“Między morzem a oceanem” – Kino, obok którego ciężko przejść obojętnie [RECENZJA]

Gdy na początku tego roku Michael Haneke zawiesił swoją filmową karierę, zwrócił uwagę na brak chęci zachodnich społeczeństw do stawiania czoła swoim bolączkom. Wskazał palcem, na południe, i powiedział, że to własnie stamtąd, z tego marginalizowanego przez całe stulecia miejsca, płynie obecnie najszczersze, najbardziej opierające się współczesnym problemom kino. I nie musimy szukać daleko, pierwszym przystankiem może być hiszpańska Andaluzja – gdzieś Między morzem a oceanem. 


Przeczytaj również: Dlaczego nie polecamy oglądać “Polityki” Patryka Vegi

Hiszpański reżyser, Isaki Lacuesta, najwidoczniej poczuł, że sytuacja w jakiej zostawił swoich bohaterów ponad 12 lat temu, wymaga zakończenia. Powraca więc do Cheito i Isry – dwóch braci, których los w dzieciństwie doświadczył odbierając im ojca i resztkę nadziei na wydostanie się ze społecznego marginesu. I choć warto zobaczyć film, w którym historia ma swój początek – to twórca stara się jednak nienachalnie, naturalnie poświęcić czas na ekspozycję i odpowiednio mocno zarysować sylwetki portretowanych bohaterów.

Między morzem a oceanem

Być może przez to film zupełnie w cień odstawia postaci drugoplanowe – nie nauczymy się tutaj niczego o motywacjach ludzi skupionych wokół protagonistów, a właściwie – jednego z nich. Bo to powracający z więzienia Isra stoi w centrum wszystkich wydarzeń. Reżyser z premedytacją rozpoczyna od niego i na nim kończy film. Bo choć w jego otoczeniu znajduje się cała masa ludzi chcących dla niego dobrze, służących radą – to w kluczowych momentach swojego życia Isra był sam. I jego zdaniem to właśnie samotność go ukształtowała, a  ostatecznie pociągneła do dwóch prób samobójczych.


Przeczytaj również: Rafał Zawierucha: “Należy cały czas rozwijać swoje pragnienia” [WYWIAD]

Zagrany przez nieprofesjonalnych aktorów, film ani razu nie pozostawia za sobą fałszywej nuty. Czasem forma przypomina wręcz amatorski film dokumentalny – gdzie operator kamery idzie ze swoimi bohaterami nad wodę, obserwuje jak skaczą z mostu, bawią się życiem w beztroski sposób, mimo iż troski wypełniają większość ich czasu. Okoliczności na południu Hiszpani są oczywiste – uczciwie ciężko zarobić godne pieniądze, ale alternatywą jest czarny rynek i koniec końców śmierć lub więzienna cela. A na żadną z tych opcji nasi bohaterowie nie mogą sobie pozwolić – mają przecież w domu 3 córki i żonę; Reżyser stawia pytania o to, co jest bardziej, w ogólnym tego słowa znaczeniu, “męskie”: czas poświęcony na wychowywanie córek, z bezpieczną i stabilną pracą czy zapewnienie im lepszego bytu: tak, żeby podróż do Disneylandu nie była jedynie w sferze marzeń.

Między morzem a oceanem

I choć Lacuesta stawia przed swoim bohaterem wiele dylematów, to akurat w tej kwestii nie pozostawia żadnych wątpliwości. Bo nawet jeśli Isra czuje frustrację, nie mogąc zapewnić swojej rodzinie lepszego bytu materialnego,  to nic nie równa się z postawieniem ich w sytuacji, którą on sam przeżył – brak ojca. I choć miałem problemy z moralną oceną głównego bohatera, czy w ogóle oceną go jako człowieka – nie przypomina typu osoby, z którą warto się zaprzyjaźnić; jest raczej irytującym dorosłym dzieciakiem – to koniec końców nie sposób mu nie współczuć. Nie sposób zobaczyć beznadziei, w jaką wpędza go nie tylko presja ciążąca na każdym ojcu, ale również presja społeczeństwa, aby się dopasować – znaleźć pracę, zacząć płacić podatki, stanąć do pionu. Isra ma jednak ochotę spróbować wszystkiego samemu – powoli dojrzewając do roli ojca, szukając własnego sposoby na szczęśliwe życie.


Przeczytaj również: “To: Rozdział 2”, czyli nie takie To straszne, jak je malują [RECENZJA]

Ciężko nie zgodzić się więc ze słowami Hanekego, że być może właśnie tam, na południu, powinniśmy szukać szczerych, głębokich, ale też prostych historii z życia wziętych. Film nie jest jednak “fetyszyzacją” biedy ku uciesze europejskiego widza jak chociażby w przypadku Kafarnaum. Nieco bliżej jest mu do szwedzkiego Turysty, ale zamiast lawiny pojawia się codzienność. Bo Między morzem a oceanem to zaledwie pare skrawków życia, ale na pewno nie pocztówka – to postaci z krwi i kości, których życie toczy się nie tylko gdzieś tam 2000km stąd, ale na pewno również blisko nas.


3.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.