Advertisement
Recenzje

“Pozycja obowiązkowa” – “Miłość ma więcej niż 50 twarzy” – Recenzja

Maciej Kędziora

Gdy w 2011 na półkach w Stanach pojawiła się powieść erotyczna tajemniczej E.L.James pod tytułem “50 twarzy Greya” rozgorzała dyskusja, a media proklamowały nowy etap rewolucji seksualnej. Z czasem i kolejnymi książkami BDSM w komnatach Christiana przestał szokować, a seria filmów z Dakotą Johnson w roli głównej bardziej bawiła niż podniecała. Bil Hildermann  w Pozycji obowiązkowej postanowił sprawdzić jak Grey działa na kobiety, które paręnaście wiosen mają już za sobą, ale nadal posiadają duży zasób wigoru.

(L-R) Candice Bergen, Mary Steenburgen, Jane Fonda in the film, BOOK CLUB, by Paramount Pictures

Wszystko rozpoczyna się od kolejnego spotkania klubu książkowego, w którym 4 doświadczone i dość zamożne kobiety – wdowa Diane (Diane Keaton), rozwiedziona sędzia Sharon (Candice Bergen), samotna właścicielka hotelu Vivian (Jane Fonda), oraz szczęśliwa mężatka Carol (Mary Steenburgen) – co miesiąc omawiają nową literacką pozycję wybraną przez jedną z nich. Tym razem wybór pada na powieść E.L.James, która na owe panie ma bardzo mocny wpływ. Samo założenie produkcji jest dosyć sztampowe i bardzo krzywdząco stereotypowe. Ot każda z naszych bohaterek ma problemy z miłością i seksem, co według scenarzystów powoduje, że są rozhisteryzowane, dużo piją i generalnie są bardzo dziwne (co oczywiście szybko zmieni się gdy poznają mężczyznę).

Film operuje prostym schematem, gdzie każda z pań ma jeden problem miłosny, który musi rozwiązać i który to pojawia się dopiero po przeczytaniu “50 twarzy”. Carol nie uprawia seksu z mężem od sześciu miesięcy i próbuje odkryć w czym leży problem. Diane podczas lotu poznaje pilota Mitchella (Andy Garcia), który szybko się w niej zakochuje, jednak ona ze wzgledu na swoje dorosłe dzieci i niedawną śmierć męża nie może zdecydować się na związek. Vivian po 40 latach spotyka swojego starego chłopaka i powoli rozumie, że to na niego czekała całe życie. A Sharon tworzy konto na Tinderze (a właściwie odpowiedniku tindera) i zaczyna prowadzić bogate życie seksualne.

Przeczytaj również:  "One Night in Miami", czyli aktorskie tour de force [RECENZJA]
Diane Keaton in the film, BOOK CLUB, by Paramount Pictures

Oczywiście cały scenariusz oprócz masowego operowania kliszami, opiera się na typowej dla komedii romantycznych paraboli: Prolog – Pierwsze spotkanie – Wybucha miłość – Plany na przyszłość – Wielki konflikt – Smutek i przeżywanie rozstania – Powrót i happy end.

Dzięki temu nie zostajemy ani przez moment zaskoczeni, a co zabawniejsze ta parabola będzie odanajdywała zastosowanie w każdym z czterech wątków. Mam również wrażenie, że reżyser po 30 minutach całkowicie zapomniał o motywie wyjściowym i książce Greya, która pojawia się w dalszej części filmu dosłownie tylko dwa razy (więc nie jest to film o czytaniu “50 twarzy”). Trzeba jednak oddać, że same żarty są zawsze na przyzwoitym poziomie, a czasem nawet podchodzą pod wybitne (jak żarty Keaton o Herzogu). Schematycznosć również wywyołuje pozytywne reakcje – scena tańca do muzyki Meat Loaf’a wyciska łzy, a sposób budowania postaci – mimo bycia kliszą – przynosi uśmiech na twarz widza.

Co do dream teamu aktorskiego nie jest tak dobrze jak się spodziewałem. Króluje Jane Fonda, która dostała najprzyjemniejsze zadanie grania kobiety całkowicie wyzwolonej i jeśli ktokolwiek czytał o Fondzie, to wie że w pełni ją to oddaje. Dodatkowo mam poczucie, że jako jedyna podeszła do “Pozycji..” jakkolwiek poważnie i udało jej się przekonać mnie do swojej bohaterki.

Diane Keaton, która zawsze kochałem całym sercem, w ostatnich latach coraz bardziej odpuszcza, grając emerytowaną, znudzoną życiem Annie Hall w komediach o emerytach. I o ile momentami nadal ma w oczach ten dawny blask – szczególnie gdy wypowiada autentycznie zabawne żarty – o tyle przez większość czasu miałem poczucie, że jej się zwyczajnie już nie chce próbować. Duży plus idzie również do Andy’ego Garcii, który miał w sobie masę energii, a w roli amanta odnalazł się perfekcyjnie. Reszta pań gra porządnie, ale ich wątki, głownie przez sposób napisania, są strasznie nijakie (szczególnie ten Carol, który sprowadza się do żartów o Viagrze).

Przeczytaj również:  "Maggie" – Co powie ryba? [RECENZJA]
(L-R) Jane Fonda, Candice Bergen, Mary Steenburgen in the film, BOOK CLUB, by Paramount Pictures

Cała otoczka techniczna przypomina mi typową, wakacyjną komedię romantyczną. Z głośników leci Charlie Puth (smutne dziecko muzyki popularnej) i jego bestialski sposób zarobienia na Marvinie Gaye’u, który miesza się z Meat Loafem i innymi hitami lat 70-tych. Wszystko dzieje się w bardzo bogatych środowiskach, każda bohaterka ma własną wille, spotykają się przy najdroższych alkoholach, a reżyser sprowadza problemy każdej z nich do braku mężczyzny i pożycia, co w świecie w którym jesteśmy dawno po rewolucji seksualnej, a badania wskazują, że więcej niż połowa ludzi po 70-tce ma szczęśliwe życie seksualne przynajmniej raz na dwa tygodnie, jest patrzeniem dość nietrafionym i spłycającym niezależność tych kobiet.

Zobacz również: „Tajemnice Silver Lake” – Najnowszy film twórcy „Coś za mną chodzi” – Recenzja

Muszę jednak pozostać choć trochę obiektywny i wziąć pod uwagę reakcję sali, która bawiła się świetnie – przez co również i ja sam parskałem momentami niewymuszonym śmiechem. Bo “Pozycja Obowiązkowa” mimo bycia tym samym, po raz kolejny, ma w sobie jakiś urok, który powoduje, że seans nie jest do końca stratą czasu. Mam poczucie, że lepiej będziecie się bawić na “Naszym Najlepszym Weselu” czy “Elli i Johnie”, ale jeśli marzycie zobaczyć Fondę na ekranie to idźcie śmiało, przymknijcie tylko oko na schematyczność.


Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.