmiercią, a iluzja z rzeczywistością. Wszystko zaczyna się od jednego człowieka, który pojawia się w syryjskim Damaszku głosząc Boga, który potrafi odeprzeć atak Państwa Islamskiego. Gdy chwilę później sprawdzają się jego słowa, świadkowie błyskawicznie ufają mu, iż jest nowym Mesjaszem i za nim podążają, nazywając go Al-Masih (w tej roli intrygujący Mehdi Dehbi). Zaczęli za nim iść i wierzyć jego słowom – do czasu, kiedy ich ścieżek nie rozdzieli sytuacja na przejściu granicznym z Jerozolimą. Oni – uchodźcy z Syrii, zostają na granicy.

W ostatnich latach tematem numer jeden był kryzys imigrancki. Ta sytuacja dobrze obrazuje sedno tego tematu – ludzie zmuszeni przez wojnę do opuszczenia swojego kraju, zmęczeni po przebyciu ciężkiej drogi przez pustynię, nie zostają wpuszczeni do swoich sąsiadów. Pozostają sami sobie, w obcym miejscu, bez środków do życia. Mając tylko nadzieję, że w końcu ktoś się nad nimi zlituje.

Przeczytaj również:  "Drakula" – Bang to nie wszystko [RECENZJA]

Sam Mesjasz pojawia się kilka dni później w Teksasie, czyniąc kolejne znaki i powodując jeszcze większą konsternację i chaos. Wszystkie jego kroki śledzi agentka CIA, Eva Geller oraz izraelski oficer Avrim Dahan. Obserwując krok po kroku działania samozwańczego Boga, zadajemy sobie coraz więcej pytań. Czy to prawda? Czy to Mesjasz, a może zwykły oszust? Odpowiedzi, jakich udzielają nam twórcy, nigdy nie są jednoznaczne.

To, co serial pokazuje szczególnie dobrze, to realia sytuacji na Bliskim Wschodzie. Różnice w nauce u islamskiego i żydowskiego nauczyciela, fantastycznie ukazany chaos w tym obcym dla nas społeczeństwie i ta niesamowita prawda, mówiąca o tym, że ludzie muszą w coś wierzyć. W Boga, Allaha, Jahwe – ale też władzę, siebie, innych – nieważne! Ważne by w coś wierzyć, by o coś walczyć. Fascynujące, jak łatwo jest ludzi przekonać do siebie samym słowem, charyzmą i kilkoma sztuczkami. Tutaj warto wyróżnić odtwórcę głównej roli, Mehdi Dehbiego, któremu udało się niejako zahipnotyzować widza. Magnetyczne spojrzenie, które sprawia, że samemu chce się mu zaufać i za nim podążyć.

Mesjasz
fot. Materiały prasowe / Netflix

Ten wzrok nie podziałał jednak na Evę Geller – jego serialową nemezis, która od początku widziała w nim jedynie oszusta, pragnącego wywołać dodatkowy zamęt w świecie. Michelle Monaghan zagrała tu naprawdę na wysokim poziomie. Jej gesty, kamienna twarz i wypisana na twarzy determinacja są świetnym uzupełnieniem dobrze napisanej historii – rozbudowanej, bogatej w odpowiednie tło i wciągającej. Ten aspekt tyczy się wszystkich postaci, które możemy w serialu obserwować.

Mesjasz zachwyca też pięknymi zdjęciami. Obrazy zniszczeń, chaosu, tłumów ludzi – dzięki temu, oglądana rozgrywka zyskuje na autentyczności, pozwala nam się wczuć w świat przedstawiony, odnaleźć punkty wspólne z naszą rzeczywistością i zadawać sobie wiele pytań – błądząc, szukając na nie odpowiedzi. Dużą zaletą jest pokazanie wielu historii, które zawsze łączą się w jakiś sposób z Mesjaszem. Świetnie rozegrana koncepcja, polegająca na tym, że to Bóg jest centrum wszystkiego. Choć nie wiemy, czy to na pewno Bóg, czy to na pewno centrum, którego szukamy.

Przeczytaj również:  TOP 20: Wybraliśmy najlepsze seriale dekady [ZESTAWIENIE]

Serial jednak, mimo świetnie rozpisanych postaci, trochę zawodzi w kompleksowym budowaniu alternatywnej wizji świata. Faktorem, który trzyma widza w ciekawości, jest oczekiwanie na rozwój wydarzeń i chęć poznania rozwiązań fabularnych. Scenariusz wykazuje jednak pewne luki, nielogiczności związane z głównym konceptem serialu – ponowne przyjście Mesjasza mogłoby pociągnąć za sobą jeszcze więcej, czego twórcy nie pokazali dostatecznie wyczerpująco. Zaskoczyć może jednak na pewno zakończenie – niezbyt konkretne, frustrujące, ale na pewno przemyślane i otwierające drogę do drugiego sezonu. To tam twórcy powinni rozwiać wszelkie wątpliwości i potwierdzić, lub zaprzeczyć domysłom.

Mesjasz na pewno posiada na siebie nieszablonowy i świeży pomysł, wybijając się na tle innych netflixowych produkcji. W ciekawy sposób prowokuje do myślenia, wciągając nie tylko historią, ale przede wszystkim postaciami, z którymi można się utożsamiać. Pozwala nam choć przez chwilę poczuć ten niecodzienny dla nas klimat. Zadumać się na moment nad ludźmi żyjącymi w tak różnej kulturze od naszej. I co najważniejsze, zadać sobie pytanie – co zrobiłbym, gdyby nagle pojawił się Mesjasz?

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.