Advertisement
Recenzje

“Tomb Raider” – Recenzja

Szymon Pietrzak

Na najnowszej ekranizacji przygód Lary Croft spoczywały niesamowicie duże oczekiwania. Nie tylko ze strony fanów gier Tomb Raider, których nadzieje na dobry film legły w gruzach 17 lat temu, ale i fanów gier w ogóle, bo i tutaj rynek filmowy nie dostarczył jeszcze jednogłośnie udanej produkcji. W dodatku świat kina oczekiwał nowej postaci, która będzie inspirować i przekazywać dobre wzorce. Jak się okazuje Alicia Vikander to strzał w dziesiątkę i najjaśniej świecąca gwiazda tego filmu, ale jej zaangażowanie nie kończy się tylko na jej roli. Przez ostatnie tygodnie kampanii promocyjnej zjeździła pół świata, będąc dostępna dla fanów i fanek, starając się uskrzydlać ich swoimi opowieściami, podając Larę jako przykład kobiety, która wychodzi nawet z najcięższych sytuacji.

To dobrze, że film powstał na podstawie tej części gry, w której bohaterka dopiero odnajduje w sobie archeolog, bo jej postać nabiera ludzkiej twarzy. Vikander jest zarazem zjawiskowa, buntownicza, sprytna i uparta, ale balansuje to z byciem momentami bezbronną wobec wrogów dziewczynką, której doskwiera tęsknota za ojcem.

Występy aktorskie budują w filmie całą chemię, bo scenariusz nie zwalnia ani na moment, przekazując nam historię Lary w retrospektywach, gdzie szybko poznajemy jej relację z ojcem, cały czas gnając z fabułą do przodu. Podróż staje się jednak w pewnym momencie przewidywalna, a główna bohaterka zaczyna głównie skakać i biegać. Film skupiając się przy tym na postaciach pobocznych, niepotrzebnie odciąga widza od Lary. W efekcie dostajemy średnio zarysowaną postać czarnego charakteru, który miałby być bezlitosny niczym Kurtz z Jądra Ciemności, ale choć Walton Goggins robi wszystko, żeby wypaść autentycznie, to jego motywy są do bólu banalne.

Przeczytaj również:  "Pinokio", czyli ekonomiczna opowieść o kukiełce, która chciała zostać chłopcem [RECENZJA]

Podczas tej niesamowitej podróży po japońskich wyspach reżyser ujawnia jednak, że bardziej kocha rozwalające się o skały fale niż swoją bohaterkę. Zabrakło odpowiedniej empatii, a dodano nadzwyczajnie dużo intensywnej walki z żywiołem, która, choć na początku pokazuje jak silna i wytrwała jest Lara, tak później już po prostu nudzi.

Tomb Raider to na pewno nie jest najniższa półka filmów na podstawie gier, ale jednocześnie nie wydaje się czymś, na co czekali fani. Jest jednak nadzieja, bo film widocznie ukazuje rozwój Lary jako postaci i zapowiada pewny sequel. Jeśli cudowna Vikander dostanie w następnym filmie lepszy scenariusz, bardziej wyrazistych przeciwników i troszkę więcej empatii oraz dystansu – to ja już się nie mogę doczekać. Tymczasem, dostaliśmy na pewno cudowną postać, która angażuje emocjonalnie i mam nadzieję, że nie pozwoli o sobie zapomnieć.

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.