FilmyKinoRecenzje

“Nędznicy” – Portret Francji w ogniu [RECENZJA]

Andrzej Badek
Nędznicy
fot. Materiały prasowe

Nędznicy Victora Hugo to prawdziwie monstrualne dzieło francuskiej literatury XIX wieku. Na kartach powieści zawarte są nie tylko losy postaci, które chętnie adaptowano później na potrzeby różnych musicali, ale także liczne filozoficzne, historyczne i społeczne rozważania na temat kraju, narodu i kondycji ówczesnego świata. Debiutujący twórca, który w swoim pierwszym dziele odnosi się w tytule do pozycji tak wielkiej i wielowątkowej, stawia się w bardzo trudnej pozycji. Ladj Ly może zostać przez nas nazwany megalomanem lub arogantem, który chce porównywać się do gigantów, ale jego Nędznicy nie próbują uwspółcześnić książki Hugo. W swoim filmie Ly rzuca raczej długi komentarz do powieści: Francjo, tu jesteśmy, 150 lat później.

A jesteśmy nigdzie indziej tylko w Montfermeil, w środku gorącego lata. Pot perli się na czołach mieszkańców slumsów, a policja nerwowo oczekuje, jak upały poskutkują na niespokojnych, pobudzonych mieszkańców. Nowo przydzielony do imigranckiej dzielnicy Stéphane pochodzi z Cherbourga i szybko stanie się dla nas najbliższym towarzyszem nadchodzących stu minut we francuskiej duchocie.

Nędznicy
fot. Materiały prasowe

Stéphane pochodzi z prowincji i, podobnie jak my, nie jest przyzwyczajony do głośnych i balansujących na granicy przemocy czarnych emigrantów z biednych dzielnic. Nie przywykł do służby, w której oficer przeklina, szarpie i bije. Nie wrzeszczy i próbuje trzymać się zasad. Ale czy faktycznie czyni go to lepszym od pozostałych dwóch policjantów, którzy będą mu towarzyszyć?

Ladj Ly zabiera nas w podróż trwającą dokładnie jeden dzień. Przez jeden dzień śledzimy losy patrolu policyjnego, a reżyser w tym czasie nieustannie stawia przed nami pytanie o moralność każdej ze stron. Czy my sami nie stalibyśmy się jak współpracownicy Stéphane’a po kilku latach pracy w policji? Czy metody wykładane w akademii policyjnej, pięknie wyglądające na papierze, mają przełożenie na rzeczywistość we wrzącym kotle dzielnic Montfermeil?

Przeczytaj również:  Oscary 2020 oczami Filmawki – Nasze przewidywania i wymarzone wyniki

Już na początku filmu zarysowana zostaje nie tylko główna oś fabularna, ale również rola policji w społeczności. Oto lądujemy w mikroświecie czarnych muzułmanów, w której nieformalną władzę pełni “burmistrz”. Wielki mężczyzna z koszulką z napisem La Maire – oto Jean Valjean naszych czasów. Do dzielnicy już wkrótce podjedzie jednak wóz pełen umięśnionych cyganów, którzy przyjechali do miasta ze swoim cyrkiem. Skradziono lwiątko, które miało wystąpić w trakcie spektaklu. Szef cyrku podejrzewa o kradzież kogoś z miejscowych.

Naprzeciw siebie stają wielkie góry mięśni. Białe i czarne ciała w przepoconych podkoszulkach. Upał staje się nie do wytrzymania; słońce bezlitośnie nagrzewa beton i asfalt metropolii. W powietrzu aż wibruje od testosteronu. Ręce niespokojnie zaciskają się w pięści. Oto i Paryż. Wielka bomba, miasto wiecznej rewolucji – lont, który może się w każdym momencie zapalić. Tylko zdecydowany krzyk zdegenerowanych policjantów zapobiega przemocy. To pierwszy moment, w którym Stéphane widzi, że w nowej pracy musi nauczyć się wszystkiego od nowa.

Niewątpliwie jednym z największych atutów Ly jest jego talent obserwacyjny. O ile postać nowego policjanta służy tu do celów narracyjnych, oferując nam punkt zaczepienia w świecie przedstawionym, głównym bohaterem filmu jest miasto. Filmowane z dronów ulice i dachy, zbliżenia na wąskie przejścia pomiędzy uliczkami czy brudne klatki schodowe są wykonane w taki sposób, że czujemy tętniące naczynia miasta.

Ponure blokowiska wcale nie różnią się tak bardzo od tych znanych nam w polskiej rzeczywistości. Podstawowe problemy w tych najmniejszych i najliczniejszych komórkach społeczeństwa pozostają takie same, choć we Francji wzmaga je jeszcze izolacja kulturowa, językowa, religijna.

Ladj Ly
fot. Materiały prasowe / Ladj Ly

Jakże znamienna zdaje się być scena rozmowy Stéphane’a ze sprzedawcą fast foodowego jedzenia na temat lwa i jego naturalnego miejsca. Uosabia ona, jak wielka przepaść dzieli prowincjonalnego policjanta z północy od nowej imigranckiej społeczności, bazującej na islamskich wartościach. Celowo Ly nie porusza w filmie tematu klasy średniej i wyższej – one odcinają się od tych dzielnic; stawiają mury i zostawiają mieszkańców samym sobie. Ich jedyną ingerencją jest opłacana z podatków zdegenerowana policja, która ma utrzymać kruchy pokój na ulicach.

Przeczytaj również:  Chaplin, Joker, dzisiejsze czasy [ANALIZA]

Istnieje jedna pułapka debiutantów, której Ladj Ly się nie ustrzegł. Gdyby zakończył swój film w momencie bliskim punktu kulminacyjnego, w którym bohaterowie rozmawiają w barze, stworzyłby dzieło, które, choć skromniejsze, godne byłoby zestawienia z dziełem Hugo. Reżyser idzie jednak krok dalej, chcąc wyrazić w dosadny sposób swoje przemyślenia i lęki; chcąc dostarczyć widzom finał, który zapadnie w pamięć. Tym samym, w finale produkcja traci na subtelności, ale w dalszym ciągu pozostaje jednym z najważniejszych obrazów współczesnego społeczeństwa i godnym reprezentantem Francji w wyścigu oscarowym.

Film wejdzie do kin 28 lutego. 

Ocena

7 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Nienawiść", "Miasto Boga", "Moonlight"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.