NetflixRecenzjeSeriale

“The End of the F***ing World” powrócił i znów zachwyca, nawet jeszcze bardziej niż ostatnio [RECENZJA]

Szymon Pietrzak

Na tę premierę czekaliśmy wszyscy. Wszyscy, którzy przed dwoma laty zakochaliśmy się w tej współczesnej wariacji na temat historii Bonnie i Clyde’a. Początkowo wydawałoby się, że The End of the F***ing World zupełnie niepotrzebnie otrzymał kontynuację – komiksowy pierwowzór kończy się jednoznacznie, historia została opowiedziana. Ale twórcy serialu zostawili sobie ścieżkę, którą intrygowali i którą wielu nie chciało podążyć. Ci jednak, którzy naprawdę pokochali Alyssę i Jamesa, odpalili Netflixa zniecierpliwieni i przekonali się, że drugi sezon rzutem na taśmę wpisuje się w obfitą już czołówkę tegorocznych seriali dla nastolatków, gdzieś pomiędzy Szukając Alaski a Euforią.


Tekst zawiera spoilery!

W drugiej i prawdopodobnie (przynajmniej tak sądzi Showrunnerka) ostatniej odsłonie serialu, twórcy nie korzystają już ze starych sztuczek. Od pierwszego odcinka widać zmiany – tempo zdecydowanie zwalnia, język jest odrobinę bardziej powściągliwy, bohaterowie zaczynają iść na kompromisy. Najpierw wrócimy do 19-letniej Alysse, która próbuje poradzić sobie z konsekwencjami ostatnich wydarzeń – i z perspektywy jej matki wszystko zaczyna się układać – ale to, ile wizja ślubu i (pozornej) życiowej stabilizacji dla niej znaczą, zobaczymy w momencie kiedy dziewczyna znów ucieknie. Ale może nie uciekłaby, gdyby nie to, że powrócił jej ukochany?

Powrót Jamesa uważam za szczególnie udany. Nie dość, że twórcy zdołali zagrać naszą niepewnością w kontekście nadchodzącego zagrożenia, to przede wszystkim jestem pod wrażeniem jak świetnie udało się rozpisać relację tej dwójki. Bo ten sezon, wreszcie, skupia się w największym stopniu na obojgu z nich z osobna. Tło psychologiczne i jego analiza zostanie tu kilkusetkrotnie bardziej pogłębiona niż dotychczas – a i nowa postać, Bonnie, dostanie odpowiednie i zdecydowanie aktualne motywacje ze względu na swoje przeżycia.


Zobacz również: PIĘĆ POWODÓW, by obejrzeć 3. sezon “The Crown”

Drugi sezon The End of the F***ing World podszedł do swoich bohaterów z niesamowitą powagą. Zdecydowanie mniej odwagi wymagało pokazanie ich w buntowniczym szale – prawdziwą sztuką jest spróbować przeanalizować ich dysfunkcyjne rodziny, emocjonalne problemy, strukturę łączącego ich uczucia – ale przede wszystkim traumy, z którymi muszą sobie radzić już od dłuższego czasu, ale których przybyło po ich niesamowitej podróży.

Przeczytaj również:  "Rok 1987", czyli surowy wstęp do brutalnych wydarzeń z historii Korei Południowej [RECENZJA]

Zarówno Alysse jak i James zrobili w swoim życiu wiele złych rzeczy, ale nie zasłużyli na to, co ich spotkało. Szczególnie ważny w tym sezonie jest moment, w którym Alysse uświadamia sobie, że to co ją spotkało w tamtym pokoju, nigdy tak naprawdę jej nie opuściło, nigdy się po tym nie pozbierała – a jeszcze ważniejszym jest, kiedy pod koniec sezonu stwierdza, że będzie potrzebowała nie tylko czasu, ale również pomocy psychologa. Nie bez znaczenia są tu też słowa Jamesa – cierpliwie chwytającego ją za rękę, gotowego poczekać i być przy niej.

I choć zarys tak poważnych tematów pojawił się już w pierwszym sezonie, to jednak tam wiele rzeczy ginęło pod płaszczykiem przerysowanych postaci, chaotycznego montażu czy toczącego się niejednokrotnie z kadrów surrealizmu. Tu jest inaczej – zdecydowanie częściej pojawia się trafna krytyka takich rzeczy jak przemoc, pozycja kobiet (szczególnie tych w sukni ślubnej!), podejście do małżeństw czy bierność wielu instytucji (zwłaszcza policji). Wszystko pozostaje jednak w swoim autorskim klimacie – sceny są uzupełniane muzyką jakby wyjętą z filmów typu Badlands Terrenca Malicka, kadry nadal można zawieszać nad łóżkiem, a sceny kiedy zaczyna się robić naprawdę gorąco – jak nadejście policjanta do kawiarni w przedostatnim odcinku – wywołują niesamowity suspens i długo igrają z emocjami widza.

Drugi sezon The End of the F***ing World udowodnił, że to od początku była historia kierowana do nastolatków, którzy być może czują się zagubieni i szukają odpowiedzi. Pod koniec pierwszego dowiedzieliśmy się, że jak ważni są dla siebie ludzie. W drugim rozwiniętym został wątek tych ludzi, którzy są gotowi nas wykorzystać, nami manipulować, okłamać nas i skrzywić naszą psychikę. Twórcy pokazują jednak ogrom nadziei – wszystko da się jeszcze naprawić, zawsze dla każdego z nas istnieje druga szansa. Patrząc na Alysse i Jamesa widzimy, jak wiele zmieniło się przez 2 lata w ich życiu. Widzieliśmy ich razem uciekających, walczących za siebie, a teraz widzimy ich trzymających się za rękę, gotowych pomóc sobie poradzić z wszystkim złym, co spotkało ich w życiu i przepracować to.

Ocena

9 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.