FestiwaleFilmyRecenzje

Tydzień Filmu Niemieckiego: Recenzujemy “Kryptonim Curveball”

Szymon Pietrzak
Kryptonim Curveball
Kadr z filmu "Kryptonim Curveball"

W swoim najnowszym filmie Johannes Naber wyrusza w niełatwą podróż w poszukiwaniu prawdy. Żeby zbadać jej istotę, korzysta z wydarzeń, które kładą się cieniem na najnowszą historię Republiki Federalnej Niemiec – “Kryptonim Curveball” zanurza nas w zagmatwanych latach przełomu tysiącleci, pokazując niemiecki udział w militarnej interwencji USA w Iraku po zamachu na World Trade Center. Ta (niestety) prawdziwa historia zmieniła się w pełen napięcia film i wyśmienity obraz zachodniej mentalności.

Żeby móc w pełni ująć absurdy prezentowanej opowieści, reżyser znów sięga po czarny humor, który w jego poprzednim filmie posłużył mu jako narzędzie krytyki kapitalizmu. Tym razem jego komentarz idzie dalej – aż do samej niemieckiej Federalnej Służby Wywiadowczej, gdzie trzymanie się zasad i protokołów jest najważniejsze i najszybciej pozwoli rozwinąć urzędnikowi jego karierę. To w takich warunkach powstaje plan, który pozwoli poprawić niską reputację niemieckiego wywiadu – nawet jeśli będzie to wymagało zatuszowania pewnych niewygodnych faktów.

W taki sposób rozwija się historia domniemanego irackiego informatora, który ma mieć dostęp do tajnych informacji o mobilnych fabrykach broni biologicznej Saddama Husseina. Całość opowiadana jest z perspektywy Arndta Wolfa – bohatera, którego Naber jakby wyciągnął wprost z któregoś z filmów Lantimosa. Wolf to człowiek z obsesją na punkcie swojej pracy, której poświęca się całkowicie, zapominając nawet o relacji ze swoją córką. Jego osoba cieszy się jednak ogromnym szacunkiem w kręgach rządowych – jako najlepszy niemiecki ekspert od broni biologicznej i Iraku, dostaje za zadanie rozpracować wspomnianego informatora, irackiego uchodźcę, z którym wkrótce połączy go nietypowa przyjaźń.

Całość, choć ani na moment nie traci swojej powagi i kontaktu z rzeczywistością, z czasem coraz mocniej wybrzmiewa jako satyra, której humorystyczny potencjał jest tak subtelny, że nigdy nie wiadomo, czy śmiech jest w ogóle odpowiedni. Pokazując nadużycia niemieckiego systemu, reżyser stara się przez cały czas trwania filmu przekuć go w edukacyjną misję – w coś, co pozostawi po sobie poseansowy ferment i odrobinę niewygodnych pytań z tyłu głowy na temat transparentności układu, w jakim żyjemy. 

Kryptonim Curveball
Kadr z filmu “Kryptonim Curveball”

Przyjemnie ogląda się “Kryptonim Curveball” jako swoistą rekonstrukcję wydarzeń, która w normalnych warunkach mogłaby odbyć się kosztem tempa – kino detektywistyczne bardzo często, czy to przez nadmierną ekspozycję, czy zbyt zagmatwaną zagadkę, zaczyna z czasem boleśnie wytrącać z immersji. W przypadku najnowszego filmu Nabera jest całkowicie inaczej – chociaż trwa dwie godziny, to ekspresywny montaż, pełen zwrotów akcji scenariusz, inteligentny humor i wyśmienita muzyka, sprawiają, że jest to jedna z najciekawszych europejskich produkcji ubiegłego roku.

Co więcej, “Kryptonim Curveball” wprowadza Nabera na salony niemieckiej kinematografii współczesnej, czyniąc go jednym z najciekawszych głosów krytycznie nastawionych do zastanej rzeczywistości. Bo choć reżyser ten w swoim dziele zaniedbał przede wszystkim wątki drugo- i trzecioplanowe, to całość wybrzmiewa dość jasno – nieważne jest to, czy złych czynów na ekranie dokonywali Niemcy, czy Amerykanie, skoro problem leży gdzieś indziej niż biurka smutnych panów opętanych karierą. Pytanie, czy jesteśmy gotowi przyjąć niewygodną prawdę.

Film obejrzeliśmy w trakcie trwającego Tygodnia Filmu Niemieckiego. Wydarzenie w całości odbywa się online, na zrzeszającej polskie kina studyjne platformie MOJEeKINO.pl.

Ocena

7.5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.