Advertisement
American Film Festival 2019FilmyKinoRecenzje

“Ukryte życie” – I żyliśmy ponad chmurami… [RECENZJA]

Szymon Pietrzak
Ukryte życie
Valerie Pachner and August Diehl in the film A HIDDEN LIFE. Photo Courtesy of Fox Searchlight Pictures. © 2019 Twentieth Century Fox Film Corporation All Rights Reserved

W swoim najnowszym dziele Terrence Malick udowadnia, że wiele wyniósł ze swoich ostatnich eksperymentów filmowych. W Ukrytym życiu połączył spójną fabułę znaną ze swoich starych filmów (Badlands, 1976) wraz z dysputą filozoficzną bohaterów tych niedawnych (Song to Song, 2017). Najnowsze dzieło Amerykanina oparte jest na korespondencji między małżonkami cieszącymi się przed wojną spokojnym życiem w styryjskiej miejscowości Sankt Radegund. To historia austriackiego rolnika Franza Jägerstättera (August Diehl), który wraz z rodziną musiał zmierzyć się z konsekwencjami odmówienia przez niego służby w armii Hitlera.

Otwierająca sekwencja archiwalnych, czarno-białych materiałów z czasów II wojny światowej posłuży Malickowi jako zobrazowanie wojennego świata. Następnie z nasączonej zielonym kolorem rzeczywistości filmowej wyłoni się zapierający dech w piersiach górski krajobraz Styrii i sielanka codziennego życia w zgodzie z naturą. Prawdziwy dramat rozgrywa się w zakamarkach ludzkiej duszy. Szczególnie w tej, w której zwycięża opór wobec totalitaryzmu. Ta jedna dusza stanie się wielką opowieścią o męczeństwie.

To, co jest

Malick po raz kolejny próbuje szukać Boga w miejscach, w których wydawałoby się nigdy go nie było. W Cienkiej czerwonej linii (1998) zabrał widzów wprost na pole bitwy, gdzie obrazy wszechobecnej śmierci zapisały się w historii światowej kinematografii jako jeden z wymowniejszych antywojennych manifestów. W Ukrytym życiu Amerykanin kładzie jeszcze mocniejszy nacisk na indywidualną jednostkę ludzką, snując opowieść o bohaterze nie dającym się porównać z wykreowanymi do tej pory postaciami. Franz Jägerstätter to nie Andrew Garfield z Przełęczy ocalonych. Postawa Franza nie wynika z czystych przekonań pacyfistycznych. Wydaje się idealistyczną walką człowieka z upadkiem człowieczeństwa. Ukryte życie staje się więc portretem człowieka, który wybrał niesprawiedliwość wobec siebie niż udział w niesprawiedliwości.

Przeczytaj również:  "Wychowane przez wilki", albo niech Ridley Scott przestanie kręcić produkcje science fiction [RECENZJA]

Stając przed wyborami moralnymi, Franz szuka wsparcia i zrozumienia. Rozmawia z przedstawicielami Kościoła – lokalnym księdzem, ale też z arcybiskupem. Od nich słyszy, że ma swoje obowiązki wobec ojczyzny. Malick jasno wskazuje zatem, że duchowni brali aktywny udział w dziele zniszczenia. Podobnie władza świecka – burmistrz malowniczego Radegund cieszy się z władzy Hitlera najbardziej, w bardzo aktualnym monologu o imigrantach i cudzych bogach. Franz nie ma też żadnego wsparcia w mieszkańcach wioski. Sami nie wiedzą, o co walczą, a ich wiara w słuszność konfliktu jest słaba. Nie przeszkadza im to popaść w pułapkę myślenia o sile zbiorowości. Żonę Jägerstättera skazują na publiczny ostracyzm, ich dzieci popadają w odizolowanie.

To, co minęło

Ukryte życie jest filmem uduchowionym, wykreowanym pod wielkim natchnieniem. Malickowi udaje się stworzyć film utkany ze wspomnień – sennych, niepełnych, ulotnych. To niesamowita historia, która mogłaby trwać bez końca. Scenariusz stoi wciągającą historią, rozłożoną bardzo równomiernie

Kiedy w jednej ze scen Fanny wspomina, że „żyli szczęśliwie, ponad chmurami, tak jakby nic nie miało się stać”, pojawiający się na ekranie sielankowy obraz jednej z alpejskich wiosek – dacza ulokowana pomiędzy chmurami, trójka małych dzieci i harmonia z przyrodą – jest już jakby częścią innego życia. Tego, w którym ich ukochany kraj nie zabijał niewinnych ludzi na ich ukochanej ziemi.

Bo gdy Malick błądzi w poszukiwaniu istoty Boga – zwraca się w kierunku człowieka i jego wartości. Maluje obrazy cierpienia i próbuje pokazać ludziom różne odbicia obecności Boga na ziemi. Szuka go w ludziach, dopasowuje Sacrum do perspektywy go poszukującego. Gdy jednak nadejdzie czas, pokaże wszystkim jego prawdziwe oblicze. Pytanie, czy to już?

Przeczytaj również:  "Dolina Bogów": Lecha Majewskiego pojedynek z formą [RECENZJA]

To, co będzie

Przygnębiający, ale z wielu powodów obraz pozwala się wyciszyć i odnaleźć spokój ducha. Wszystkie emocje są przekazane tu bardzo subtelnie, czasem odzywając się dopiero na długo po seansie. Te momenty filmu, gdzie coś się dzieje w ciszy, jakby w tle – tak jak stosowane wymiennie język angielski i niemiecki – nadają mu uniwersalnego charakteru, nie zapominając oczywiście o tym kto i kiedy dopuścił się tak straszliwej zbrodni. W budowaniu emocji na pewno pomaga też wspaniała ścieżka dźwiękowa, wnosząca wiele do kanonu muzyki filmowej. Idealnie uzupełniając obraz o uczucia, których nie zdoła wytworzyć warstwa wizualna czy fabularna – ani razu nie wychodząc jednak na pierwszy plan.

Ukryte życie dzieje się w swoistej izolacji. Do wioski Jägerstättera tak naprawdę ani razu nie zagląda wojna. Ciężko również zrozumieć bolączki społeczeństwa, które jedyną styczność z rzekomymi imigrantami, miała podczas jednego wypadu do Wiednia. Sankt Radegund dało się zastraszyć i zniszczyć. Pozostał w nim tylko jeden sprawiedliwy człowiek, który być może, patrząc z dzisiejszej perspektywy, uchronił całą resztę przed bożym gniewem. I może dziś, bardziej niż kiedykolwiek po II wojnie światowej, potrzebujemy pamięci o ostatnim sprawiedliwym.

Terrence Malick powrócił, aby jeszcze raz pokazać nam, że Boga należy szukać w człowieku. Tym razem ku szerzeniu swoich rozmyślań filozoficznych posłużyła mu prawdziwa historia prosto z jądra ciemności. Reżyser powrócił, żeby pokazać, ile nadziei kryje się w jednej ludzkiej istocie. Nadziei, którą każdy z nas chciałby mieć, kiedy nadejdzie czas próby.


Film pojawi się w kinach 7 lutego 2020r.

Ocena

9 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.