TOP 5 ze Spectrum na 10. American Film Festival – Amerykański arthouse, na jaki zasługujemy

Już podczas pierwszego seansu filmu z sekcji konkursowej odczuliśmy duże zaskoczenie. Z każdym kolejnym zdawaliśmy sobie sprawę, że mamy do czynienia z najlepszym możliwym repertuarem amerykańskiego kina niezależnego. Coraz mniej odczuwaliśmy potrzebę podążania do sali numer 1 po filmy autorstwa tych najgłośniejszych nazwisk, bo to właśnie w Spectrum odnaleźliśmy stan amerykańskiego kina – a co za tym idzie również społeczeństwa – na rok 2019. Wybraliśmy dla Was naszych 5 ulubionych tytułów wraz z miejscem na 2 wyróżnienia. To właśnie za tymi produkcjami polecamy Wam się bacznie rozglądać w najbliższym czasie!


Zobacz również nasze inne teksty z 10. American Film Festival

 1. Do gwiazd (reż. Martha Stephens)

Do gwiazd

Jest rok 1961, choć małe miasteczko w Oklahomie wciąż tkwi gdzieś w latach 50. Życie wstydliwej i zakompleksionej przez lokalną społeczność Iris (Kara Hayward, m.in. Kochankowie z Księżyca) zmienia przyjazd nowej dziewczyny, Maggie (Liana Liberato), która podaje się w szkole za trochę inną osobę, niż naprawdę jest. Dziewczyny znajdują nić porozumienia, bo w rzeczywistości obie żywią się apriorycznymi wyobrażeniami innych ludzi o sobie.

Obraz Marthy Stephens to wynurzony sen o wskrzeszeniu Ostatniego seansu filmowego Petera Bogdanovicha. Z tym że reżyserka sytuuje swoje bohaterki na spektrum odmieńców, czyli wyoutowanych z dyskursu, zmuszonych do społecznej mutacji i wyrównania do normy. Takie czarno-białe coming-of-age, zaszyte w jakiejś prowincjonalnej dziurze, zwrócone ku gwiazdom i nieśmiało pomyślanym marzeniom, to prawdziwe ukojenie, kino z dobrodziejstwem inwentarza, nostalgiczny powrót do czasów, w których pełno było głupców myślących, że dorastanie przychodzi tak łatwo.

(Kamil Walczak)


 2Święta Frances (reż. Alex Thompson)

Święta Frances

To zwycięzca nagrody publiczności w festiwalowym konkursie – i decyzja ta wcale nie dziwi. Dzieło Alexa Thompsona to sprytnie komprehensywny dramat z małą, 6-letnią Frances jako środkiem ciężkości. Protagonistką jest 34-letnia Bridget (Kelly O’Sullivan, także autorka scenariusza), która coraz wyraźniej dostrzega, że w swoim wieku już dawno powinna się ustabilizować. Chcąc zarobić trochę pieniędzy, zatrudnia się u lesbijskiej pary jako opiekunka ich córki – Frances. Sześciolatka staje się dla niej jakby nowym punktem odniesienia, ukazującym cały strach wchodzenia w prawdziwą dorosłość, szukania miłości i mówienia o własnych problemach.

Święta Frances z przekonaniem podejmuje się tematu kobiecości, przyzwolenia na bycie nieidealną w oczach innych, czyli idealną sobą. Depresja poporodowa, nieodbyte rozmowy, społeczne stereotypy mają swoje aktywa w rodzinie Frances, do której wgląd ma Bridget. Thompson pakuje to w rozkoszną, naturalną scenerię, a sama O’Sullivan po mistrzowsku, w stylu późnego millenialsa rozładowuje film niezręcznością, nieporadnością i dziecięcą słodyczą.

(Kamil Walczak)


 3Pani Jasność (reż. Paul Shoulberg)

Główna bohaterka Pani Jasność to ktoś, kogo potrzebuje każdy z nas. Lex pozornie zajmuje się doprowadzaniem do stanu duchowego spokoju osób znajdujących się na skraju śmierci, ale ostatecznie równowagę pomaga osiągnąć każdemu. W swojej słodko-gorzkiej prezencji łączy niebanalny humor z przenikliwymi dialogami o przemijaniu. Kryje w sobie głęboko skrywaną traumę, którą – z korzyścią dla wszystkich – przepracowuje w iście terapeutyczny sposób. Skupia wokół siebie niezręcznie nieprzystosowane do życia i zręcznie pozytywne postacie i ostatecznie łączy w sobie niesamowitą lekkość i rzadko spotykaną powagę, by opowiedzieć o życiu i o śmierci najlepiej jak tylko się da. Główna bohaterka Pani Jasność to ktoś, kogo potrzebuje każdy z nas. Szkoda tylko, że Lex tak naprawdę nie istnieje. No cóż, będzie nam musiał wystarczyć ten film.

(Michał Piechowski)


 4Światłość ze światłości  (reż. Paul Harrill)

Światłość ze światłości

Pierwsze sceny i kadry drugiego filmu fabularnego Paula Harrilla mogą błędnie sugerować, że mamy do czynienia z czymś na granicy horroru. Samotna matka podejmuje się śledztwa w rzekomo nawiedzonym domu, a u mnie zapala się lampka, że niby już to widziałem, tylko że w formacie found footage. Światłość ze światłości chyba dość świadomie korzysta ze wszystkich sztuczek, których twórcy kina grozy skupionego na poszukiwaniu duchów używali dotychczas.

