Recenzje

TOP 5 filmowych ODKRYĆ na festiwalu Transatlantyk 2019

Andrzej Badek

Dopiero co pisałem o samym festiwalu pod względem organizycyjnym, a teraz czas na moją prywatną, bardzo subiektywną listę pięciu największych odkryć tegorocznej edycji. Nie siliłem się na podział filmów na sekcję i pozwoliłem sobie umieścić tutaj zarówno filmy nowe, jak i retrospektywy. Część z produkcji opisywanych poniżej z pewnością da się znaleźć na fizycznych nośnikach lub platformach streamingowych (choć pewnie trzeba będzie się nieco wysilić), inne natomiast mogą być dostępne dopiero w przyszłości lub w obiegu festiwalowym. Każdą z pozycji łączy jedna cecha: te produkcje na pewno warto obejrzeć. Lista została skonstruowana w kolejności, w której miałem okazję obejrzeć filmy.

  1. Siódmy towarzysz / Sedmoy sputnik (1967) reż. Aleksey German i Grigori Aronov

Zestawienie otwiera debiut bohatera tegorocznej festiwalowej retrospektywy: Alekseya Germana. Reżyser bierze pod lupę los rosyjskich elit po rewolucji październikowej. Dzieło Germana przedstawia wyjątkowy, ze względu na rok i kraj produkcji punkt widzenia na krajowy przewrót. Z jednej strony z produkcji emanuje patriotyzm i poparcie reformatorskich idei, z drugiej nie brak krytyki dla drastycznych metod działań komunistów. Rosjanin otwiera przed nami historię uformowania ZSRR pozbawioną zachodnio-ideologicznego zabarwienia, które wydarzenia przedstawia, jak gdyby komunizm był niczym czerwona fala tsunami, która zalała wschodnią Europę. Siódmy towarzysz skupia się na ludziach, w szczególności na byłym generale-majorze, którzy obudzili się w nowym systemie, darowano im życie i kazano odnaleźć swoje miejsce w nowym świecie. Takich obrazów bardzo brakuje z perspektywy polskiego odbiorcy, bo choć narrację utworu trzeba brać w nawias, to samo poznanie punktu widzenia wschodnich artystów jest bezcenne.

2.  Czarnogóra, czyli perły i wieprze / Montenegro (1981) reż. Dušan Makavejev

Bezwzględnie najpopularniejszym przedstawicielem kina bałkańskiego na świecie jest Emir Kusturica. Jego nietuzinkowe produkcje, które mieszają humor, kicz i kino autorskie podbiło cały świat, zapewniając reżyserowi uznanie, tysiące fanów i prestiżowe nagrody. Nim jednak Kusturica porządnie wziął się za kręcenie, ten niebywale interesujący region Europy miał już swojego szalonego przedstawiciela: Dušana Makavejeva. Twórca był mi już przed festiwalem znany ze swojej pierwszej produkcji nakręconej na emigracji: “WR – tajemnic organizmu”, eklektycznej produkcji, która przykuje uwagę każdego widza szukającego filmów dziwnych, choć bynajmniej nie złych.

Przeczytaj również:  "Ptaki nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)", czyli w chaosie nie ma metody [RECENZJA]

Montenegro jest nieco bardziej stonowane, nakręcone w charakterze czarnej komedii o sfrustrowanej swoim rodzinnym życiem Amerykance, która opuszcza męża i dzieci i przypadkiem trafia pod opiekę grupy jugosłowiańskich imigrantów, którzy… prowadzą dom publiczny. Pozornie film Makavejeva to komedia, ale, jak to u twórców z południowej Europy, pod powierzchnią żartów skrywa się kilka gorzkich refleksji na temat sytuacji bohaterów na obczyźnie, a także o roli kobiet w tradycyjnej rodzinie.

3. Jednym cięciem / Kamera o Tomeru na! (2017) reż Shin’ichiro Ueda

Przenosimy się w czasie i miejscu do współczesnej Japoni, ale pozostajemy dalej przy komedii. Jednym cięciem to film o twórcy, który kręci film o twórcy, który kręci film o twórcy, kręcącym produkcję o zombie! Serio! Liczba warstw jest po prostu niesamowita, a wybór tego filmu uważam za niezwykle trafny na festiwalowe kino nocne. Niewymagający humor, który sprawia, że sala zalewała się salwami śmiechu skrywa niezwykle przemyślane dzieło, które wynagradza widzowi chwilowy spadek napięcia w środku trwania utworu. To tylko lub aż pokaz reżyserskich i scenariuszowych sztuczek nakręconych ku uciesze odbiorcy, ale każdy fan Azji i kina gatunkowego powinien wpisać sobie film na swoją watchlistę.

4. Why Don’t You Just Die! / Papa, sdokhni (2018) reż. Kirill Sokolov

Drugi już film rosyjski w tym zestawieniu, ale zupełnie inny niż Germana. Produkcja reklamowana w festiwalowym katalogu poprzez określenie Sokolova “rosyjskim Tarantino” wzbudziła we mnie początkowo nieufność; epitet ten słyszałem już wielokrotnie w kampaniach reklamowych różnych utworów i zazwyczaj nie miały one z twórczością Amerykanina nic wspólnego poza łączeniem przemocy z czarnym humorem. Pełnometrażowy debiut Sokolova to jednak zupełnie inna sprawa. Twórca czerpie ze stylistyki Tarantino w sposób świadomy. Why Don’t You Just Die nie ma cech plagiatu, a raczej parodii. To podzielony na rodziały teatr pięciu aktorów. Dużo tu taniej przemocy i jeszcze tańszego humoru. Ogląda się to nadzwyczaj dobrze, choć podczas seansu widz może sobie z łatwością uświadomić, że choć Tarantino jest kojarzony przede wszystkim z charakterystyczną formą, to jest on przede wszystkim doskonałym scenarzystą. Rosjanin musi się w tej materii jeszcze wiele nauczyć, bo z przedstawianej na ekranie historii dało się z pewnością wycisnąć o wiele więcej.

Przeczytaj również:  "Dżentelmeni" – Gościu powraca w wielkim stylu [RECENZJA]

5. Wędrująca dziewczyna / Niña errante (2018) reż. Rubén Mendoza

Ostatnie z odkryć to nowy film z Kolumbii, kraju który już od kilku lat przyciąga mnie ku sobie nielicznymi, ale niezwykle angażującymi produkcjami, które łączą mistycyzm bujnej lokalnej przyrody z przepięknymi, lirycznymi opowieściami o ludziach. Wędrująca dziewczyna to w istocie historia pięciu dziewczyn; sióstr z różnych matek, które spotykają się i jednoczą po śmierci ojca. Postać mężczyzny to jedynie zarysowany w tle pretekst, żeby rozegrać przed widzem feministyczne kino drogi, w którym młode kobiety roztaczają opiekę nad swoją najmłodszą siostrą, wprowadzając ją w świat dorosłości.

Inicjacja zostaje nakreślona dosłownie, poprzez rozmowy, dzielenie się swoimi rozterkami i podglądanie ciał starszych sióstr, ale też w przenośni, gdy narracja pozwala nam zajrzeć wgłab umysłu bohaterki, która podróżuje przez Kolumbię, żeby zamieszkać ze swoją ciotką. Wydaje się, że obok doskonałego Ciro Guerry, Kolumbia ma nam do zaoferowania jeszcze niejednego intrygującego twórcę. Czekam, bo to niestety nadal bardzo nieoczywisty kierunek poszukiwania filmowych talentów przez dystrybutorów.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.