Ciągły strach, że zza rogu coś wyskoczy, że jakiś głos nagra się w dyktafonie, że coś pojawi się na obrazie z kamery – wszystko trzyma widza w napięciu, żeby rozładowywać naprawdę przerażającymi sekwencjami, nie mającymi jednak zbyt wiele wspólnego z sytuacjami paranormalnymi. To kino bardzo subtelne i wrażliwe – wykorzystujący dysfunkcyjne rodziny, relacje międzyludzkie i najprostsze emocje, żeby opowiadać jednocześnie o sprawach metafizycznych, ale też tych najbardziej przyziemnych. Końcówka irytuje i mogłaby być lepiej przemyślana, ale dla właściwie każdej innej minuty warto go obejrzeć.

(Szymon Pietrzak)


 5. Mickey i niedźwiedź (reż. Annabelle Attanasio)

Mickey i niedźwiedź

Dylematy wymalowane na twarzy tytułowej Mickey rządzą całym jej życiem. Nie wie czy powinna opuścić swojego toksycznego ojca, wyjechać z dziury, w której przyszło jej się urodzić i mieszkać, zacząć gonić marzenia i zostawić chłopaka, który jest materiałem na duże życiowe nieszczęście. Kluczem jest zrozumienie, że nastolatka nie ma obiektywnego spojrzenia na sytuację – nie zna innego życia, została w bańce, z której boi się wyrwać. W swoim fabularnym debiucie reżyserka decyduje się jednak bardzo mocno skupić nie tylko na problemie młodszego pokolenia przytłoczonego problemami swoich rodziców, ale też zwrócić wzrok w kierunku postrzegania świata przez pryzmat generacji boomerów.

Ojciec Mickey to co prawda typowy weteran wojny w Iranie – nie potrafi sobie poradzić ze swoimi emocjami, traumami i ze stratą żony. Ale przede wszystkim, Hank nie potrafi poradzić sobie z otaczającym go światem – śmieszy go, że można zarobić na muzyce, nie widzi perspektyw dla swojej córki i nie potrafi jej sobie wyobrazić w roli innej niż żona i córka. W bardzo autentycznym obrazie, Annabelle Attanasio przedstawia nam walkę, która codziennie toczy się w małych miasteczkach Ameryki – tam, gdzie syndrom sztokholmski zabija marzenia i jedyną szansą na ucieczkę jest impuls, który czasem przychodzi za późno.

(Szymon Pietrzak)


WYRÓŻNIENIA:

 Byk (reż. Annie Silverstein)

Byk

Choć pełnometrażowy debiut Annie Silverstein wykorzystuje wiele zgranych motywów występujących w dziełach o relacji „mistrz-uczeń”, to jednak ze względu na swoją surową aurę i doskonale dobrane tempo stanowi szczególnie udaną kombinację. Film polecany w szczególności dla fanów amerykańskiej kultury, tej raczej bardziej południowej (w tym przypadku teksańskiej), brudniejszej, bardziej kiczowatej. Kto potrzebuje odskoczni od wszechobecnych palm LA czy nowojorskiej bohemy, na pewno nie będzie zawiedziony poznawaniem kulisów branży rodeo. Nie tego na wielkich stadionach, tylko prowincjonalnego, na styku z półświatkiem przestępczym. Takiego, które dla wielu styranych życiem, ciężko pracujących ludzi stanowi tak niebezpieczną, jak i jedyną możliwość zarobienia przyzwoitych pieniędzy. Na plus również dwójka bardzo dobrze napisanych głównych bohaterów.

(Maksymilian Majchrzak)

★ Frances Ferguson (reż. Bob Byington)

Ode mnie specjalne wyróżnienie dla Frances Ferguson, bo jedyny z konkursowych filmów, który tak zachwycił narracją (w wykonaniu Nicka Offermana) i potrafił tak zniuansować to, co ma do powiedzenia. Tytułowej bohaterce, zblazowanej nauczycielce z pieczęcią na liście sex offenders, po prostu nie żyje się łatwo. Jej życiowe decyzje to wypadkowa frustracji przedwczesnego małżeństwa i toksycznej matki, choć Frances sama dobrze wie, że i tak prawdziwych problemów musi szukać w sobie. Byington w znakomity sposób rozprawia się ze skandalem seksualnym w małym miasteczku, ale jeszcze bardziej pociąga go pozorna błahość całej sytuacji, ofiara, jaką pada sprawca i perwersyjny urok bohaterki, którą lokalna społeczność, niejako naprzemiennie, stereotypizuje i gani za urodę.

To bardzo akuratna, trafiająca w półironiczne tony historia o stagnacji i kryzysie w swoich dwudziestkach, kiedy apogeum osiągają cudze założenia wobec nas, coraz fatalniej rozmijające się z naszymi założeniami, reprodukowanymi straconymi nadziejami. Reżyser słusznie ucieka Frances do terapii grupowych i sesji terapeutycznych, szukając źródła niepokojów “nowych dorosłych” i ich zagubienia w świecie pełnym apodyktycznych samosądów.

(Kamil Walczak)

Przeczytaj całą recenzję: “Frances Ferguson” – Coming-of-jail [RECENZJA]

Prestidigitator trudnych słów i impresario tych nieistniejących. Zakochany bez pamięci (a szkoda) w filmach Tarkowskiego i Resnais’go. Bardzo chciałby mieć psa. Lub kota.

Jestem studentem. Oceniam filmy obiektywnie. Lubie, gdy filmy są Coenowskie i Cohenowskie. Ironicznie urodziłem się w niewłaściwym pokoleniu, bo moje ulubione filmy i muzyka mają 40+ lat. W dziele filmowym zwracam szczególną uwagę na reżyserię i montaż dźwięku. I’m not a drowining man! And I’m not a burning building!

pisanie recenzji.
plusy: pomnik trwalszy niż ze spiżu
minusy: pisanie recenzji


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.